Społeczeństwo

Tam tak, tu nie

Jak Polscy emigranci odnajdują się w wielokulturowości

Aż 17 proc. Polaków w Niemczech deklaruje, że pomaga uchodźcom. Aż 17 proc. Polaków w Niemczech deklaruje, że pomaga uchodźcom. Wolfgang Kumm / DPA
Polacy na emigracji zmieniają poglądy polityczne i stosunek do wielu spraw. Ale nie przywożą tego do domu.
Polacy są najbardziej mobilną grupą w UE, żadna inna nacja wschodnia po otwarciu granic nie ruszyła tak gremialnie na Zachód.Krzysztof Wójcik/Forum Polacy są najbardziej mobilną grupą w UE, żadna inna nacja wschodnia po otwarciu granic nie ruszyła tak gremialnie na Zachód.

Artykuł w wersji audio

Jola i Piotr przyjechali do Birmingham 10 lat temu. Po kilku latach wynajmowania mieszkań postanowili kupić własne. Kiedy znaleźli interesujące ogłoszenie, wsiadali w samochód i z zaparkowanego auta godzinami obserwowali okolicę. Liczyli „ciapatych”, sprawdzali stopień przestępczości. Aż w końcu wszystko się zgadzało – i statystyki bezpieczeństwa w porządku, i muzułmanów nie widać. Gdy się wprowadzili, okazało się, że obok mieszkają geje. „Ale wiesz co? Normalnie byś nie powiedział, że to geje” – opowiadał Piotr dr. Łukaszowi Krzyżowskiemu, który bada, jak Polacy emigranci odnajdują się w wielokulturowości.

Okno na kuchnię

Program TRANSFORmIG prowadzi zespół pod kierownictwem prof. Magdaleny Nowickiej z Instytutu Nauk Społecznych na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie. Badania obejmują lata 2013–17 i są przeprowadzane w czterech miastach – Berlinie, Monachium, Londynie i Birmingham. Spośród 1,6 tys. chętnych rekrutowanych w polskich kościołach, mediach społecznościowych i na forach migracyjnych wybrano 120 osób, po 30 w każdym mieście. Grupa jest zróżnicowana – sprzątaczka, robotnik budowlany, pracownica banku, artysta.

Dr Krzyżowski stara się spotykać ze swoimi rozmówcami w ich mieszkaniach. Ludzie o wyższym statusie społecznym, np. pracownicy londyńskiego City, nie przyjmują w domu, wolą spotkać się gdzieś na mieście. Pracujący fizycznie na pytanie, czy wolą spotkać się w kawiarni, odpowiadają – mam kawę w domu, co będziemy płacić? Ich mieszkania są inne niż typowe niemieckie czy brytyjskie. W mieszkaniu polskiego robotnika jeden pokój jest pomarańczowy, drugi żółty, na ścianach wiszą kwiaty w doniczkach i obrazy Jana Pawła II. Jeden z ankietowanych przygotował dla gościa pizzę, oczywiście z ketchupem, otworzył lodówkę, w której było wyłącznie polskie jedzenie, ketchup też. W łazience stały polskie szampony. Raczej nie kupował ich z oszczędności, są w Anglii droższe niż miejscowe produkty. Polacy potrafią przejechać przez całe Birmingham, tracąc czas i benzynę, żeby zrobić zakupy w polskim sklepie. W kuchni w Birmingham stoi non stop włączony laptop, drugi też non stop włączony stoi w kuchni w Polsce. W obu otwarty na stałe Skype. Jak coś się dzieje w kuchni w Birmingham, to babcia w Polsce podchodzi i patrzy.

– Pomiędzy miastami są duże różnice – opowiada prof. Magdalena Nowicka. – Polacy w Birmingham są najmniej skłonni zaakceptować muzułmanów czy przedstawicieli innych grup jako przyjaciół czy sąsiadów. Najbardziej tolerancyjni są Polacy w Berlinie. Miasta różnią się między sobą: w Birmingham jest dużo Hindusów i Pakistańczyków, prawie 50 proc. mieszkańców to imigranci i osoby o imigranckich korzeniach. Długa jest tu historia konfliktów na tle rasowym i są one obecne do dziś. Berlin reklamuje się jako międzynarodowa metropolia, choć ma zaledwie 11 proc. obcokrajowców. W Monachium osób o imigranckich korzeniach jest dwa razy więcej. W Londynie „biali Brytyjczycy” według spisu ludności z 2011 r. to zaledwie 45 proc. mieszkańców.

Okazuje się, że wystarczy, aby w kręgu znajomych Polaka emigranta znalazła się choć jedna osoba innej narodowości, innej niż Niemiec czy Anglik, aby już odstawał od tych, którzy przebywają wyłącznie z Polakami. Pytany o stosunek do islamu, odpowiada pytaniem: ale który odłam islamu? Jednak na emigracji wciąż wielu Polaków utrzymuje relacje towarzyskie tylko z rodakami. Sami odcinają się od kontaktu z innymi kulturami i pomimo mieszkania w różnorodnym społeczeństwie nie nabywają kompetencji międzykulturowych. Dr Łukasz Krzyżowski usłyszał od jednego z respondentów – gdybym miał dostęp do broni, to strzelałbym do tych wszystkich czarnych i gejów.

Być może więc niebezpodstawnie Nigel Farage, jeden z architektów Brexitu, kilka miesięcy temu powiedział w wywiadzie dla BBC, że Hindusi i Pakistańczycy są bliżsi kulturowo Brytyjczykom niż Polacy, Bułgarzy czy Węgrzy, którzy nie rozumieją brytyjskich wartości.

Matka Polka na uchodźstwie

Dr Agata Lisiak bada matki emigrantki. – Macierzyństwo w każdym kraju jest mocno zideologizowane. Moje rozmówczynie, wyjeżdżając z Polski, często wyzwalają się z katolickiej i narodowościowej ideologii macierzyństwa, ale nie są tak zaznajomione z ideologią dominującą w kraju, do którego przyjeżdżają, żeby natychmiast się z nią identyfikować. Jednak od razu czują, że mniej muszą jako matki. W Polsce są wciąż ocenianie przez sąsiadki, przedszkolanki, matki, teściowe. W Anglii czy w Niemczech rzucają prasowanie, przestają przejmować się, że dziecko ma dziurę w spodniach. W Polsce dziecko musi być czyste. W Berlinie brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. Więc przestają dbać o przesadną schludność i cieszą się wolnością.

Stopień tego wyzwolenia w dużej mierze zależy od klasy społecznej. Bardziej wyzwalają się matki wykształcone, klasa średnia. Natomiast matki z niższych warstw społecznych nie mają tyle odwagi lub zwyczajnie nie chcą całkowicie sobie odpuścić. Podkreślają z dumą, że ich dzieci zawsze mają czapki. Wyzwolenie z roli matki Polki zależy też od stopnia poczucia akceptacji w danym społeczeństwie. Te, które czują się dyskryminowane, bardziej podkreślają swoją rolę opiekuńczą, a te, które czują się w nowym otoczeniu dobrze, czują się z tej roli zwolnione.

Matki małych dzieci długie godziny spędzają na placach zabaw czy w przychodniach, więc mają okazję, by konfrontować się z wielokulturowością. Przyglądają się innym kobietom i porównują. W ich opowieściach powtarzają się stereotypy: że Niemki się nie malują, Brytyjki są wulgarne, a Polki zadbane. Co znamienne, porównują się wyłącznie z białymi Brytyjkami i Niemkami, wydają się nie dostrzegać kobiecości niebiałych kobiet. – Pomimo codziennego kontaktu z wielokulturowością dla Polek biała kobiecość pozostaje uniwersalna – mówi Agata Lisiak.

Niebiałe kobiety pojawiają się dopiero w kontekście macierzyństwa. Iza mieszka w Birmingham od trzech lat, przyjechała z kilkuletnią córką i swoim partnerem. Ma licencjat prowincjonalnej uczelni, w Polsce prowadziła własną działalność. Teraz pracuje fizycznie w fabryce. Tam poznała muzułmanki. Na początku była zafascynowana różnorodnością. Potem zaczęła krytykować swoje muzułmańskie znajome, że są zbyt rodzinne i zbyt religijne. Sama natomiast podkreśla, że wartości rodzinne są dla niej najważniejsze i że spędza z bliskimi wszystkie wolne chwile. Posyła też dziecko do katolickiej szkoły.

Z jednej strony fascynuje się innością, z drugiej odrzuca „obce” wartości i przedstawia swoje jako lepsze, nie dostrzegając zbieżności między nimi – mówi dr Lisiak. – Iza mieszka w biednej dzielnicy imigranckiej, pracuje fizycznie w fabryce i odczuwa to jako społeczną degradację, być może dlatego ma potrzebę przeciwstawiania swojego systemu wartości temu, który przypisuje sąsiadkom. Podkreśla też, że jest lepsza od mieszkających w tej samej biednej dzielnicy matek Brytyjek, które „mają taaakie paznokcie, taaakie rzęsy, a dzieciom wpychają frytki w McDonaldzie”. Jednocześnie krytykuje polskie matki migrantki, że nie integrują się, nie mówią po angielsku i nigdy nie wyjdą poza proste prace jak sprzątanie.

Polki emigrantki z klasy średniej mają większe zaufanie do tych, które żyją w podobny sposób. Nie ma dla nich znaczenia, czy inna matka jest Niemką, Bułgarką czy Kenijką, łączy je status społeczny. Podrzucają sobie dzieci na noc, odbierają je na przemian ze szkoły – żeby zaoszczędzić na opiekunce, wygospodarować czas na wyjście do restauracji czy do kina. Polki z niższych warstw nie ufają sąsiadkom. Nie zapraszają do siebie ich dzieci, nie odwiedzają się.

W Monachium dr Lisiak poznała grupę bardzo prężnie działających polskich bizneswoman. – Spotykają się raz w miesiącu, wymieniają informacjami przydatnymi w biznesie – opowiada. – Dobrze zarabiają, mówią po niemiecku, czują się zintegrowane. Dbają jednak o to, żeby ich dzieci dobrze mówiły po polsku. Ale raczej nie posyłają ich do sobotnich szkół polskich prowadzonych przy kościołach i konsulacie. Ale w tym mieście jest też inna grupa Polek – skupionych wokół polskiego kościoła. Wiedzę na temat tego, co się dzieje w Niemczech, czerpią z „Gościa Niedzielnego”. I uważają, że jako katoliczki są dyskryminowane w Bawarii, bo np. szkoła nie zgadza się na zwolnienie dziecka z zajęć, żeby mogło wcześniej pojechać na Wigilię czy Wielkanoc do Polski. – Jedna z nich mówiła mi, że czuje się dyskryminowana, bo jej córka uczestniczy w obowiązkowych lekcjach wychowania seksualnego w szkole, choć ona nie wyraża na to zgody – opowiada dr Lisiak.

Polskie matki i w Niemczech, i w Anglii często mówią, że w dzielnicach imigranckich jest brudno i niebezpiecznie, choć okazuje się, że wiele z nich nigdy tam nie było.

Późno otwarci

Polacy są najbardziej mobilną grupą w UE, żadna inna nacja wschodnia po otwarciu granic nie ruszyła tak gremialnie na Zachód. W badaniu nie pytano Polaków, dlaczego wyjechali. Jednak sami opowiadają o powodach, trochę jakby chcieli się wytłumaczyć. – Często jako motyw wymieniają poprawę jakości życia, nie pieniądze, ale po prostu inny standard. Mówią, że uciekają z Polski od wyścigu szczurów – mówi dr Łukasz Krzyżowski.

Maria w ramach tej samej firmy przeniosła się z oddziału w Warszawie do Monachium. Różnica kolosalna – w Polsce chaos, pęd, wszystko szybko i na wczoraj. Ta sama firma w Monachium – spokój, luz, w południe długi lunch z winem. Teraz ma czas na wszystko – na sport, na naukę dodatkowego języka, na kosmetyczkę. Cały weekend spędza z dzieckiem. W Polsce często musiała w weekendy pracować. Ale są też tacy, którym życie w Polsce tak się poukładało, że mogli tylko wyjechać i zacząć na nowo. To są ci starsi. Mężczyzna po 60, firma splajtowała, bo zapłacił wszystkim pracownikom, ale na ZUS już nie starczyło. I teraz pracuje na budowie. Albo facet, który całe życie był dyrektorem w państwowych przedsiębiorstwach, a teraz jest pomocnikiem w kuchni. Małżeństwo, które miało sieć sklepów, zbankrutowało.

Ci starsi emigranci, mocno doświadczeni, okazują się bardziej otwarci. Częściej mówią np., że bez problemu zaakceptowaliby związek dziecka z muzułmaninem. – Wśród nich nie było praktycznie nikogo, kto nie byłby tolerancyjny – dodaje dr Krzyżowski. – Mówią, że już tyle widzieli i że nic nie jest czarno-białe. Natomiast wśród młodych emigrantów pojawia się rasizm w wersji hardcore – twierdzi Krzyżowski.

Emigranci zdobywają autentyczną wiedzę. Dowiadują się np., że dla niektórych odłamów islamu stosowanie przemocy jest niezgodne z naukami Proroka, że wiele kobiet muzułmańskich zakrywa twarz i wcale nie są do tego zmuszane. Wiele młodszych, a bardziej tolerancyjnych osób mówi o konflikcie pokoleniowym w Polsce, kiedy próbują tę wiedzę przekazać swoim rodzinom. Dziewczyna mieszkająca z muzułmanką usłyszała od rodziców: „ale jesteś odważna”. Jednemu z respondentów ojciec powiedział, że nie wybaczyłby mu, gdyby był w związku z czarnoskórą kobietą. Chłopak nie może tego zrozumieć – co za bzdura, dlaczego?

Latem tego roku, gdy w ramach innego badania zespół prof. Nowickiej zapytał 2,5 tys. polskich emigrantów mieszkających w Niemczech o ich stosunek do uchodźców, okazało się, że mają zdecydowanie bardziej pozytywne opinie na ich temat i chętniej angażują się w pomoc uchodźcom niż rodacy w ojczyźnie. Na pytanie, czy obecność uchodźców wzbogaca kulturę kraju, który ich przyjmuje, w Polsce 30 proc. respondentów TNS OBOP odpowiada pozytywnie, w Niemczech – 42 proc. Polacy mieszkający w Niemczech rzadziej zgadzają się z polskim rządem, który albo proponuje, żeby nie przyjmować w ogóle uchodźców, albo żeby przyjąć tylko chrześcijan, ewentualnie repatriantów ze Wschodu. W Polsce akceptuje to 73 proc. badanych, w Niemczech 58 proc. Według CBOS 61 proc. Polaków w Polsce nie zgadza się też na przyjmowanie jakichkolwiek uchodźców, w Niemczech tylko co czwarty. Inny jest też rozkład sympatii politycznych – gdyby emigranci mieli głosować w Polsce, najczęściej wybieraliby Nowoczesną (16 proc.) i PO (13 proc.), a w Niemczech, aż jedna czwarta zagłosowałaby na CDU.

Najbardziej otwarci są emigranci starsi, lepiej wykształceni, zasymilowani, mieszkający w Niemczech dłużej. Nie odwiedzają często Polski, informacje czerpią przede wszystkim z niemieckich mediów – są bardziej zanurzeni w niemieckiej rzeczywistości niż w polskiej.

Polscy emigranci w Niemczech, choć przychylni uchodźcom, nie są jednak bezkrytyczni wobec niemieckiej Willkomenspolitik. Uważają, że należy pomagać, ale w sposób bardziej kontrolowany i przemyślany. Rząd niemiecki powinien dołożyć więcej starań, by przybysze szybciej uczyli się języka, szybciej integrowali, szybciej znajdowali pracę i krócej pobierali zasiłki. Tak samo jak Niemcy, popierają ograniczenie zasiłków socjalnych dla osób, które nie chcą się integrować. To paradoks, bo taki postulat uderza też w nich samych; z niemieckiego socjalu korzysta 92 tys. naszych rodaków, to najwięcej spośród obywateli UE mieszkających w Niemczech.

Choć polscy emigranci akceptują przyjmowanie uchodźców przez Niemców, znacznie rzadziej chcieliby, aby ci sami uchodźcy trafili do Polski. – To się pokrywa z wcześniejszymi badaniami na temat akceptacji osób nieheteroseksualnych. Respondenci często nie mają nic przeciwko temu, żeby osoby homoseksualne adoptowały dzieci – ale w Niemczech, a nie w Polsce, gdzie takie dzieci nie są społecznie akceptowane. Przy akceptacji uchodźców może działać podobny mechanizm – będą się gorzej czuli w Polsce – mówi dr Łukasz Krzyżowski.

Polacy Europejczycy

W zeszłym roku, po przyjęciu przez Niemcy ponad miliona uchodźców, obywatele Bundesrepubliki masowo rzucili się pomagać. Wszystkie organizacje pozarządowe zajmujące się imigrantami i uchodźcami odnotowały 70-proc. wzrost liczby wolontariuszy. Aż 17 proc. Polaków w Niemczech deklaruje, że pomaga uchodźcom. To więcej niż samych Niemców! – W Niemczech jest kultura wolontariatu, jest infrastruktura, jest dużo organizacji, które są platformą dla tych, którzy chcą innym pomagać. Widać, że Polacy, kiedy znajdują się w takim otoczeniu, też są skłonni do pomocy – mówi prof. Nowicka.

Dr Krzyżowski dodaje, że pomagający Polacy mają ciekawą strategię: często robią zbiórki różnych rzeczy w Polsce i przywożą je uchodźcom do Niemiec. Okazuje się więc, że choć pozostajemy indywidualistami, nie różnimy się chyba tak bardzo od innych Europejczyków. Porównując polskie badania w kraju i na emigracji z niemieckimi czy europejskimi, można zobaczyć Polaka obdarzonego wszystkimi europejskimi wadami i zaletami. Jeśli tylko wyjąć nas z kontekstu, nasza islamofobia nie odbiega od średniej europejskiej i nasze zaangażowanie w pomoc, kiedy już potrzebujących mamy na wyciągnięcie ręki, nie ustępuje zaangażowaniu Niemców – „mistrzów świata wolontariatu”. Jesteśmy tacy sami jak wszyscy. Po prostu Europejczycy.

Polityka 50.2016 (3089) z dnia 06.12.2016; Społeczeństwo; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Tam tak, tu nie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Krótkoterminowi turyści wysiedlają mieszkańców miast

Krótkoterminowy turysta już wysiedlił mieszkańców krakowskiej starówki. Teraz masowo rezerwuje Warszawę.

Edyta Gietka
29.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną