Policyjni informatorzy: kim są, jak żyją?

Manewrowi, okładkowi i zadaniowani
Kto współpracuje ze służbami i policją, kto informuje, czasem denuncjuje albo donosi? I co dostaje w zamian? To najbardziej skrywany fragment pracy operacyjno-rozpoznawczej, a jednocześnie najbardziej frapujący.
Prawo mówi, że współpracownik jest dobrem chronionym jak twierdza.
Julian Hibbard/Getty Images

Prawo mówi, że współpracownik jest dobrem chronionym jak twierdza.

Centrala ABW w Warszawie
Lukasz2/Wikipedia

Centrala ABW w Warszawie

Po ujawnieniu, że Marek Falenta, biznesmen od afery taśmowej, współpracował jednocześnie z ABW, CBA i CBŚ, padło pytanie, jak to możliwe, że służby tak mało wiedzą o swoich informatorach. ABW nie wiedziało, że jej kontakt osobowy był wykorzystywany przez CBA i na odwrót. To wymarzona sytuacja dla kogoś, kto pod pozorem współpracy, napuszczając jedne służby na drugie, chce robić własne biznesy, lawirować, uzyskiwać ochronę swoich interesów, a w zamian wrzucać nieistotne informacje, bez możliwości ich procesowego wykorzystania. Nie wiemy, czy Marek Falenta miał właśnie taki know-how wykorzystania współpracy z organami bezpieczeństwa. Wiemy natomiast, że takie sytuacje z innymi informatorami służb i policji są na porządku dziennym. I służby, nawet wiedząc o złej woli swojego źródła, przymykają na manipulacje oczy. Dlaczego? Bo nawet z nieefektywnym źródłem warto podtrzymywać kontakt, pisać notatki ze spotkań, tworzyć raporty i utrzymywać fikcję – to poprawia statystykę, bo posiadanie agentury to jedno z kryteriów wewnętrznych ocen.

Dwa deale Jana K.

Jan Kowalski (dane zmienione) od lat był osobowym źródłem informacji (tzw. OZI) policjantów z pionu operacyjnego. W trakcie współpracy spotykał się z oficerami UOP (potem ABW). To on dotarł do nich, zaproponował usługi. Kiedyś był jednym z czołowych hazardzistów, bywalcem kasyn, a w czasach PRL organizatorem nielegalnych salonów gry. Znał wszystkich, których trzeba było znać. Pożyczał pieniądze na procent, głównie innym hazardzistom. – Dawniej byli bardziej honorowi, oddawali długi – wspomina. – Potem się znarowili.

To właśnie kłopoty ze ściąganiem należności spowodowały, że postanowił poszukać dodatkowego wsparcia ze strony UOP. Zawarł dwa deale. Pierwszy z policją, drugi ze służbą specjalną. Założono mu dwie teczki, dostał dwa pseudonimy, działał na dwa fronty. – Sprzedawałem wiedzę o ludziach z kasyn. Kto bywa, skąd ma pieniądze. Dla tamtych to było ciekawe, bo naprawdę ważni ludzie grali o wysokie stawki – opowiada. – Często za wysokie, jak na ich oficjalny stan posiadania. Ale nie o wszystkich donosiłem. Kilku wręcz chroniłem.

Kłopoty z opornymi dłużnikami skończyły się jak ręką odjął. Poszła fama, że z Kowalskim lepiej nie zadzierać, bo ma mocne plecy. Ale plecy chciały być jeszcze mocniejsze i Kowalski dostał propozycję nie do odrzucenia. Miał pożyczyć pieniądze bossowi jednego ze stołecznych gangów (dalej: Boss). – Wiedziałem, że tamten nie odda mi forsy, nie miał takiego zwyczaju. Ale mój pies się uparł. Pożyczysz i o resztę się nie martw, przekonywał.

Kowalski domyślał się, w jakim celu został – jak mówią służby – zadaniowany. Bossa postanowiono zwerbować do współpracy. Pożyczka miała być przekonującym argumentem. Suma była pokaźna, Kowalski w duszy aż jęczał, kiedy wypłacał Bossowi gotówkę. A już prawdziwy jęk wydał na wieść, że krótko potem Bossa zastrzelono. W mediach tę śmierć skwitowano: padł ofiarą gangsterskich porachunków. – Pieniądze straciłem, przecież nie pójdę do wdowy, aby rozliczyła dług męża. Obiecywano, że dostanę zwrot całej sumy z funduszu operacyjnego, ale wypięli się na mnie. Kiedy domagałem się przestrzegania umowy, mój agent spytał: Masz to na piśmie? – relacjonuje. – Nie miałem.

Dlatego zdecydował, że urwie się z podwójnej smyczy. Przestał chodzić na spotkania zarówno z policjantem, jak i z oficerem (już ABW, po przekształceniu z UOP), nie odbierał telefonów. Z zemsty opowiedział o wszystkim dziennikarzowi. Po pewnym czasie z kolei on padł ofiarą zemsty. W kasynach rozeszła się pogłoska, że Kowalski to uchol. Donosisz, jesteś tu spalony, kolego – poinformował go znajomy od ruletki. – To zabawne – ocenia Kowalski. – Przecież w tym środowisku co drugi był i pewnie nadal jest konfidentem. To sposób na przetrwanie. Ale świnią zrobiono tylko mnie.

Do dzisiaj nie wie, kto go wystawił – policjant czy agent ABW. Jednego jest pewien, zrobiono to, łamiąc procedury, bo prawo mówi, że współpracownik jest dobrem chronionym jak twierdza. Jego dane osobowe, adres, informacje o nim i rodzinie mają po wsze czasy być tajne, ale na nim też, pod rygorem kary, spoczywa obowiązek zachowania w tajemnicy danych funkcjonariuszy, z którymi się kontaktował.

Dla przygody, dla kasy

Wokół służb krąży wielu rozgoryczonych i w subiektywnym odczuciu skrzywdzonych OZI. Aleksander Gawronik, były senator i biznesmen (dzisiaj z zarzutem podżegania do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary), zanim został w 2004 r. skazany za wyłudzenie, żalił się niżej podpisanemu, że służby wystawiły go na cel gangsterom z grupy pruszkowskiej. Cała wierchuszka gangu nachodziła Gawronika w jego warszawskim biurze przy ul. Zielnej, domagając się spłaty rzekomego długu (pieniądze miał pożyczyć od Pershinga, który już wtedy nie żył). Biznesmen zwrócił się po pomoc do CBŚ i UOP. Podjął współpracę na dwa fronty. Zlecono mu, aby negocjował z gangsterami, wszystko miała nagrywać kamera ukryta w telewizorze w jego sali konferencyjnej i bezpośrednio transmitować do oficerów prowadzących. Nie wiadomo, czy były kłopoty na łączach czy, jak podejrzewał Gawronik, służby go zdradziły – gangsterzy nadal bezkarnie przychodzili jak do siebie, grozili i wymuszali. Pieniędzy im nie dał, bo już wówczas był goły. Tak przynajmniej twierdził.

Ten przypadek to typowe nawiązanie współpracy ze strachu. Inną motywację miał policyjny informator Igor Pikus, Białorusin. Został, jak to się mówi, kontaktem osobowym w zamian za ochronę przed wydaniem go niemieckiej prokuraturze, która ścigała obywatela Białorusi m.in. za gwałt. Kilka lat później zginął podczas obławy w podwarszawskiej Magdalence, ale zdążył jeszcze wraz z Robertem Cieślakiem przyczynić się do śmierci dwóch policyjnych antyterrorystów.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną