Miejsko-wiejska wojna o decybele

Rozmowy przy ucinaniu liny
Jak wrażliwość na dźwięk wywołany zjeżdżaniem na linie podzieliła wieś na lepszych i gorszych.
Adam Świt przy hałaśliwej zabawce
Dawid Markysz/Edytor.net

Adam Świt przy hałaśliwej zabawce

Aspiracją emerytowanych państwa Baniów i Świtów było wyprowadzić się z bloku w mieście, osiąść z dala od zgiełku i delektować się odgłosami natury. Długo objeżdżali plenery śląskie w poszukiwaniu odpowiedniej scenerii, zanim trafili do wsi Rachowice. Zdawała się idealna, zarówno pod względem flory, jak i decybeli. Mieszkało się bajecznie do czasu, aż pod oknami ich domów zawisła zabawka zwana tyrolką. To znaczy lina, rozpięta na dwóch słupach różnej wysokości, z siedziskiem do zjeżdżania.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną