Społeczeństwo

Kim jest generał?

Polski baron Münchhausen

Mirosław Gryń / Polityka
Żyją obok nas ludzie wielcy. Ogół ich nie docenia, bo nie wie o ich istnieniu. Poznajmy więc generała Waciaka, postać wyjątkową.
Mirosław Gryń/Polityka

Telefonujemy do ambasadora Adama G. z prośbą o jakiś kontakt do Rafała Waciaka (nazwisko zmienione), bo jego poprzednie numery już są nieaktualne. – Panie generale, jakiś dziennikarz chce z panem mówić – ambasador G. z szacunkiem mówi do drugiego aparatu. – Dobrze, panie generale, podam numer.

Adam G. jest ambasadorem tytularnym, to znaczy tak go tytułuje Rafał Waciak, do którego też należy się zwracać oficjalnie: generale lub ambasadorze, a najlepiej: wasza ekscelencjo. Ambasadorskie insygnia obaj zawdzięczają organizacji IHRC (Międzynarodowy Komitet Praw Człowieka). Ma jedną z siedzib w Kijowie, inną w Dubaju, a jej sekretarzem generalnym jest, rzecz jasna, generał ambasador Rafał Waciak. Adam G. niewiele wie o Międzynarodowym Komitecie Praw Człowieka, którego jest ambasadorem. Mieszka na południowym wschodzie Polski i walczy z byłą żoną o prawa do dziecka. Do niedawna udzielał się w stowarzyszeniu Dzielny Tata. – Ale nie mam już z nimi nic wspólnego – informuje, po czym szybko dodaje: – Idę na badania psychiatryczne, bo była żona chce ze mnie zrobić wariata. O tym byście napisali, a nie o generale Waciaku.

Sugestia, że sprawa walki o dziecko jest bardziej interesująca od kariery generała ambasadora, jest jak najbardziej usprawiedliwiona, ale nieskuteczna, bo w tym momencie intrygujące jest życie i walka generała Waciaka, a nie osobiste wątki ambasadora Adama G.

Pomnik nie stanął

Generał ambasador ma 38 lat, ale jego oficjalny życiorys zaczyna się zaledwie kilka lat temu. Wszystko, co dawniej, nie jest ważne, tak przynajmniej przekonuje podczas publicznych wystąpień. Zadebiutował jako kandydat na europosła w 2009 r. z listy Centrolewicy (Partia Demokratyczna, SDPL i Zieloni). Startował w Małopolsce i dostał 249 głosów, co nawet jak na tę listę nie było wynikiem imponującym. Wyborcom przedstawiano go jako bezpartyjnego ekonomistę. Jak się znalazł na liście, nikt nie pamięta, tym bardziej że Centrolewica już nie istnieje.

Start w eurowyborach to było dobre przetarcie, bo wkrótce Waciak pojawił się w nowej publicznej roli. Tym razem jako generał major (lub zamiennie: generał armii) Międzynarodowej Akademii Kozactwa z siedzibą w Kijowie. W 2010 r. odwiedził w Tarnowie siedzibę partii i związku zawodowego Regiony i osobiście mianował byłego senatora PSL Józefa Sztorca na kozackiego generał-lejtnanta. Przy okazji majorem kozackim został były poseł Samoobrony Marian Curyło, który nie krył rozczarowania niskim stopniem. Padła więc obietnica, że za dwa tygodnie awansuje na pułkownika. Czy tak się stało, nie wiemy, bo kroniki na ten temat milczą. Wiadomo natomiast, że Józef Sztorc niebawem wybił się w szeregach kozackich na postać pierwszoplanową. Teraz występuje jako prezydent Międzynarodowej Akademii Kozactwa RP i składa oficjalne wizyty u bratnich Kozaków z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Nosi wspaniały mundur, toczka w toczkę taki jak strój generała armii radzieckiej, i generalskie lampasy. Prezentuje się równie okazale jak sam Rafał Waciak, który, jako generał, ruszył w objazd po kraju. Jego ambicje sięgały jednak znacznie wyżej niż tylko pokazywanie się w mundurze o radzieckim kroju. Dlatego niebawem zamienił go na frak przepasany ambasadorską szarfą.

Jedna z lokalnych gazet nazwała Waciaka przebierańcem, co go niebywale wzburzyło, bo jest człowiekiem czułym na punkcie swojej osoby. – Może i pan uważa mnie za przebierańca? – zapytał na wstępie rozmowy, po czym poinformował, że już nie jest kozackim generałem: – Różni tacy rzucali kłody pod nogi.

Chciał wybudować w Tarnowie pomnik Symona Petlury, ukraińskiego sprzymierzeńca marszałka Piłsudskiego podczas z wojny z bolszewikami. W tym celu należało zebrać odpowiednie fundusze, ale dopatrzono się jakichś nieprawidłowości i pomysł upadł. Waciak obraził się na Tarnów i porzucił kozackie szeregi. Skupił się na reprezentowaniu Międzynarodowego Komitetu Praw Człowieka (IHRC), organizacji nadającej tytuły ambasadorskie. Logo IHRC przypomina logo Organizacji Narodów Zjednoczonych i, jak twierdzi Waciak, współpracuje z ONZ w ramach grup roboczych zajmujących się prawami człowieka. Ale w spisie organizacji przez ONZ wymienianych IHRC nie figuruje.

Czym się zajmuje? – Prawami człowieka – gładko odpowiada Rafał Waciak. A czym konkretnie? – Monitorujemy sytuację w rejonie Donbasu – informuje sekretarz generalny. – Mamy biuro w Kijowie przy Wołodymyrskiej, którym kieruje Jurij Kiperman. Współpracujemy z Wierchowną Radą Ukrainy.

Ksiądz od karate, książę od kick boxingu

Biuro IHRC w Kijowie to przede wszystkim siedziba ukraińsko-indyjskiej organizacji handlowej. Na jej czele stoi wymieniony przez Waciaka Jurij Kiperman. Władze IHRC, jak wynika ze stron internetowych tej organizacji, to przede wszystkim obywatele Pakistanu, ale też jest tam Libańczyk, reprezentant Gwinei-Bissau i Republiki Vanuatu. Można znaleźć też ślad polskiej odnogi Międzynarodowego Komitetu Praw Człowieka. Polska jest wymieniona jako nowy członek IHRC, a to z racji przystąpienia do Komitetu Międzynarodowej Akademii Kozactwa w osobie generała Waciaka. I tu krąg się zamyka.

Polska odnoga IHCR to przede wszystkim sekretarz generalny generał ambasador Waciak i lista kilkunastu osób pełniących różne funkcje. Attaché sportowym jest ksiądz Grzegorz Badziąg z Krosna, kanclerz zakonu św. Łazarza i posiadacz czwartego dana w karate-tsunami. Szefem protokołu dyplomatycznego sekretarz generalny Waciak mianował Krzysztofa Konstantego Radziwiłła, przedstawiającego się jako arystokrata, hrabia na Szydłowcu, Prokurator Królestwa Jerozolimskiego, a także Wielki Baliw zakonu św. Łazarza i zarazem prezes Polskiej Federacji Kick Boxingu Muay Thai (czemu dość stanowczo zaprzecza Polskie Zrzeszenie Muay Thai).

Jednym z ambasadorów dobrej woli IHRC jest Adrian Bernat, kierowca rajdowy. Funkcję zaproponował mu Rafał Waciak. – Zgodziłem się, ale moja rola jest wyłącznie reprezentacyjna. Figuruję na ich stronie internetowej i nic więcej.

Jako specjalista od wizerunku IHRC występuje słynny Piotr Tymochowicz. W liście opublikowanym na stronie IHRC napisał: „Zostałem oficjalnym przedstawicielem IHRC na terenie USA. Mam prawo tym samym wspólnie z generałem Waciakiem powoływać nowe placówki o statusie dyplomatycznym i eksterytorialnym. To oznacza, że nasi ambasadorowie będą mieli podobną pozycję jak ambasadorowie poszczególnych państw. Piszę o tym dlatego, że to gigantyczny sukces generała Waciaka, zarówno dyplomatyczny wobec władz USA, jak organizacyjny i logistyczny”.

Ale, szczerze mówiąc, generał Waciak z władzami USA niczego nie ustalał. Mianował na swojego amerykańskiego ambasadora Piotra Tymochowicza na własną rękę.

Ambasador z nieznanej wyspy

Dzisiaj Piotr Tymochowicz nie chce rozmawiać na temat Waciaka. Nie nazywa go już generałem. Między panami doszło bowiem do pewnego sporu. Z innych źródeł wiemy, że kiedy Tymochowicz wybrał się w interesach za ocean, zostawił Waciakowi klucze do swojego domu na warszawskiej Białołęce i oddał do dyspozycji swoje samochody. Generał kozacki nadużył zaufania, bo zamienił dom swojego ambasadora we własne biuro. Waliły tam tłumy jego gości, z którymi załatwiał jakieś interesy. Korzystał też z komputera gospodarza. Kiedy Tymochowicz wrócił, do jego domu wpadła policja i zarekwirowała komputer. Media poinformowały, że przeszukanie w domu znanego specjalisty od wizerunku miało związek z szerszą akcją antypedofilską. – Nie wiem, czy w komputerze Piotra znaleziono coś podejrzanego – mówi jeden z jego przyjaciół – ale nawet gdyby tak było, to dam sobie rękę uciąć, że ktoś mu to podrzucił. Kto? To chyba jasne.

Rafał Waciak angażuje się w akcje charytatywne związane z dziećmi. Uczestniczy w zbiórkach pieniędzy dla potrzebujących, w tym celu udostępnia w mediach numer konta, na jakie można wpłacać datki. – To szlachetna postać – uważa Adam G., ambasador IHRC mianowany przez Waciaka.

Postać nie tylko szlachetna, ale i utytułowana. – Nadal jestem generałem, ale teraz noszę stopień generała brygady szwajcarskiej organizacji AIAPS – mówi. Nie wyjaśnia jednak, kto mu ten stopień nadał i za jakie zasługi. Nie ma czasu na rozmowę, bo zaraz wylatuje do Zurychu. Na stronie internetowej IHRC można znaleźć krótki biogram Waciaka. Wynika z niego, że jest generałem departamentu policji międzynarodowej organizacji bezpieczeństwa w Szwajcarii, a także generałem brygady międzynarodowej korporacji policyjnej zajmującej się bezpieczeństwem publicznym i jej specjalnym reprezentantem na Polskę. Nosi też stopień generała brygady Lazarus Union (zakon św. Łazarza?) oraz jest fundatorem Międzynarodowej Akademii Dyplomacji, a także srebrnym medalistą Mistrzostw Polski w Lekkiej Atletyce z 1994 r. To akurat najłatwiej sprawdzić. Nikt o jego imieniu i nazwisku nie figuruje w spisie medalistów z 1994 r.

– W najbliższym czasie zostanę zaprzysiężony na ambasadora pewnego państwa w Polsce. Już mnie powołano – mówi tajemniczo. Za wcześnie jeszcze ujawniać, jaki to kraj. Jeden ze współpracowników Waciaka nie potrafi jednak dochować tajemnicy. – To mała wysepka o wybrzeży Afryki. Liczy 84 dorosłych mieszkańców. Generał już powiedział, że wystąpił do polskiego MSZ o przekazanie budynku pod siedzibę ambasady. Będzie miał dyplomatyczny immunitet.

W MSZ nic nie wiedzą o nowym ambasadorze i jego staraniach. Nieznana jest też jako samodzielne państwo afrykańska wysepka. Wydaje się, że opowieściom generała ambasadora Waciaka bliżej do barona Münchhausena niż języka korpusu dyplomatycznego. Nie nazwiemy go rzecz jasna przebierańcem, skoro tego nie lubi. Ale kiedy zapytaliśmy, z czego w gruncie rzeczy żyje, mając tak rozliczne misje i tytuły, zdenerwował się nieco. – Na takie pytania odpowiadał nie będę – oznajmił.

W Krajowym Rejestrze Sądowym Rafał Waciak nie figuruje jako generał, ambasador czy sekretarz generalny. Jest po prostu udziałowcem pewnej kancelarii doradczej, na którą klienci się żalą, że pobiera zaliczki za załatwienie kredytu albo za pomoc w eksporcie towarów, i na tym kontakt zwykle się urywa.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną