Seniorzy też się rozwodzą

Single z odzysku
Polacy żyją coraz dłużej, ale coraz krócej chcą i umieją być razem. Nawet ci żyjący w długich, dojrzałych związkach decydują się na rozstanie. Czy rozwody po pięćdziesiątce staną się normą?
Na ogół rozprawy rozwodowe seniorów przebiegają nie mniej burzliwie niż te z udziałem młodych małżonków.
Colin Gray/Getty Images

Na ogół rozprawy rozwodowe seniorów przebiegają nie mniej burzliwie niż te z udziałem młodych małżonków.

Prawdopodobnie tej senioralnej fali rozwodowej nie da się już zatrzymać.
Katarzyna Białasiewicz/PantherMedia

Prawdopodobnie tej senioralnej fali rozwodowej nie da się już zatrzymać.

Rozwodząc się w wieku 50–60 lat, nikt nie czuje się jeszcze staruszkiem i pewnie niewielu myśli o bliskim schyłku życia.
Katarzyna Białasiewicz/PantherMedia

Rozwodząc się w wieku 50–60 lat, nikt nie czuje się jeszcze staruszkiem i pewnie niewielu myśli o bliskim schyłku życia.

Porzucani znacznie częściej niż porzucający przewidują, że ich sytuacja po rozwodzie się pogorszy, i to nieodwracalnie.
Sue Robinson/PantherMedia

Porzucani znacznie częściej niż porzucający przewidują, że ich sytuacja po rozwodzie się pogorszy, i to nieodwracalnie.

Mąż Małgorzaty (55 lat) przeniósł się ze wspólnej sypialni na kanapę kilka miesięcy przed rozstaniem. – Mówił, że to ze względu na kręgosłup. W kwestii rozwodu postanowił wziąć ją z zaskoczenia. Pozew nadszedł niepoprzedzony żadną rozmową czy ostrzeżeniem. – Siedzieliśmy przy stole i piliśmy kawę po obiedzie, kiedy zapukał listonosz – opowiada Małgorzata. Mąż odczekał, aż córka napisze ostatni egzamin maturalny (starszy syn już się usamodzielnił), zawczasu wynajął sobie pokój.

Młodych łatwiej wytłumaczyć – nie dojrzeli, nie przemyśleli, nie zdołali się dopasować albo przedwcześnie odpuścili. Starszych trudniej zrozumieć. Tyle lat razem i raptem rozwód – tak późno się zorientowali, że im jednak nie po drodze? Kto im poda szklankę wody, gdy za chwilę przyjdzie starość, choroba? Coś w tych związkach zaczęło szwankować, skoro zamiast szklanki wody małżonkowie wręczają sobie pozwy.

Liczba rozwodów, na które decydują się ludzie po 50. roku życia, z 20-, 30-letnim stażem małżeńskim, od dwóch dekad systematycznie w Polsce rośnie. Statystycznemu rozwodnikowi, jak wynika z danych GUS, regularnie przybywa lat – mężczyzna właśnie przekracza czterdziestkę (40–41), kobieta jest średnio dwa lata młodsza. W liczbach bezwzględnych wciąż najszybciej i najczęściej kończą się małżeństwa młode, ale w 2014 r. rozpadło się już 17,5 tys. – czyli trzykrotnie więcej niż w 1990 r. – związków mających za sobą ponad 20 wspólnych lat. (Ogółem rozwiodło się 66,5 tys. par). Trend widać w całej Polsce, zwłaszcza w miastach, gdzie społeczne przyzwolenie na rozwód generalnie jest większe. Zaczynamy rozumieć to, o czym od dawna przekonują psychologowie – dzieci nie scementują związku na wieczność. W atmosferze przynajmniej częściowej społecznej aprobaty decyzję o rozwodzie łatwiej podjąć niż kiedyś. A jeśli już pęka społeczne tabu, następni będą coraz częściej wybierać tę ścieżkę wyjścia z niekomfortowej sytuacji.

Z przemocy

Późne rozwody mają zasadniczo trzy przyczyny. Po pierwsze – to niezażegnane w porę kryzysy. Zdaniem psychologów konflikty zwykle narastają latami – nieprzedyskutowane, wydają się w końcu nie do zniesienia. Co prawda czasem dyskutować trudno, zwłaszcza gdy dochodzi do przemocy fizycznej, psychicznej, ekonomicznej. Albo gdy jedno z dwojga wpada w alkoholizm. Do niedawna takie sprawy zmilczało się i przeczekiwało, uświęcony związek małżeński – przy cichej zgodzie niby niczego nieświadomych postronnych – miał prawo do tajemnic alkowy. Wzajemnie wyrządzane krzywdy wpisywało się w koszty, takie było i nadal (choć coraz rzadziej) bywa rozumienie małżeństwa: jako szeregu często źle pojmowanych kompromisów.

Z szacunków Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że wskutek przemocy ginie rocznie 150 kobiet – trzy tygodniowo. Przypadki przemocy domowej zgłosiło w zeszłym roku ok. 78 tys. kobiet i ok. 11 tys. mężczyzn. Tymczasem jest jeszcze przemoc ekonomiczna (ok. 1200 zgłoszeń rocznie) i przemoc emocjonalna, nie bez powodu nazywana formą zbrodni doskonałej – trudna do wykrycia nawet dla pokrzywdzonych.

Wieloletnie małżeństwa siłą rzeczy z problemem zmagają się dłużej. Inna jest tylko dynamika – skłonności do fizycznej agresji ujawniają się stosunkowo wcześnie, przemoc psychiczna włącza się zaś nieoczekiwanie po wielu wspólnych latach, np. na emeryturze. Jednym z jej przejawów jest milczenie – jako forma kary, manifestu, wzajemnego lekceważenia.

Kłopot też w tym, że do często obieranych strategii radzenia sobie z przemocą należy – jak to się naukowo określa – „uzyskiwanie od sprawcy obietnicy poprawy”. Obietnicy zwykle czczej. Po chwili względnego spokoju oprawca znów stosuje przemoc, znów przeprasza i znów na pozór odmieniony powraca. Spirala się nakręca. Co roku na stołeczny Kongres Kobiet zjeżdżają te z nich, które mają już dosyć; równa płaca i równy status społeczny mniej je interesują, zwierzają się głównie – często po raz pierwszy, i to przez mikrofon – z lat upokorzeń, udręk psychicznych i fizycznych. I wymieniają numerami adwokatów.

Rozwód wyswobadza, ale nie obywa się bez strat. – Takie rozstania bywają bardzo trudne także dla osoby, która odchodzi, bo musi się zmierzyć nie tylko z wizją niepewnej przyszłości, obawami o reakcje partnera, ale też z wieloma przekonaniami na temat siebie i związku, które wcześniej zatrzymywały ją w toksycznej relacji – wyjaśnia Dorota Ziółkowska-Maciaszek, prezes fundacji Rozwód? Poczekaj!. Pytamy: jak mogliśmy sobie na to pozwolić, zmarnować tyle czasu, zrujnować zdrowie? No i nade wszystko: jak sobie teraz spojrzeć w oczy.

Trwanie w takim związku tłumaczy się najczęściej troską o dzieci, którym – jak się potocznie uważa – potrzeba wyłącznie kompletnej rodziny. Oraz silnym współuzależnieniem, które życie bez partnera czyni równie niemożliwym, co życie z nim. „Wysiłek wkładany w utrzymanie związku automatycznie zapoczątkowuje proces jego samopodtrzymywania się” – pisze prof. psychologii Bogdan Wojciszke w książce „Psychologia miłości”. Wycofanie wysiłku byłoby tożsame z uznaniem własnej porażki. Małżeństwo to prócz poświęceń również szereg inwestycji; włożonego czasu, pieniędzy i emocji nikt nam nie zwróci. Im więcej wspólnych lat, tym większy – by tak rzec – kapitał, decyzja o rozstaniu nie kalkuluje się więc i wydaje trudniejsza.

Coś się jednak zaczyna przełamywać. Dziś szczytem heroizmu nie jest trwanie w małżeństwie za wszelką cenę, ale zakończenie go, zanim będzie za późno albo zbyt niebezpiecznie. I znów sprzyja temu przedefiniowanie pojęć małżeństwa i rozwodu, sprzyja klimat społecznego przyzwolenia na rozstania.

Beata (60 lat) próbowała odejść wielokrotnie. Mąż pił i wywoływał awantury, ale poza wszystkim – przekonywała samą siebie – był w miarę przyzwoitym ojcem. Gdy dzieci dorosły, Beata podjęła pracę w banku, rozwiodła się, założyła konto na Facebooku i zaczęła uśmiechać się ze zdjęć. Ostatnio ktoś jej na tych zdjęciach nawet zaczął towarzyszyć.

Ze zdrady

Druga przyczyna rozwodów to klasyczna zdrada, choć w przypadku par 50 plus takie spory dużo łatwiej zażegnać, niż naprawić związek, w którym uczucie wyschło zupełnie. Wierności nie dochowuje 52 proc. mężczyzn i 33 proc. kobiet (CBOS). Sprzyja temu trochę biologia. Mężczyźni po, czy jeszcze w czasie trwania tzw. kryzysu wieku średniego, bardziej skłonni są do szukania nowej, młodszej partnerki. To rodzaj terapii, próba potwierdzenia własnej wartości, sprawności. Powiedzenia sobie: jeszcze daję radę, jeszcze życie przede mną. Zwłaszcza że często jest to moment, gdy z domu wychodzą odchowane dzieci. Ojcowie wychodzą jakby za nimi – w nowy świat.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną