Społeczeństwo

Stany i chodzony

Folklor ulicznych protestów

Nie dadzą zniszczyć telewizji publicznej. Nie dadzą zniszczyć telewizji publicznej. Stanisław Ciok / Polityka
Jeśli pikieta, marsz uliczny, demonstracja – to tylko w Warszawie. Maszerować po stolicy to jakby rozmawiać z władzą twarzą w twarz.
Choroągiewkowy zaopatruje demonstracje od lewej do prawej w akcesoria.Stanisław Ciok/Polityka Choroągiewkowy zaopatruje demonstracje od lewej do prawej w akcesoria.

Każdy roszczeniowy wychodzi na ulice z krzywdy i bólu. Pan Antoni, bo mu pracodawca nie zapłacił. Pani Kasia, bo padła ofiarą męskiego molestowania. Pan Mikołaj, bo jest antysystemowy i wszystko chciałby obalić. Wychodzą ogólnie niezadowoleni i subiektywnie skrzywdzeni. Doświadczeni w bojach mają ze sobą sprzęt nagłaśniający, hasła na transparentach i listę postulatów. Debiutanci nieśmiało zajmują miejsca w drugich szeregach, ale szybko wciąga ich atmosfera, nabierają odwagi i skandują wraz z tłumem.

Polityka 26.2014 (2964) z dnia 24.06.2014; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Stany i chodzony"
Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015