Społeczeństwo

Zarzut jak komplement

Przegrali mecz z Niemcami, ale wrażenie zostawili całkiem dobre

Mecz Polska-Niemcy Mecz Polska-Niemcy Piotr Kucza / Newspix.pl
Wreszcie było widać, że kadra selekcjonera Nawałki potrafi grać w piłkę.

Zanosiło się po niespełna dwudziestu minutach, że Niemcy zrobią z nami to samo co z Brazylią na mundialu, ale na szczęście Polacy się otrząsnęli, wreszcie przestali patrzeć jak zaczarowani na to, co robią rywale, i mieli trochę szczęścia, bo gdyby Kamil Glik nie stanął na drodze piłce, która leciała do pustej bramki, zrobiłoby się 0:3 i strach pomyśleć, jaki byłby ciąg dalszy.

Nie ma po tym meczu kolejnych punktów na koncie Polaków, Niemcy wyprzedzili nas w tabeli, ale w pewnym sensie ta porażka jest cenniejsza od remisów ze Szkocją i z Irlandią. Bo wreszcie było widać, że kadra selekcjonera Nawałki potrafi grać w piłkę, ma pomysł na atak, szybko przechodzi do przodu i stwarza pod bramką rywala sytuacje, po których pachnie golami.

Błędy i wypaczenia w ataku mają jednak zupełnie inny ciężar gatunkowy niż te w obronie. A zarzut, że w uzyskaniu lepszego wyniku przeszkodziła słaba skuteczność, brzmi w odniesieniu do reprezentacji niemal jak komplement.

Za poprzednich selekcjonerów mecze reprezentacji z mocnymi rywalami były do bólu przewidywalne – wiadomo było, że wszystkie siły skoncentrujemy na obronie, poświęcimy się przeszkadzaniu i z rzadka będziemy szukać nadziei, wcielając w życie sztandarową myśl rodzimej myśli futbolowej, czyli kontratak. Tylko że przeważnie nic z tych kontrataków nie wychodziło, bo były anemiczne, bojaźliwe, dwa–trzy celne podania do przodu to było wydarzenie, a bramkarz rywali nudził się jak mops.

Teraz Robert Lewandowski też narzekał po meczu, że za mało graliśmy piłką, a za dużo za nią biegaliśmy, tylko że jego punktem odniesienia jest Bayern Monachium, gdzie ma wokół siebie piłkarzy pełną gębą.

Można się zżymać na dziwną słabość trenera Nawałki do pomocnika Krzysztofa Mączyńskiego, który niczego do tej reprezentacji nie wnosi, ale z drugiej strony gdy pada pytanie „jeśli nie on, to kto”, kandydatów trudno wskazać.

Wciąż mamy za mało klasowych piłkarzy, żeby liczyć na zwycięstwo z rywalami tego pokroju co Niemcy. Nie ma innego wyjścia, jak tylko pogodzić się z faktem, że proporcje Lewandowscy-Mączyńscy są w reprezentacji tylko nieznacznie przechylone na korzyść tych pierwszych. Do awansu na francuskie EURO powinno wystarczyć, co w polskiej rzeczywistości futbolowej już będzie jakimś sukcesem.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Suszarki do rąk są za głośne dla dzieci – alarmuje 13-letnia badaczka

Dzieci to doskonali obserwatorzy, dostrzegający często to, co umyka dorosłym. 13-letnia Nora Louise Keegan zrobiła to niedawno na łamach międzynarodowego czasopisma naukowego, pisząc o hałasie z elektrycznych suszarek do rąk.

Piotr Rzymski
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną