Nie ma już więźniów na Zamku w Kaliszu, została pustka

W kolorze sepii
Z punktu widzenia takiego miasta jak Kalisz pustkę można poczuć także po nagłej likwidacji więzienia.
Kaliskie więzienie 170 lat temu było bardzo nowoczesne.
Michał Łuczak/Sputnik Photos

Kaliskie więzienie 170 lat temu było bardzo nowoczesne.

Widok z wieżyczki strażniczej. Mury zamku projektował Henryk Marconi, wybitny architekt włoskiego pochodzenia.
Michał Łuczak/Sputnik Photos

Widok z wieżyczki strażniczej. Mury zamku projektował Henryk Marconi, wybitny architekt włoskiego pochodzenia.

Skazani w  jednym pomieszczeniu spali, jedli i załatwiali potrzeby fizjologiczne.
Michał Łuczak/Sputnik Photos

Skazani w jednym pomieszczeniu spali, jedli i załatwiali potrzeby fizjologiczne.

Drzwi do celi. Chociaż kaliskie więzienie było zakładem typu zamkniętego, nie zamykało się na Kalisz.
Michał Łuczak/Sputnik Photos

Drzwi do celi. Chociaż kaliskie więzienie było zakładem typu zamkniętego, nie zamykało się na Kalisz.

Spacerniak. Już w 1839 r., z inicjatywy Fryderyka Skarbka, wprowadzono obowiązkowe spacery więźniów.
Michał Łuczak/Sputnik Photos

Spacerniak. Już w 1839 r., z inicjatywy Fryderyka Skarbka, wprowadzono obowiązkowe spacery więźniów.

Kalendarz. Na okładce budynek zwany potocznie Zamkiem. Mocny, z arkadowym wejściem. Po bokach dwie baszty, z tej po prawej odpada tynk. Niebo dookoła budynku pobazgrane. Nie długopisem. Drutem ostrzowym.

Na zdjęciu tego nie widać, ale Zamek stoi w środku miasta. To prawobrzeżna dzielnica Tyniec, za wysokim, nieregularnym murem przejeżdżają samochody. Kiedyś ulicy Łódzkiej nie było, budynek stanął w szczerym polu. Przez lata trochę obrósł – pojawiły się wokół kamienice, stacja benzynowa, niewysokie bloki wstawione pomiędzy domy jednorodzinne.

Wnętrze Zamku sfotografowano kilka stron dalej. Żelazne galerie opasują długi korytarz, widać ciąg drzwi pomalowanych olejną farbą.

Tylko ten kaliski obiekt pojawił się w kalendarzu na 2015 r. dwa razy. Służba Więzienna musiała być z niego dumna. Witamy w najnowocześniejszym więzieniu w Polsce, mówili pracownicy, kiedy zjawiali się goście.

Bo to więzienie rzeczywiście było bardzo nowoczesne. 170 lat temu.

Fundament

Kaliski Zamek wybudowano w 1846 r. To był czas reform w polskim więziennictwie, a wprowadzał je Fryderyk Skarbek. Liberał, działacz społeczny, ojciec chrzestny Fryderyka Chopina. W czasach chłosty i okaleczania przestępców zastanawiał się, jak karać, żeby to miało sens. Z jego inicjatywy w 1839 r. wprowadzono obowiązkowe spacery więźniów, a w 1843 r. ciepły posiłek dwa razy dziennie. Wprawdzie tylko dla skazanych na więzienie poprawcze, ale w okresie, gdy zimą temperatura w celach nie przekraczała 12 stopni, była to jednak rewolucja. Skarbek wprowadził też próby resocjalizacji skazanych oraz zasadę oddzielenia więźniów karnych od śledczych i tych bardziej zdemoralizowanych od drobnych przestępców.

To także z jego inicjatywy zbudowano w 1835 r. pierwsze w kraju więzienie celkowe – warszawski Pawiak. Rok później w Sieradzu wzniesiono więzienie w systemie podpatrzonym w Auburn – nocami osadzeni byli od siebie izolowani w celach, za dnia pracowali wspólnie w całkowitym milczeniu. Ciszy pilnował nadzorca z batem. Model oparty na milczeniu i izolacji się jednak nie sprawdził. Skarbek zbudował kolejne więzienia w Płocku, Siedlcach i Kaliszu. Wszystkie zaprojektował Henryk Marconi, wybitny architekt włoskiego pochodzenia. – Tu od początku było coś, czego niektóre kaliskie kamienice nie mają do dzisiaj, czyli skanalizowane każde pomieszczenie – tłumaczył w przeddzień likwidacji więzienia Remigiusz Czaja, kierownik działu penitencjarnego i oficer prasowy.

Jeszcze 10–15 lat temu w niektórych polskich jednostkach penitencjarnych skazani mieli w celach tzw. bomby, czyli zwykłe wiadra. Wystawiali je o określonej porze, kalifaktor je zabierał. A w Kaliszu od zawsze było postępowo. Ale czas mijał. Wybuchały powstania, zamieszki i wojny. W Zamku byli przetrzymywani więźniowie polityczni i kryminalni. Osadzały ich władze carskie, polskie, hitlerowcy, komuniści. W 1968 r. gmach wpisano do rejestru zabytków. Mury projektowane przez Marconiego zaczęły się kruszyć, a rozwiązania, które w połowie XIX w. były nowoczesne, mocno się postarzały.

Nadszedł XXI w. Coś trzeba było z tym zrobić.

Remont warunkowy

Zamek miał jeden zasadniczy kłopot. Cele. A w każdej celi trzy problemy. Pierwszym nie była wcale wielkość – ta mieściła się w normie – tylko to, co w XIX w. uchodziło za szczyt komfortu: niezabudowany kącik sanitarny. Skazani w jednym, niedużym pomieszczeniu spali, jedli i załatwiali potrzeby fizjologiczne.

Drugim problemem była wielkość okien. W czasie remontu miały zostać powiększone o jedną trzecią, żeby zapewnić więźniom odpowiednią ilość luksów światła dziennego. Konserwator wydał zgodę na taką ingerencję w elewację.

Trzecim problemem był brak wymuszonej wentylacji.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną