Fakty i mity o przedsiębiorczych Polakach

Zaradni bezradni
Lubimy wierzyć, że Polacy są wyjątkowo przedsiębiorczy, co uczyniło nas „zieloną wyspą” i gwarantuje rozwój. Zarazem uważamy, że legendarna polska zaradność to w istocie chytrość i kombinatorstwo, które nas zgubią. Gdzie leży prawda?
Dla większości obywateli zamiar pójścia na swoje pozostaje czysto teoretyczny. Studzi ich strach.
Mirosław Gryń/Polityka

Dla większości obywateli zamiar pójścia na swoje pozostaje czysto teoretyczny. Studzi ich strach.

Przedsiębiorczość wymuszona może soliście i podobać się (niezależność), i opłacać (przy minimalnych składkach zarobek lepszy niż na etacie).
Mirosław Gryń/Polityka

Przedsiębiorczość wymuszona może soliście i podobać się (niezależność), i opłacać (przy minimalnych składkach zarobek lepszy niż na etacie).

Polak częściej pociesza się: „w ostateczności założę coś swojego”, rzadziej planuje: „założę coś swojego, bo mam pomysł, widzę szansę i chcę być niezależny”.
Mirosław Gryń/Polityka

Polak częściej pociesza się: „w ostateczności założę coś swojego”, rzadziej planuje: „założę coś swojego, bo mam pomysł, widzę szansę i chcę być niezależny”.

Nowatorskie w formie urny na prochy. System ochrony przed ptakami lęgnącymi się na balkonach (kolce, siatki itd.). Obsługa dzieci podczas tradycyjnych wesel (gry i zabawy w izolacji od głównego nurtu imprezy). Bańki mydlane do 2 m średnicy (płyny i akcesoria; polski producent jest tu potentatem światowym). Import świeczek płonących kolorowym ogniem. Kopalnia złota (nieczynna od wieków, zamieniona w atrakcję turystyczną, zwłaszcza po przekopaniu tunelu do podziemnego wodospadu)…

Portal Mam Biznes w zakładce „Polak potrafi” niezbicie dowodzi, że Polak istotnie umie rozkręcić interes – jak się powiada – z niczego, czyli z głowy. Imponują liczbowo zwłaszcza start-upy, przedsięwzięcia zwykle młodych ludzi, często jeszcze studentów; ot na przykład informatyczny system obsługi kortów tenisowych – tak by nie miały one pustych przebiegów. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości wsparła już sumą 2,8 mld zł ok. 25 tys. firm zakładanych przez młodych entuzjastów. Polacy opanowali 1,5 proc. światowego rynku gier komputerowych. W audiobookach pewna prywatna, z początku „garażowa” firma zaczyna konkurować z globalną potęgą – Amazonem.

W Polsce działa 1,8 mln, może nawet 2 mln firm. Na 1 tys. Polaków – 48 biznesów! Nasz kraj wyprzedza tu Niemcy (25) czy Wielką Brytanię (27). Co roku 300–400 tys. rodaków coś swojego zakłada. Chciałoby jeszcze więcej. Tu też bijemy światowe rekordy. „Gdybyś miał wolny wybór, to wolałbyś pracować u kogoś czy na swoim?” – na tak zadane pytanie odpowiedź „na swoim” wybiera 65 proc. respondentów, gdy w Unii Europejskiej od 37 do 48 proc. (badania na zlecenie Akademii Leona Koźmińskiego).

A jednak ekonomiści i socjologowie przestrzegają przed uleganiem magii liczb. Bo gdy tej z pozoru zawrotnej polskiej obrotności przyjrzeć się w szczegółach, to wcale nie wygląda ona tak różowo. Przebija kolor szary.

Szare przez różowe

Polacy autostereotyp o swej wyjątkowej zaradności wywodzą, rzecz jasna, z historii: radziliśmy sobie za zaborów, za okupacji, za komuny. W naszym „najweselszym baraku” przetrwało indywidualne rolnictwo, kwitły bazary (wg GUS obecnie istnieje 2235 stałych oraz 6913 sezonowych targowisk). Naród zaprawił się w wolnym obrocie handlowym, powszechnie uprawiając przemyt, zwany oględnie turystyką handlową. Kapitalizm – wydawać się mogło przed ćwierćwieczem – miał mentalną glebę w inicjatywach gospodarczych, nazywanych pogardliwie badylarstwem czy prywaciarstwem.

Owszem, kilkaset silnych marek i solidnych fortun wyrosło z wielopokoleniowych korzeni. Jednak prof. Jerzy Cieślik, ekonomista, autor książki „Przedsiębiorczość, polityka, rozwój”, w której przeprowadza remanent polskiego młodego kapitalizmu, powiada, że peerelowskie zahartowanie w boju przestało się liczyć w hiperkonkurencyjnej gospodarce. Polegało ono w gruncie rzeczy na tym, by na półlewo zdobyć materiały i wyprodukować – ze zbytem czegokolwiek nie było problemów. Toteż kapitalizm w Polsce budowali nowicjusze: – Wyszli z biur i zaczęli kumać ten marketing – obrazuje prof. Cieślik. Za przesadę uważa mniemanie, by Polacy byli obdarzeni jakimś wyjątkowo korzystnym dla przedsiębiorczości zespołem cech. Owszem, jest coś takiego, jak elastyczność, gotowość do kombinowania po swojemu, ale często bywa ona wadą. Legendarną postacią dla zagranicznych inwestorów jest polski inżynier, który zanim da się przekonać do jakiejś procedury, najpierw będzie długo upierał się, że my to zawsze robiliśmy inaczej. Po swojemu.

Natomiast z pewnością dziedzictwem wyniesionym z historii jest powszechna tolerancja dla działania na szaro, w półcieniu, półlegalnie. W oporze wobec państwa, które w głowach pokoleń Polaków utrwaliło się jako podstępny przeciwnik. Trochę więc zapłacę państwu, a trochę nie, połowę zrobię na fakturę, a za połowę rozliczymy się „prywatnie”, ludzi pozatrudniam na czarno albo na zlecenia.

W zestawieniach międzynarodowych Polska z rozmiarami swej szarej strefy (ok. 24 proc. PKB) jest poniżej krajów Afryki czy Ameryki Północnej (do 50 proc. PKB), ale nijak nam wciąż się równać z Niemcami czy Francją. To nie jest tylko kwestia pracodawców. Dajemy wspólnie immunitet na tę szarość. Jako klienci brygad remontowych, gabinetów lekarskich, salonów fryzjerskich, pana od zepsutego kranu, pana od krzywego płotu, pani od mopa itd. Prof. Cieślik burzy się, gdy w poważnej audycji radiowej słuchacz, początkujący biznesmen, deklaruje, że „ma już państwa dość i przechodzi do szarej strefy”, a prowadzący odnosi się do tego ze zrozumieniem.

Wiele firm staruje z tzw. pierwotną skazą etyczną – mogą zaistnieć w danej branży, np. w handlu, jeśli przyjmą obowiązujący standard narzucony przez dostawców: część towaru księgujemy, część idzie pod stołem. Najpierw, powiada prof. Cieślik, usprawiedliwieniem jest, że wszyscy tak robią, na wyższym etapie pojawia się inne: muszę się ratować.

Świadomość, że niepłacenie ZUS i niewystawianie faktur jest po prostu nieetyczne i karygodne, rodzi się w Polsce w bólach. Hamuje ten poród solidarny lament pracodawców nad wysokimi kosztami pracy. Prof. Cieślik, sam wieloletni przedsiębiorca z sukcesem (doradztwo podatkowe), uśmiecha się: obciążenia wcale nie przekraczają normy zachodniej. Biurokratyczne utrudnienia, nieprzychylność państwa wobec przedsiębiorców, zajadłość skarbówki? To problem mocno wykreowany i naciągnięty – kontrola organów skarbowych zdarza się średnio w polskiej firmie raz na 10 lat!

Przekonanie o wrogości państwa w ogromnej mierze jest kwestią psychologiczną. Polski przedsiębiorca rzadko widzi jej przyczyny we własnych błędach, kiepskim zarządzaniu, niskiej wydajności. Szuka winy na zewnątrz (wredna administracja, podłe państwo).To przypadłość mentalna, która odróżnia polskich przedsiębiorców od np. amerykańskich. Inne cechy osobowościowe, które psychologia uważa za przydatne w biznesie – np. optymizm, poczucie sprawstwa – polscy ludzie interesów mają na poziomie przeciętnej światowej.

Przedsiębiorca z musu

Mit o polskiej wyjątkowej przedsiębiorczości pęka również, gdy uwzględnić liczbę solistów wśród tych bez mała 2 mln firm. Tylko 600 tys. spośród nich to pracodawcy, ledwie 70 tys. zatrudnia więcej niż 10 osób. Dwie trzecie przedsiębiorców działa w pojedynkę (w UE 56 proc.), 400 tys. samozatrudnionych dorabia działalnością gospodarczą do etatu (np. wspomniany internetowy handel kolorowymi świeczkami).

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną