Fryzjer dla bezdomnych

Z głowy
Do pierwszego w Polsce salonu fryzjerskiego dla bezdomnych w Sopocie klienci przychodzą najchętniej po „cięcie maszynką po całości”. I po godność.
Pierwszy i na razie jedyny w Polsce salon fryzjerski dla bezdomnych otwarto w Sopocie.
Adam Warżawa/PAP

Pierwszy i na razie jedyny w Polsce salon fryzjerski dla bezdomnych otwarto w Sopocie.

Trzy razy w tygodniu od 8.30 do 11. W poniedziałki – dni damskie. Wtorki i piątki – dni męskie.
Hartmut Vollrath/PantherMedia

Trzy razy w tygodniu od 8.30 do 11. W poniedziałki – dni damskie. Wtorki i piątki – dni męskie.

Ksiądz Janusz Steć, dyrektor Caritasu Archidiecezji Gdańskiej, w pierwszym odruchu poczuł – szczerze, po ludzku – lekką zazdrość. Bo właściwie dlaczego to nie on wpadł na ten pomysł? Wpadł papież Franciszek: w lutym 2015 r. otwarto salon fryzjerski dla bezdomnych na placu św. Piotra w Watykanie. Nie pozostało więc księdzu dyrektorowi nic innego, jak zabrać się za kontynuację papieskiego dzieła w polskim, trójmiejskim rewirze i już na tegoroczną Wielkanoc, pierwszy i na razie jedyny w Polsce salon fryzjerski dla bezdomnych otwarto w Sopocie.

Baza już istniała: działająca od 11 lat łaźnia, przebieralnia z ubraniami z darów, jadłodajnia wydająca dziennie 300 porcji zupy z drugim daniem (plus chleb do woli). Było też jedno wolne pomieszczenie, w sam raz na fryzjera. Bardzo szybko rozniosła się wieść wśród caritasowych klientów – stałych, trójmiejskich oraz wędrownych, którzy są, potem nagle znikają, wracają i tak w kółko. Trzy razy w tygodniu od 8.30 do 11. W poniedziałki – dni damskie. Wtorki i piątki – dni męskie. Ustawiają się przed wejściem w kolejce, a następnie poddają estetycznej obróbce w etapach: odrobaczanie, mycie, przebieranie, strzyżenie u fryzjera wolontariusza.

1.

Kochanieńki, ty to masz kolegów – stwierdza Danusia, opiekunka łaźni i przebieralni, unosząc ręką w gumowej rękawiczce kosmyk włosów klienta z początku kolejki.

Wystarczy, że Danusia spojrzy i już wie – ten spał pod drzewem, ten w szałasie w lesie, ten w zsypie, ten na działkach, a ten na klatce schodowej. I kieruje odpowiednio. Wszy – do Gdańska na Żaglową, na dezynfekcję. Gnijące nogi – do szpitala i zgłoszenie do MOPS. Napici – nie ma wstępu, choć jeśli poproszą, mogą dostać na wynos obiad albo kurtkę. Cała reszta – pod prysznic, a ciuchy do kubła z przeznaczeniem: gotowanie w 90 stopniach. Danusia osobiście wydaje mydło antybakteryjne z baniaka albo płyn do włosów przeciwko świerzbowi z permetryną.

Danusia – z wykształcenia barman kelner – trafiła tutaj z potrzeby znalezienia jakiegoś zajęcia na emeryturze. Dziś wszyscy słuchają Danusi, stoją spokojnie w kolejce do łaźni, potem do przebieralni, a w końcu do fryzjera, trzy razy mówią jej dzień dobry, żeby tylko nie podpaść.

2.

Stoi Sebastian, stały bywalec łaźni i noclegowni dla bezdomnych w całej Polsce. Gdy tylko ze stójki pod urzędem pracy w Gdańsku ktoś go zgarnie na robotę i Sebastian dostanie dniówkę, od razu z plecakiem rusza w drogę. Dojeżdża do nowego miasta i zaczyna od rozpoznania terenu. Wypatruje lumpa z reklamówką Biedronki, Castoramy albo taką czarną w złote wzorki. W taki właśnie sposób zawsze się dowie, gdzie można się tu umyć i gdzie dają ciepły obiad. W jego rankingu najlepiej wypada Caritas w Olsztynie – nie wpuszczają napitych ani brudasów na obiad, a łaźnia dla bezdomnych czynna jest codziennie.

Codzienne mycie to dla Sebastiana mus, co trzeci dzień to już ostateczność. Bo niczego na świecie Sebastian nie boi się tak bardzo jak świerzbu. Widział nieraz u znajomych lumpów te czerwone, swędzące krosty. Paznokcie na kilka centymetrów długie, po pijaku przez sen czochra się taki nieświadomie, a potem jest tragedia.

Więc obcinaczkę do paznokci Sebastian zawsze nosi ze sobą w plecaku. Oraz szczoteczkę do zębów, maszynkę i krem do golenia, psikacz odświeżający do stóp i krem uniwersalny do nawilżania. Sposobów na dostęp do łazienki Sebastian ma bardzo dużo. Za komendą policji w Gdańsku działa latem fontanna – można przyjść w nocy, namydlić się razem z głową i opłukać po całości, a w ciągu dnia przychodzi się z kolegą do pomocy, jeden goli drugiego. Zimą chodzi się do KFC, zaprzyjaźniony ochroniarz wpuści na dłużej do toalety i nawet pozwoli pobrać napój z automatu. A gdy Sebastian jest akurat przy kasie, korzysta z automatycznej pralni w galerii handlowej, 16 zł za godzinę prania, 8 zł za suszenie. Czasu wystarczy akurat, żeby obalić ćwiartkę z Biedronki oraz w galeryjnej łazience szybko się oporządzić i polecieć dalej.

3.

Danusia z aprobatą spogląda na takich jak Sebastian. Wszystko tak naprawdę zależy od człowieka – zdradza ponadczasową prawdę łaźni dla bezdomnych. – Jeśli człowiek chce się myć i być czysty, to znajdzie na to sposób. I nie ma znaczenia, czy to mężczyzna czy kobieta. Choć mężczyzna, obserwuje Danusia, z reguły może nie myć zębów, bo często zresztą ich nie ma, może też nie myć głowy, ale jak ma brudne stopy, to nie potrafi zasnąć.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną