Oni wygrali z nowotworem

Oswajanie raka
Z rakiem każdy się mierzy po swojemu. Jedni agresywnie, aby szybciej i ostrzej. Inni, ufni w postępy medycyny, zaczęli wierzyć, że mogą leczyć się łagodniej i wolniej. Którą strategię lepiej wybrać?
Krystyna Wechmann. Gdy 25 lat temu wykryto u niej raka, zdecydowała się natychmiast na agresywne leczenie.
Krzysztof Kuczyk/Forum

Krystyna Wechmann. Gdy 25 lat temu wykryto u niej raka, zdecydowała się natychmiast na agresywne leczenie.

Leszek Borkowski na operację wyjechał do Niemiec, bo w Polsce musiałby na nią czekać 9 miesięcy.
Krzysztof Kuczyk/Forum

Leszek Borkowski na operację wyjechał do Niemiec, bo w Polsce musiałby na nią czekać 9 miesięcy.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Oswajanie raka

Krystyna Wechmann była wśród tych, co działali szybko. – Rak wtedy to był wyrok – opowiada. Dawano jej 5 proc. szans na wygraną. – Miałam 17-letniego syna, któremu właśnie uratowano życie. Nie mogłam się poddać – wspomina. Decyzję o usunięciu piersi, wraz z całym mięśniem piersiowym, podjęła natychmiast. – Chciałam za wszelką cenę żyć, więc nad czym tu się zastanawiać? Lekarze niczego nie wyjaśniali, tylko popędzali: trzeba działać. Gdy po operacji szłam na pierwszą chemioterapię, przyjaciółka mamy położyła się w progu: Krysiu, ta chemia cię zabije! Zaryzykowała. Minęło 25 lat. Żyje. Był inny wybór? – Nie. Ale czasy były inne i onkologia wtedy też była inna.

Jednak coraz więcej pacjentów przygwożdżonych diagnozą próbuje negocjować. Oswoiliśmy raka – cieszą się lekarze: 20 lat temu średnia wyleczalność na nowotwory wynosiła 30 proc., a teraz przekracza 45, a w niektórych rodzajach nowotworów nawet 90 proc. Chorzy, ufni w te zapewnienia, zaczęli więc wierzyć także w to, że mogą się leczyć mniej agresywnie. Nie tak, jak do tej pory ich straszono: ciężką chemioterapią, po której wypadają włosy, a żołądek wymęczony jest wymiotami; albo silnymi dawkami promieni, które pozostawiają wypaloną skórę. Przeszczep szpiku, obustronne usunięcie piersi? Po co się z tym spieszyć, skoro z nowotworem można żyć?

Kobiety twarde jak dęby

Kobietom, które dowiadują się o raku piersi, zazwyczaj nic innego nie dolega – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z warszawskiego Centrum Onkologii. Nic ich nie boli, nie mają gorączki, gdyby nie guzek w piersiach, czasem widoczny tylko na kliszy, nie uwierzyłyby w chorobę. Wychodząc od lekarzy, szukają innych, alternatywnych źródeł wiedzy. Beatę trudno było przekonać do operacji. Wykryto u niej wczesną zmianę, którą lekarz nazwał rakiem przedinwazyjnym. – Pomyślałam, że radykalne kroki nie będą potrzebne. Leczenie bywa przecież nieraz gorsze od choroby.

U Edyty, która ma 33 lata i usunięty z piersi sam guzek – 1,5 cm wielkości – obyło się bez amputacji. Ale coś za coś – by wykluczyć ryzyko wznowy, konieczna okazała się radioterapia. Szanse na całkowite wyleczenie sięgają 90 proc., choć można je jeszcze poprawić o dalsze 5 proc., podając chemię lub hormony. – Łatwiej podjąć taką decyzję, gdy walczymy o 20 czy 30 proc. – przyznaje dr Jagiełło-Gruszfeld. – Przy pięciu głowa puchnie od pytań, czy warto?

Edyta jak najszybciej chce wrócić do pracy, a chemioterapia może ten zamiar skomplikować. Hormony? Jeszcze myśli o macierzyństwie, więc perspektywa przyjmowania przez 10 lat leków mających niekorzystny wpływ na płodność i libido mocno ją odstrasza. Pyta, czy jest sens po tymczasowo wygranej walce z rakiem przypieczętowywać to zwycięstwo, rezygnując z marzeń?

Krystyna Wechmann, dziś prezeska Federacji Stowarzyszeń Amazonek, podpowiada kobietom, które muszą podjąć decyzję: pomyśl, czego ty chcesz dla siebie. Zapytaj, co może się zdarzyć, jeśli w obliczu raka nic nie zrobisz od razu. – Lekarze przeważnie są za agresywnym leczeniem – mówi. Ale sami bywają w trudnym położeniu. Muszą wytłumaczyć pacjentce, która czuje się zdrowo, że jest poważnie chora. Potem, że podczas kuracji poczuje się dużo gorzej, aby móc ostatecznie wyzdrowieć. Na zdrowy rozum brak w tym logiki, więc szok i dezorientacja chorych potęgują depresję i stres.

Tymczasem decyzja podjęta w panice jest najgorszą z możliwych. Niektórzy próbują scedować ją na lekarza, ale ci się bronią, jak mogą. Dlatego kapitalne znaczenie ma fakt, z jakim specjalistą prowadzona jest ta rozmowa, i jakie są jego własne doświadczenia. Dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld kiedyś złościła się na pacjentki, u których nie widziała woli walki, w końcu jednak zdała sobie sprawę, że nie ma do tego prawa. Los nauczył ją pokory, kiedy jej matka, też lekarka, w obliczu mocno zaawansowanej choroby nowotworowej stwierdziła: „Pas, nie będę walczyła o kilka miesięcy”. – Musiałam to zaakceptować, choć siostra była wtedy w zaawansowanej ciąży i mama nie doczekała narodzin wnuczki – opowiada.

Dzieci to dla kobiet bardzo ważny imperatyw, by pozbyć się raka jak najszybciej lub w sytuacjach beznadziejnych wyrwać jak najwięcej dla siebie z życia. – Młode matki walczą o każdy dzień – mówi onkolog. – Chcą każdej szansy, by przekazać dzieciom od siebie jeszcze coś dobrego, jak najdłużej się da.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną