Społeczeństwo

Cuda po wiankach

Nielegalna impreza sołtysa Zbęchów

Zbigniew Zieliński, sołtys Zbęch Zbigniew Zieliński, sołtys Zbęch Stanisław Ciok / Polityka
Nawet do 8 lat więzienia za zorganizowanie imprezy masowej bez zezwolenia. Tyle grozi sołtysowi ze Zbęch za wianki, okrzyknięte imprezą roku.
Urząd gminy Krzywiń odżegnuje się od odpowiedzialności za wianki i zapewnia, że gmina wianków nie organizowała.Stanisław Ciok/Polityka Urząd gminy Krzywiń odżegnuje się od odpowiedzialności za wianki i zapewnia, że gmina wianków nie organizowała.

W przypadku sołtysa ze Zbęch można mówić o wieloletniej recydywie. Imprezę masową, czyli wianki w swojej wsi, organizuje już od 39 lat. Dwa lata temu jego Noc Świętojańska została uznana przez media za Imprezę Roku w Wielkopolsce. A Zbigniewowi Zielińskiemu ostatecznie ugruntowała markę najbardziej roztańczonego sołtysa najbardziej rozrywkowej wsi w Polsce. No a zaraz potem – ten klops.

Śmieszno

Sołtys po prostu lubi, jak ludzie się bawią. Tak ma. Jak tylko skończył 15 lat, zapisał się do ZSMP – nie dlatego, że chciał  budować socjalizm, tylko po to, żeby coś robić we wsi. Z kilkoma kolegami zorganizowali pierwsze wianki. W piątek ognisko, kotły z grochówką, a w sobotę zabawa. Więc oczywiście, jak wybierali, kto ma pojechać do Moskwy na XII Festiwal Młodzieży i Studentów, padło na niego. Nawet go pokazali w kronice filmowej.

20 lat temu wybrali go na sołtysa Zbęch – malutkiej wsi, dziś 368 mieszkańców – i tak już zostało. Po tym jak 15 lat temu zachorował na raka krtani, jeszcze mocniej jest przekonany, że trzeba cieszyć się życiem, póki można. Nagadać już się z ludźmi nie nagada – z mówienia został mu cichy, chropowaty szept. Ale może się razem z nimi bawić. Tak więc w Zbęchach co chwilę jakaś impreza. W styczniu koncert noworoczny, wieczorek karnawałowy, balik dla dzieci, Dzień Babci i Dziadka (wyjątkowo bez tańców), potem przerwa na post i znowu jadą z muzyką: Dzień Kobiet, powitanie wiosny, majówka strażacka, wianki, dożynki, pożegnanie lata, wieczorek andrzejkowy i koncert kolęd. I jeszcze turnieje gry w kopa, tańca weselnego czy tenisa stołowego o puchar sołtysa. Wycieczki. Jeżeli wianki, których status bada teraz prokuratura, w myśl prawa okażą się imprezą masową, to przynajmniej jeszcze trzy wioskowe festyny mogłyby podpadać pod tę kategorię: majówka, pożegnanie lata i dożynki. Takie wiejskie potupajki do drugiej, a nawet – jak w wypadku wianków – do czwartej nad ranem.

Scenariusze z roku na rok doskonalili o to, co dobrze wypadło w poprzednim sezonie. Tak też było z wiankami. A więc: w sobotnie popołudnie konkurs dla dzieci na najpiękniejszy wianek. Były tradycyjne, okrągłe, ale i w kształcie serca, motyla, statku. Jury przewodniczył starosta albo burmistrz, oni też fundowali nagrody. Sprawdzało się ognisko i darmowe kiełbaski. I tańce – do białego rana, choć wynajęty zespół zaczynał grać już o 19. Dobrze wypadł trwający przez prawie 10 minut od północy pokaz sztucznych ogni. A potem znowu tańce. A skoro zabawa do rana, to czemu nie i nazajutrz? Tak więc ciąg dalszy wianków w niedzielę od wczesnego popołudnia: turnieje, konkursy, atrakcje, występy, przejażdżki kucykami i motorówkami po jeziorze. Nic dziwnego, że żyje się tu od wianków do wianków, od imprezy do imprezy, a do wioski zjeżdżają goście z całego powiatu.

Straszno

W tym roku, po wiankach, po raz pierwszy policja wszczęła dochodzenie. Funkcjonariusze tłumaczą, że działali w interesie publicznym. Już w poprzednim roku mieli wątpliwości, jedna ulica we wsi, karetka nie mogła dojechać, no, ale chcieli się jeszcze zastanowić. I podjęli decyzję: gdyby coś się stało na tak tłumnej imprezie, to policja byłaby odpowiedzialna. Zgodnie z prawem coś, co gromadzi ponad 1 tys. osób w jednym miejscu i o jednym czasie, jest imprezą masową. A na taką potrzeba zezwolenia. A festyn był imprezą masową, organizator zaś nie tylko nie miał zezwolenia, ale nawet nie wystąpił o nie.

Prokuratura przeprowadziła dochodzenie i skierowała sprawę do sądu. Zarzut w stosunku do Zbigniewa Zielińskiego padł z artykułu 58 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych – zagrożone karą do 8 lat więzienia. Pierwsza rozprawa w Kościanie już się odbyła. Drugą wyznaczono na 25 maja.

Sołtys twierdzi, że przecież pytał zastępcy burmistrza, czy musi mieć zgodę na organizowanie festynu. Zastępca miał go zapewnić, że wianki to impreza plenerowa, na którą żadne zgody nie są wymagane. Co więcej, dowodzi sołtys, przedstawiciele policji byli u niego na kilka miesięcy przed wiankami, żeby wypytać o wszystkie organizacyjne szczegóły, zabezpieczenia, stanowisko dowodzenia. – Żeby wtedy mi powiedzieli, że mamy mieć zezwolenie, ale nie – żali się sołtys. Powiadomili go, ale dopiero na 2 tygodnie przed festynem. Wtedy już było za późno, o zgodę trzeba wystąpić przynajmniej 30 dni przed datą planowanej imprezy. Zresztą nie tylko z tym był wtedy kłopot. Ze strony stróżów prawa, przy okazji tamtej wizyty, padła propozycja skrócenia czasu zabawy do 2 zamiast do 4 rano. Sołtys się zgodził, ale pod warunkiem, że policja ogłosi to sama. – Już wszędzie wisiały plakaty z godziną zakończenia i w internecie było podane – wyjaśnia Zieliński. – Awantura we wsi by była jak nic o te dwie godziny.

Policjanci musieli to wiedzieć równie dobrze jak sołtys, więc zostało, jak zaplanowano.

Lepiej

Gorliwością policji sołtys Zieliński czuje się osobiście dotknięty. Tegoroczne wianki były bowiem szczególnie dobrze zabezpieczone. Trzy wozy policyjnej prewencji, ochroniarze z prywatnej firmy, teren ogrodzony, żadnych szklanych naczyń, tylko plastiki. – Chyba za dobrze to zorganizowaliśmy – żali się. Starali się, bo 2 lata temu w trakcie wianków faktycznie zdarzył się incydent. Pobiło się kilkunastu młodych ludzi, co prawda nie na terenie festynu, tylko pod sklepem, ale wtedy porządku we wsi pilnowało tylko dwóch policjantów w jednym radiowozie. Nie mogli sobie poradzić. Był też problem z dojazdem karetki, a jeden z poszkodowanych, naprawdę ciężko pobity, wymagał szybkiej pomocy. – Gdyby wtedy policja miała jakieś zastrzeżenia, to jeszcze bym zrozumiał – mówi sołtys.  – Ale rok później organizacja i zabezpieczenie były naprawdę wzorowe.

We wsi mówią więc teraz, że oskarżenie sołtysa to zemsta policji. Bo wtedy, podczas bójki w 2013 r., podpici chuligani zniszczyli policyjny radiowóz. Potłukli szyby i lampy. Jednak sołtys uważa, że wszystkiemu są winne raczej bransoletki. Bo niby wstęp na wianki był wolny, ale każdy musiał kupić przynajmniej jedną cegiełkę za 5 zł i dostawał wtedy na rękę plastikową opaskę. I na podstawie sprzedanych cegiełek policja wyliczyła, że na festynie było 2 tys. gości. Dochód z cegiełek przeznaczono na plac zabaw dla dzieci, więc niektórzy z wioski kupowali po kilka, pokręcili się i szli do domu. – Myślę, że przez festyn przewinęło się nawet więcej osób niż dwa tysiące, ale nigdy nie było tak, że naraz bawiło się tysiąc osób – mówi  sołtys. – Nie zmieściliby się nawet.

Teraz więc sołtys prosi w sądzie, żeby zrobiono pomiar urzędowy. Czy miejsca jest dość, by pomieścić imprezę masową. Wianki odbywają się nad samym jeziorem, na wiejskiej plaży, a tam rzeczywiście miejsca za dużo nie ma. Pas piachu nad wodą zajęły namioty z gastronomią, słodyczami, zabawkami. Na samym końcu scena. Zostaje drewniany taras i niewielki placyk przed nim, wyłożony kostką. Tam były tańce. Plus zejście w dół od szosy. Ale trudno ten kawałek bitej drogi, w dodatku ze spadkiem, uznać za teren imprezy. Policja twierdzi, że ów teren to 2,5 tys. m kw. Prokurator, że 1,4 tys., sołtys upiera się, że po odliczeniu miejsca, które zajęły stragany i scena, zostaje najwyżej 250–300 m kw. To jego linia obrony. Sąd ma rozpatrzyć zasadność wniosku po wysłuchaniu zeznań wszystkich świadków.

Gorzej

– Jeżeli sąd uzna, że wianki były jednak imprezą masową, to nie tylko w Zbęchach nie będzie wianków, ale także innych imprez w innych wsiach – obawia się Jacek Nowak, burmistrz gminy Krzywiń, do której należą m.in. Zbęchy. – To zabije inicjatywę społeczną.

Ale choć burmistrz niepokoi się o przyszłość gminnych festynów, to jednak zostawił sołtysa samego z tym problemem. Urząd odżegnuje się od odpowiedzialności za wianki i zapewnia, że gmina wianków nie organizowała. To nic, że wydała na nie 14 tys. zł z 18 tys., w jakich zamknął się całkowity koszt imprezy. Nieważne też, że wianki w Zbęchach widniały w kalendarzu gminnych imprez na 2014 r. I że sołtys nie ma osobowości prawnej, więc wszystkie umowy i faktury (np. z firmą ochroniarską) i tak musiał podpisywać burmistrz. Sołectwo (jak dzielnica czy osiedle) jest wszak tylko jednostką pomocniczą, którą może utworzyć gmina do realizacji określonych zadań. Zasada pomocniczości zawarta w konstytucji wskazuje, że przy wykonywaniu tych zadań sołtys ma prawo liczyć na pomoc organów gminy. A nadzór i kontrolę nad sołectwem także sprawuje gmina. – Pomoc finansowa nie oznacza współorganizowania – twierdzi burmistrz Nowak. – Gdyby tak było, gmina byłaby organizatorem wszystkich imprez na jej terenie.

Sołtys Zieliński został więc na placu boju sam. I mówi, że jeśli przegra, to zrezygnuje i z sołtysowania. Nawet jeśli dla niego życie bez działalności publicznej, ograniczone tylko do gospodarstwa (uprawia warzywa i sam je sprzedaje na targu), byłoby puste i jałowe. Po pierwszej kadencji i po wycięciu krtani zdecydował się w 1999 r. startować w wyborach samorządowych, był radnym przez trzy kadencje, dwa razy piastował funkcję wiceprzewodniczącego rady. Dwa lata temu, nim skończył działalność w samorządzie, mieszkańcy gminy przyznali mu tytuł Radnego na medal.

A wianki mają znaczenie szczególne: w domu ma kolekcję wielkich albumów, każdy z tytułem „Wianki” i daty. Pierwszy album jeszcze z czarno-białymi zdjęciami. To samo miejsce, ci sami ludzie.  W kolejnych albumach coraz starsi. Ostatnia impreza – jeszcze niepowklejana. Pytanie, czy powinien dokleić także akt oskarżenia?

Rzecznik policji mł. asp. Andrzej Borowiak przyznaje, że do sołtysa to policja nic nie ma. Prywatnie każdej gminie życzyłby takiego Zielińskiego. Bo to człowiek z niesamowitym napędem życiowym. Jednak niech już jakiś sąd realnie oceni sytuację. Bo ich, policję, jednak to przerasta, by ocenić, czy wianki nie przerosły sołtysa.

Polityka 18.2015 (3007) z dnia 27.04.2015; Społeczeństwo; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Cuda po wiankach"
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zofia Posmysz – nikt w taki sposób jak ona nie napisał o Auschwitz

Te książki najlepiej czytać razem: wywiad rzekę z Zofią Posmysz „Królestwo za mgłą” i jej wznowioną powieść – arcydzieło „Wakacje nad Adriatykiem”.

Justyna Sobolewska
14.02.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną