Społeczeństwo

Tatomama

Czy mężczyzna może być w ciąży? Może

Mirosław Gryń / Polityka
Konrad, lat 24, od ponad ośmiu miesięcy w ciąży, od 3,5 roku oficjalnie, zgodnie z wyrokiem sądu, jest mężczyzną.
Zgwałcili go, a on nawet o tym nie wiedział.Mark Dietrich/PantherMedia Zgwałcili go, a on nawet o tym nie wiedział.

Kiedy siedzi w poczekalni u ginekologa, w luźnym polo, brzucha prawie nie widać, choć termin porodu już za trzy tygodnie.

Spodnie nosi nisko, biodrówki z nieco luźnym krokiem, jak wszyscy w jego wieku. Jest drobny i szczupły. Kolegom w pracy mówi, że to płyn w jamie brzusznej i że we wrześniu będzie miał operację. Mężczyzną czuł się od zawsze, na przekór metryce. Odkąd pamięta toczył zaciekłą walkę z matką, żeby nie ubierała go w sukienki. Obcinał sobie włosy tak, że nie było wyjścia i trzeba było go prowadzić do fryzjera, najdłuższa fryzura to było „na grzybka”. W szkole i na blokowym podwórku bawił się tylko z chłopakami, często się bił, ciągnął dziewczynki za włosy i robił im głupie kawały. Ciągle miał uwagi w dzienniczku.

Ciąża niczego nie zmieniła. Dalej czuje się facetem. Dziecka oczywiście nie miał w planach. I nigdy świadomie nie uprawiał seksu z mężczyzną. Zgwałcili go, a on nawet o tym nie wiedział. Film mu się urwał po dwóch piwach, więc jest pewien, że mu czegoś dosypali. To była męska impreza u niego w domu, pod nieobecność jego dziewczyny. I męski dowcip, rozprawiczyć odmieńca. Przecież to laska jest, nie żaden facet. Nawet jeżeli nie ma cycków.

Przychodzi facet do ginekologa

O niczym by się nie dowiedział, gdyby dalej brał hormony. Ale po pięciu latach na testosteronie pojawiły się bóle podbrzusza, krwawienia. Lekarz kazał odstawić, do czasu gdy zbierze wreszcie pieniądze na zabieg sterylizacji. Nieużywane organy się buntują, tak mu powiedział. Konrad przestał łykać tabletki i wróciły regularne miesiączki. Kiedy miesiąc po imprezie nie dostał okresu, był zdziwiony. Potem już zaczął się niepokoić.

Napisał do koleżanki, do której ma największe zaufanie, bo ona jest biseksualna i może dlatego lepiej rozumie jego sytuację. Kazała mu kupić test ciążowy. Wydawało mu się, że jedna kreska jest bardziej blada. Więc powtórzył badanie i dwie wyraźne czerwone linie już nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Nie mógł się zdecydować na pójście do lekarza. Bo niby jak mężczyzna ma się zapisać na wizytę u ginekologa? Biseksualna przyjaciółka powiedziała, że są pigułki na spędzenie ciąży, można kupić w internecie. Ale on się nie mógł zdecydować, bał się, że łyknie coś, a potem skończy w szpitalu i wszystko się wyda. Więc nie robił nic i w końcu przyjaciółka bi zaprowadziła go do swojego lekarza położnika. Zarejestrowała wizytę na siebie, dopiero w gabinecie wyjaśnili, o co chodzi. Na pierwszej wizycie zrobiono mu USG i to, co zobaczył na ekranie monitora, sprawiło, że nawet nie zapytał, czy ciążę można usunąć. Chociaż dalej nie wyobraża sobie, jak przez to wszystko przebrnie.

Stracił piersi, zyskał brzuch

Pierwsze załamanie przeżył, kiedy zobaczył na swoich sutkach kilka kropel mleka. Przecież mastektomii poddał się w 2009 r., jeszcze przed oficjalną zmianą płci, ale już po wynikach badań genetycznych, potwierdzających jego przynależność do rodzaju męskiego, i prawie po roku brania hormonów. Gruczoły dawno wycięte, to skąd mleko? Lekarz powiedział, że może tak być, ale to kilka kropelek i karmić dziecka się tym nie da. Na szczęście piersi mu się nie powiększyły. Tego by nie zniósł. Do swojego biustu, odkąd się pojawił w wieku dojrzewania, czuł wyraźne obrzydzenie. Przez półtora roku przed mastektomią nosił specjalny pas uciskowy na klatkę piersiową, jaki każą zakładać pacjentom po operacjach serca.

Pas zdawał egzamin znacznie lepiej niż bandaże, tylko w upały było ciężko. Natomiast jego ciężarny brzuch jakoś go teraz nie brzydzi. Nawet ciemna linia przez środek, która już się pojawiła. Traktuje ten brzuch trochę jak inkubator. Poza tym wie, że za chwilę zniknie. Ale, żeby tak się stało, musi być poród. Sama wizja porodu, położnych, które się nad nim nachylają, grzebią w nim, sprawiała, że wracały myśli samobójcze. Te z okresu dojrzewania, gdy już zorientował się, że coś z nim jest mocno nie tak, a jeszcze nie wiedział co, ani, przede wszystkim, że można coś z tym zrobić.

Na szczęście nikt go do naturalnego rodzenia nie nakłaniał. Szybko zapadła decyzja o cesarskim cięciu. Wszyscy, którzy wiedzą o jego specyficznej sytuacji, zdają sobie sprawę, że naturalny poród byłby dla Konrada traumą, z którą zmagałby się najprawdopodobniej do końca życia. Więc cięcie. Była pokusa, żeby przy okazji definitywnie rozwiązać problem macicy i jajników Konrada, ale operację sterylizacji wolno przeprowadzać tylko w przypadku zagrożenia życia. Mogą też taki zabieg mieć osoby po urzędowej zmianie płci, ale wtedy jest odpłatny. Poza tym, operacja usunięcia porodowej, powiększonej 20-krotnie macicy jest bardzo niebezpieczna. Więc Konrad sam stwierdził, że nie ma co ryzykować. Kto się zajmie dzieckiem, gdyby jemu coś się stało?

Dziewczyna nie rzuciła go co prawda, są razem już dwa i pół roku, ale zachwycona nową sytuacją nie jest i zapowiedziała, że dziecka wychowywać nie będzie. Trochę pomoże, ale matką zastępczą być nie chce. Matka Konrada nie może zaakceptować tego, że urodziła dziewczynkę, która twierdzi, że jest chłopakiem, a co dopiero tego, że teraz ten niby-chłopak jest w ciąży. Jest świadkiem Jehowy, a to dość konserwatywne środowisko. Z ojcem Konrad od wielu lat nie ma żadnego kontaktu. Podobno wie o jego transseksualizmie i jest wściekły, bo koledzy się z niego śmieją. Siostra Konrada mieszka za granicą, ale i tak nie rozmawia z nim od momentu, kiedy powiedział rodzinie o podjęciu decyzji o leczeniu.

To było jeszcze zanim skończył 18 lat. Obciął wtedy włosy na krótko. Matka się popłakała. Widać było, że patrzeć na niego nie może, więc wyprowadził się z domu. Z krótkich włosów przeszedł na jeża. Zaczął pracować, żeby uzbierać na leczenie. Do psychologa poszedł, jak tylko wybiła mu osiemnastka. Podczas pierwszej wizyty powiedział, że nie wie, w jakim rodzaju ma o sobie mówić. Chciałby w męskim. Usłyszał, że ma mówić tak, jak czuje. Jak mu wygodnie. I od tamtej pory żeńskie końcówki nie przeszły mu przez gardło. Potem, zamiast uczyć się do matury, zarabiał pieniądze na mastektomię. Liceum kończył zaocznie, świadectwo, wystawione jeszcze na Beatę, odbierał już w garniturze. Co wywołało w szkole niemałą sensację.

Konrad zdaje sobie sprawę, że może liczyć tylko na siebie.

Fizycznie, jak mówi, jest gotowy. Wszystko dla dziecka jest przygotowane. Pampersy, śpioszki, kosmetyki, łóżeczko, wózek i wanienka. Imię też już wybrał, Agata. Bo to będzie dziewczynka. Przyznaje, wolałby chłopaka. Także dlatego, że jedną córkę już ma. Oczywiście tylko urzędowo, ale ojcem jest. Jego była dziewczyna wpadła i przyszła do niego z problemem. Matka ją zabije, tak powiedziała, jeżeli dowie się, że ona nawet nie wie, kto jest ojcem jej dziecka. A ona nawet jeśli wie, to nie powie i nie chce mieć z nim nic wspólnego. Tymczasem dziecko powinno mieć ojca. Więc Konrad uznał je za swoje.

Początkowo miało być tylko formalnie, na papierze. Ale jak zobaczył noworodka, zakochał się w małej Basi po uszy. Przez rok mieszkali razem i nawet myślał, że tak już zostanie, ale się nie ułożyło. Nawet nie tyle z dziewczyną, co z jej rodzicami. Dowiedzieli się o tym, że zmienił płeć, że nie jest biologicznym ojcem dziecka, i powiedzieli, że nie chcą, żeby Basię wychowywał. Mimo że on bardzo dużo się niemowlęciem zajmował. Karmił, przewijał, kąpał. Żeby się nią opiekować, zmienił pracę na nocną. W dzień spał, wtedy kiedy dziecko spało, i taki system nieźle się sprawdzał. Teraz ze swoją córką chce zrobić podobnie. Praca w nocy i weekendy. Nie ma stałego zatrudnienia, nie dostanie urlopu tacierzyńskiego. Jego dziewczyna, na razie na stażu dla absolwentów, od października idzie na etat. Więc on zajmie się Agatką w ciągu dnia, kiedy ona będzie w biurze.

Z pierwszą córką poszło łatwo. To znaczy nie było problemu z formalnościami. Wystarczyła jedna wizyta w urzędzie i został dumnym ojcem. Teraz był już w USC trzy razy i oni dalej nie wiedzą, jak jego problem rozwiązać. Co wpisać dziecku w akcie urodzenia. Konrad nie może być ojcem, bo wtedy nie będzie matki, a matka nie może być nieznana.

Kierowniczka urzędu zaproponowała zatem, żeby po prostu drugi raz zmienił płeć. Tak byłoby najlepiej dla wszystkich, przekonywała. Wtedy on, jako kobieta, będzie matką, a ojciec nieznany. Wszystko zgodnie ze stanem faktycznym. Gdy powiedział, że nawet gdyby chciał (a nie chce!), to i tak żaden sąd się na to nie zgodzi, nie można zmieniać płci na inną, niż wynika z kariotypu.

Kierowniczka przekazała problem swojej zastępczyni. Ta miała pomysł, żeby Konrada wpisać jako ojca, a jego poprzednie, żeńskie wcielenie, jako matkę. Koncepcja upadła, gdy okazało się, że po Beacie, którą kiedyś był Konrad, nie ma już w dokumentach śladu. Tak jakby nigdy nie istniała. A ktoś, kto nie istnieje, nie może przecież mieć dziecka.

W końcu ustalono, że w szpitalu jako matkę wpiszą Konrada, nie mogą inaczej, bo to on jest świadczeniobiorcą dla NFZ. A urząd aktu urodzenia nie wystawi, tylko prześle dokumenty do sądu i niech sąd się nad tym biedzi. Konrad jest pierwszym takim przypadkiem w Polsce i urząd nie wie, jak ma postąpić. I chyba nikt nie powinien mieć o to do urzędu pretensji. Konrad nie ma, tylko modli się o to, żeby sąd coś mądrego wymyślił. Żeby Agatka nie miała problemów. I tak, na pewno, nie będzie mieć łatwo w życiu. Z jego powodu oczywiście, ale on nie jest temu winien, że natura tak się w jego przypadku pomyliła. Zresztą, jeszcze się łudzi, że może uda się zachować tajemnicę. Kolegom powiedział, że jego dziewczyna jest w ciąży. Żeby potem się nie dziwili, jak go zobaczą z wózkiem.

Gwałtowna zgoda

Z tego samego powodu, próbując uniknąć rozgłosu, nie złożył doniesienia o gwałcie. Mimo że wie, kto to zrobił. Byli wtedy u niego jego dobrzy koledzy, ale zjawił się też niespodziewanie chłopak, któremu podobała się jego dziewczyna. I który w jakiś sposób dowiedział się, że Konrad jest transseksualistą. Wtedy tym bardziej nie mógł pogodzić się z faktem, że dziewczyna woli kogoś takiego od niego. Stuprocentowego faceta, zagorzałego kibica miejscowego klubu piłkarskiego.

Chodził więc po mieście i mówił o nim „ciota”. Albo: „eunuch”. Konrad zdziwił się bardzo, gdy tamten przyszedł do niego ze stadionowymi kolegami, pod hasłem „pogódźmy się, żyjmy w zgodzie”. Więc musiał to być z góry ukartowany plan. Potem, gdy już wiedział, że jest w ciąży, pytał się swoich znajomych, co się właściwie działo wtedy na tej imprezie, bo on nic nie pamięta. Żaden nic nie powiedział.

Pewnie było im wstyd, że nie zareagowali.

Polityka 35.2014 (2973) z dnia 26.08.2014; Społeczeństwo; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Tatomama"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną