Społeczeństwo

Jak hasa pan Masa

Dyżurny świadek koronny

Jarosław Sokołowski pseudonim Masa Jarosław Sokołowski pseudonim Masa Piotr Kucza / Newspix.pl
Świadek koronny Jarosław Sokołowski nie tylko dostał w prezencie bezkarność za swoje przestępstwa, ale przy okazji prawo do lżenia i pomawiania wszystkich wokół.
Andrzej GołotaKrzysztof Kuczyk/Forum Andrzej Gołota

Świadek o pseudonimie Masa uważa się za osobę publiczną. Ma kilka profili na Facebooku, gdzie zamieszcza swoje złote myśli i fotografie ilustrujące gangsterskie lata 90. Razem z dziennikarzem Arturem Górskim publikuje w wydawnictwie Prószyński niekończący się cykl książek o polskiej mafii. Przy milczącej aprobacie Zarządu Ochrony Świadka Koronnego CBŚP i obojętności korzystających z jego zeznań prokuratorów ten były bandyta z kręgów pruszkowskich wszedł w skórę celebryty. Ostatnio chwali się, że będzie miał swój kulinarny program telewizyjny („Gotuj z Masą”). Regularnie występuje w internetowej telewizji, której jest współwłaścicielem wraz z drugim byłym gangsterem Konradem B., występującym pod pseudonimem Caro. – Jesteśmy teraz dziennikarzami – informuje Caro.

Jako dziennikarz Masa jest bezkompromisowy. Atakuje na wielu frontach. Lży nie tylko swoich dawnych wspólników i ich rodziny, ale też innych świadków koronnych oraz dziennikarzy, pisarzy, działaczy piłkarskich i sportowców (głównie bokserów), reżyserów filmowych czy prawników. Generalnie przedstawia świat, w którym to on jest najmądrzejszy, najuczciwszy i najsilniejszy. Pozostali to nieudacznicy.

Pan gangster był chory

Jakiś czas temu szczególnie upodobał sobie gnębienie swojego byłego znajomego, boksera Andrzeja Gołoty, i jego żony Marioli. W wywiadach udzielonych wiosną 2015 r., najpierw portalowi Onet, a zaraz potem „Super Expressowi”, Masa nagle ujawnił, że w 1999 r. walka Gołoty z Michaelem Grantem, którą polski bokser wygrywał wysoko na punkty, ale nieoczekiwanie w 10 rundzie zszedł z ringu, co oznaczało poddanie, była ustawiona przez Andrzeja K. ps. Pershing. Masa i Pershing postawili po 1,5 mln dol. na porażkę Gołoty. Zarobili, jak twierdził Masa, 7 mln dol.

Do sprawy odniósł się obecny na tamtym pojedynku dziennikarz sportowy Andrzej Kostyra. Wyśmiał Masę, a jego opowieści określił mianem bzdur plecionych wyłącznie pod kątem reklamy kolejnej książki. Masa w rewanżu obrzucił Kostyrę inwektywami, z których najdelikatniej brzmiało określenie „dziennikarzyna”.

Do całej tej sprawy bardzo poważnie podszedł mieszkający w USA Andrzej Gołota. Złożył w warszawskim sądzie pozew przeciwko Jarosławowi Sokołowskiemu. Domagał się przeprosin i sprostowania oszczerstw oraz wpłaty 10 tys. zł na rzecz Fundacji im. Feliksa Stamma.

Nie jest łatwo procesować się ze świadkiem koronnym, którego dane i adres są ściśle tajne. Reprezentujący boksera poznańscy adwokaci bracia Grzegorz i Marek Szwoch pozew przekazali Masie za pośrednictwem Zarządu Ochrony Świadków Koronnych CBŚP. Sąd wyznaczył dwa terminy rozpraw, ale Masa dwukrotnie się nie stawił. Z CBŚP wpłynęły jedynie pisma informujące, że świadek koronny z powodu choroby nie może przybyć do sądu. Lekarz wystawił mu ponoć odpowiednie zaświadczenie, ale tego dokumentu sądowi nie dostarczono. W tej sytuacji sąd w kwietniu 2016 r. wydał wyrok zaoczny. Nakazał Masie opublikowanie na własny koszt na łamach „Super Expressu” oświadczenia o treści wskazanej przez powoda. Oto fragment sprostowania: „(…) Moje wypowiedzi w tym temacie były nieprawdziwe. (…) Wyrażam ubolewanie z powodu moich nieprzemyślanych słów i niezasadnych oskarżeń”.

Wyrokowi nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Do wydawnictwa Prószyński, publikującego cykl rozmów Artura Górskiego z Masą, zgłosił się komornik, ale usłyszał, że wydawca nie ma wobec Jarosława Sokołowskiego żadnych finansowych wierzytelności. Wynikało z tego, że Prószyński książki wydaje, ale płaci nie Masie, a Arturowi Górskiemu, który rozlicza się potem z Masą. Tajemniczą kwestią pozostaje, jak ten drugi uiszcza podatki od tych dochodów. Z publikacji prasowych wiadomo, że pisarz Masa to jeden z lepiej zarabiających na swoich dziełach polskich twórców. Jedna z gazet wyliczyła, że dotychczas pobrał ponad 2 mln zł należnych mu jako współautorowi honorariów. Masa na swoim facebookowym profilu nie prostował tej informacji. Oferował natomiast swoje dzieła z autografem za drobną dopłatę, ok. 10 zł powyżej ceny detalicznej.

Dobre imię pana gangstera

Wyrok Masę zabolał. Jego prawnicy wnieśli o wstrzymanie klauzuli natychmiastowej wykonalności. Dowodzili, że wyrok zaoczny nie miał uzasadnienia, bo pozwany poinformował sąd w sposób właściwy o swojej chorobie. Zwolnienia lekarskiego nie mógł przedstawić z uwagi na fakt, że zawierało jego dane osobowe i adres zameldowania, a to naruszałoby jego bezpieczeństwo. Sąd nie uznał zażalenia za zasadne i podtrzymał swoje orzeczenie. W uzasadnieniu wskazał, że pozwany mógł dostarczyć sądowi kopię zaświadczenia lekarskiego z zaczernionymi danymi osobowymi. Inaczej trudno przyjąć na wiarę, że był rzeczywiście obłożnie chory i że lekarz z uprawnieniami biegłego sądowego wystawił mu zwolnienie.

Kolejne zażalenie Masa złożył do sądu wyższej instancji. W listopadzie 2016 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uwzględnił jego skargę i zawiesił rygor natychmiastowej wykonalności wyroku, bez określenia, do kiedy to zawieszenie ma obowiązywać. W uzasadnieniu stwierdził, że świadek koronny ma szczególną pozycję i jest objęty klauzulą „ściśle tajne”, co dotyczy także zaświadczeń lekarskich o jego stanie zdrowia. Wszelkie dotyczące świadka dane (w tym te o stanie zdrowia) podlegają ochronie informacji na równi, jak napisano w postanowieniu Sądu Apelacyjnego: „z informacjami dotyczącymi niepodległości, suwerenności i porządku konstytucyjnego, gotowości obronnej, a także bezpieczeństwa funkcjonariuszy, żołnierzy oraz pracowników wywiadu i kontrwywiadu”. Z tej racji nie musiał przedstawiać zwolnienia od lekarza i w ogóle nic nie musiał.

Trzeba przyznać, że takie zrównanie byłego bandyty, a teraz świadka koronnego z najważniejszymi wartościami wynikającymi z polskiej racji stanu brzmi nieco surrealistycznie. A Masa, kiedy dowiedział się, że jego ochrona jest równa bezpieczeństwu całego kraju, musiał odczuć dumę.

Sąd apelacyjny, jak można się domyślać, nie wiedział, że w tym samym czasie, kiedy troszczył się o bezpieczeństwo danych osobowych świadka koronnego i z tego powodu zapewnił mu na czas nieokreślony możliwość bezkarnego oczerniania innych, Masa na Facebooku wziął pod obcas amerykańską adwokatkę Mariolę Gołotę, żonę Andrzeja. Wypisywał na jej profilu obraźliwe stwierdzenia, poniżał ją i jej męża. Pisał, że Mariola udaje prawniczkę. Twierdził, że nie zaliczyła studiów, a jedynie skończyła jakieś kursy. Andrzeja Gołotę wyśmiewał z racji jego wady wymowy. Właścicielka profilu próbowała zablokować Masę, ale ten wciąż powracał z obraźliwymi wpisami.

W rewanżu Mariola Gołota napisała, że „Masa bezkarnie żyje na koszt podatnika, publikując swoje kłamstwa o zwykłych ludziach”. Nazwała go też pasożytem, który „swoimi brudnymi przestępczymi słowami rozsiewa złość i nienawiść”. Masa jakby tylko na to czekał. Pozwał Mariolę Gołotę do sądu, bo uznał, że te słowa naruszają jego dobre imię i godność osobistą. Zażądał przeprosin na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” oraz zasądzenia od pozwanej 100 tys. zł na rzecz Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.

Pan gangster fikcyjnie chroniony

Sam wniósł o zwolnienie go z konieczności uiszczenia kosztów sądowych, bo jako osoba pozostająca na garnuszku Skarbu Państwa „nie jest w stanie ponieść kosztów bez uszczerbku dla własnego utrzymania”. Tym samym poinformował sąd, że nie ma innych poza zapomogą dla świadka koronnego źródeł finansowania. Nie wspomniał o honorariach za książki, o fakcie, że sprzedaje swoje cenne autografy i że pod zmienionym nazwiskiem prowadzi działalność gospodarczą. Zresztą sąd w Rzeszowie (dokąd trafiło powództwo) żadnych pytań o sposób zarobkowania powoda nie postawił. Zwolnił go z opłaty sądowej i kosztów procesowych.

W Rzeszowie odbyła się już pierwsza rozprawa. Stawiły się obie strony. Mariola Gołota przyleciała z USA, a Masę dostarczyli funkcjonariusze z Zarządu Ochrony Świadków Koronnych z ostrą bronią i zabezpieczeniem antyterrorystycznym. Kiedy przejeżdżali przez miasto, wyłączano z ruchu całe ulice, a w sądzie zarządzono najwyższy stopień alarmu. W końcu to nie zwykła cywilna rozprawa o naruszenie dobrego imienia, ale sprawa wagi państwowej, bo narażono na szwank dobra osobiste najważniejszego świadka koronnego w Polsce. Taki drobiazg, że oto na koszt podatników Masa, procesując się prywatnie, korzysta z ochrony funkcjonariuszy, nie miał znaczenia.

W pozwie Masa nie występuje jako Jarosław Sokołowski. Używa innego nazwiska i dokumentów legalizacyjnych, jakie mu wyrobiło Centralne Biuro Śledcze Policji. I chociaż, jak podkreślił cytowany wcześniej Sąd Apelacyjny w Warszawie, jego dane podlegają najściślejszej ochronie, tym razem sam je ujawnił. Pozew jest jawny i każdy może przeczytać, że Masa występuje jako Jarosław Ł. Podaje też swój PESEL. Wystarczy teraz przejrzeć firmy zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym, aby bez większego wysiłku znaleźć Sokołowskiego vel Jarosława Ł. jako prezesa spółki LBS ze Skotnik pod Zgierzem, zajmującej się produkcją telewizyjną (a w gruncie rzeczy firmującą telewizję internetową „Mafia to nie tylko Pruszków”, gdzie Masa często występuje). Ma w niej 40 udziałów o wartości 2 tys. zł. Ten sam Jarosław Ł. jest właścicielem firmy obracającej nieruchomościami w gminie Koleczkowo na Pomorzu i prowadzi szereg innych przedsięwzięć.

W przypadku Masy ochrona danych świadka koronnego i jego bezpieczeństwa to zwykła fikcja, bo działa tylko wtedy, kiedy on sam chce wymigać się od odpowiedzialności. Każdy, kto chciałby go zdekonspirować, uczyni to przy jego pomocy łatwo i szybko. Ostatnio świadek koronny ogłosił, że w lutym spotka się w miejscu publicznym w Poznaniu z czytelnikami swoich książek. Będzie odpowiadał na pytania i podpisywał dzieła.

Andrzej i Mariola Gołotowie muszą zmierzyć się z fenomenem, który możliwy jest tylko w kraju nad Wisłą. Wygrali proces (w I instancji), walcząc z kłamstwami rozpowszechnianymi przez świadka koronnego, ale na razie nie są w stanie wyegzekwować wyroku, bo ich przeciwnik korzysta z nadzwyczajnych praw. Jednocześnie sami muszą stawiać mu czoła w procesie, jaki w rewanżu im wytoczył.

W innych krajach świadkowie koronni stają się niewidzialni. Nie istnieją publicznie, nie wypowiadają się dla mediów, a po zakończeniu swojej misji wtapiają się w tłum, korzystając ze zmiany wizerunku i nowych danych osobowych. Tylko w Polsce świadek koronny może brylować jako celebryta i śmiać się w twarz wszystkim, których oczernia.

Polityka 5.2017 (3096) z dnia 31.01.2017; Społeczeństwo; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak hasa pan Masa"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jaka jest granica między normalnością a chorobą psychiczną?

Norma psychiczna – czy to w ogóle możliwe, by ją ustalić.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną