Joanna Podgórska: – Wierzący powinni wiedzieć, w co wierzą, a niewierzący, w co nie wierzą. Te słowa ks. Bonieckiego znajdują się we wstępie do najnowszej książki księdza „Czy Bóg nas kusi”. W Polsce to chyba niewierzący lepiej wiedzą, w co nie wierzą. Z wierzącymi bywa gorzej.
Ks. Andrzej Draguła: – To zrozumiałe z komunikacyjnego punktu widzenia. W życiu łatwiej wyznaczać granice negatywne, prowadzić linię demarkacyjną przez „nie” niż przez „tak”. Łatwiej powiedzieć, co się odrzuca, niż co się akceptuje.
Mam na myśli poziom wiedzy religijnej, który – według badań socjologicznych – jest dość dramatyczny. Może niewierzący częściej czytają Pismo Święte?
Tego nie wiem. Jednak perspektywy osoby wierzącej i niewierzącej są inne. Niewierzący postrzegają wiarę przede wszystkim poprzez wiedzę. Wiedzą, w co nie wierzą. Dla osoby wierzącej element wiedzy nie musi być najistotniejszy. Ważniejsze jest doświadczenie, przeżycie religijne, które objawia się w rytuale i konsekwencjach życiowych. Akt wiary jest ważniejszy niż intelektualna nadbudowa. Zgadzam się z Leszkiem Kołakowskim, który w „Jezusie ośmieszonym” pisał, że dopóki człowiek żyje wewnątrz mitu, nie ma potrzeby, by to racjonalizować. Teologia rodzi się wtedy, gdy trzeba to wyjaśnić, uzasadnić wobec kogoś z zewnątrz. Ludzie wierzący nie pytają sami siebie, w co wierzą, dopóki niewierzący ich o to nie zapyta. Moja książka jest także o tym, że doświadczenie religijne należy poddać intelektualnej refleksji. Nie tylko żyć wiarą, ale ją rozumieć, bo to ważne w konfrontacji z dzisiejszym, pluralistycznym światem; trzeba odpowiadać na pytania: dlaczego wierzycie, co wam to daje, jak to rozumiecie?