O urzędniku mnożącym fałszywe dzieci

Tata wielodzietny
O tym, jak i po co Kamil J., urzędnik gminny, zapłodnił fikcyjnie kilkadziesiąt matek.
Mirosław Gryń/Polityka

Kamil J. został skazany na cztery lata w zawieszeniu oraz bezwarunkowy zwrot becikowych, które odebrał kilkuset realnie kwilącym Polakom.
Andriy Popow/PantherMedia

Kamil J. został skazany na cztery lata w zawieszeniu oraz bezwarunkowy zwrot becikowych, które odebrał kilkuset realnie kwilącym Polakom.

Z końcem każdego miesiąca w Ośrodku Pomocy Społecznej gminy K., powiat Łuków, trwa zapomogowy zamęt: w wirtualnym programie Sygnity uaktualnia się listy podopiecznych. To system ultranowoczesny, można powiedzieć bezobsługowy. Niewymagający comiesięcznego szeleszczenia papierami w personalnych teczkach.

Zasiłkowy październik 2013 r. zapowiadał się zwyczajnie. Jednak Zofia W., starsza referent, z jakiegoś powodu czujniejsza niż zazwyczaj, zauważyła kilka nieprzyzwoicie wysokich jednorazowych zapomóg z tytułu becikowego dla sześciu matek. Zeszła na poziom analogowy, czyli do kartotek, nie znajdując jednak żadnego śladu po matkach w systemie papierowym. To ją zdziwiło. Gdyby tego miesiąca Zofia W. nie przyjęła mniej bezkrytycznej postawy wobec przepływu danych w powietrzu, nadal rósłby w gminie fikcyjny wskaźnik demograficzny.

1.

Więc idzie do kierowniczki, biorąc ze sobą dwie koleżanki z referatu (w tym księgową Jadwigę K., obsługującą program Home Banking), które też wyraziły zdziwienie. Informują przełożoną o formalnych nieprawidłowościach za październik względem sześciu beneficjentek płci żeńskiej, na które nie ma teczek. Tymczasem cyfrowy program generuje informację, iż urodziły sześcioro dzieci na becikową kwotę 20 190 zł. Wziąwszy pod uwagę realia, to są jednak horrendalne stawki.

Urzędniczki ślinią palce i – w tumanach kurzu – zestawiają pobieżnie digital z rzeczywistością realną. Znajdują ciągle to samo. W Sygnity od stycznia 2010 r. trwa baby boom, po którym nie ma śladu w segregatorach. A najbardziej niepokojące jest to, że choć zmieniają się nazwiska rodzących, numery kont, wytropionych przez Zofię W. – już nie. Z kontroli problemowej wynika, że konta te zasilono zapomogowo na sumę 400 tys. zł, a niektóre beneficjentki były w ciąży kilka razy w roku.

Kierowniczka zwołuje zebranie, lecz nikt nie poczuwa się do nadużycia. Podczas indywidualnych rozmów dyscyplinujących personel wskazuje zdawkowo na referenta Kamila J., który w zakresie obowiązków ma pisanie merytorycznych decyzji o przyznaniu świadczeń. Odbierany przez koleżeństwo jako osoba do tego zdolna. Poza tym skarżypyta, notorycznie donoszący o spóźnieniach.

Kamil J. – podczas indywidualnej rozmowy – bierze odpowiedzialność na siebie w sposób teatralnie histeryczny. Obwinia się za prawdopodobną niedokładność w sporządzaniu zasiłkowych list. Obstaje przy nieumyślnej pomyłce, mimo pouczeń kierowniczki, że nie tylko on siedzi w zapomogach. Jeżeli nie czuje się winny, niech nie bierze tego na siebie.

Przełożona martwiła się, iż Kamil J. może sobie coś zrobić. O tym, że żywiła do niego zaufanie bezgraniczne, niech świadczy fakt, że jeździli we dwoje do Lublina na służbowe zakupy materiałów biurowych. Jako mężczyzna nosił ciężkie paczki i zapewniał kierowniczkę, że zawsze może na niego liczyć. Raz podczas służbowego wyjazdu wstąpili do Galerii Plaza, gdzie ona oglądała stylizowane meble, po czym Kamil J. pożyczył jej 20 tys. na ich zakup. Od lutego do października 2013 r. kontaktowali się telefonicznie (wyłącznie zawodowo) 6250 razy.

Jednak podczas drugiej dłuższej rozmowy na temat przewijających się w sprawie kont przyznał, że należą do niego, przy czym płaczliwie deklarował zwrot. Ale przekręt porodowy już wylał się na całą gminę. A prokuratura rejonowa w Łukowie zakłada Kamilowi J. teczkę.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną