Nie wszyscy ginekolodzy chcą wypisywać środki antykoncepcyjne

Lekarze sumienia
Sumienie coraz częściej nie pozwala lekarzom przepisywać antykoncepcji. Również w prywatnych, wielkomiejskich przychodniach.
W kraju wojujących sumień coraz częściej wybawieniem okazuje się lekarz dentysta czy wręcz weterynarz.
Be&W, Leszek Zych, montaż MK

W kraju wojujących sumień coraz częściej wybawieniem okazuje się lekarz dentysta czy wręcz weterynarz.

Efekt uboczny poruszenia sumień jest taki, że kruszy się porozumienie pomiędzy ginekologami a ich pacjentkami.
Mirosław Gryń/Polityka

Efekt uboczny poruszenia sumień jest taki, że kruszy się porozumienie pomiędzy ginekologami a ich pacjentkami.

audio

AudioPolityka Agata Szczerbiak - Lekarze sumienia

Pani W. jest od lat pacjentką sieci eleganckich przychodni L. Duże korporacje wykupują tam swoim pracownikom ubezpieczenia. W. prosi o receptę na NuvaRing, krążek antykoncepcyjny. I słyszy od lekarza: antykoncepcja powoduje zgony, a doktor nie będzie przyczyniał się do śmierci pani W. Okazuje się, że lekarz, pan Sz., w czasie rekolekcji charyzmatycznych w Słupsku spotkał Jezusa, który pomógł mu przejrzeć na oczy.

Trzy miesiące wcześniej. Stolica. Modna wśród kobiet prywatna przychodnia B. Na internetowym profilu placówki pojawia się informacja: pacjentko, jeśli chcesz uzyskać receptę na antykoncepcję, upewnij się, czy lekarz nie korzysta z klauzuli sumienia, która nie pozwala mu przepisywać takich środków.

Zgodnie z prawem klauzuli sumienia nie można rozszerzać na przepisywanie recept na środki antykoncepcyjne – tu wyboru etycznego dokonuje sam pacjent, jednak przychodnia stosuje interpretację rozszerzoną. Czemu nie, skoro wszyscy lekarze w Polsce tak robią?

Kolejny przypadek. Znów Warszawa. W mediach właśnie pojawiła się informacja, że ministerstwo wstrzymuje możliwość zakupu bez recepty środków awaryjnej antykoncepcji ellaOne. Choć rozporządzenie jeszcze nie weszło w życie, pacjentka zostaje z apteki odprawiona z kwitkiem. Zaufana lekarka w państwowej przychodni, do której cudem udało się dostać dzięki uprzejmości kobiet w kolejce, przeprasza, ale nie może wypisać recepty – ktoś się dopatrzy w papierach i lekarka będzie miała kłopoty. Jest jednak człowiekiem. Nie zostawi kobiety w krytycznej sytuacji. Coś się jej nie zgadza, więc gdzieś tam dzwoni, dopytuje, i w końcu informuje pacjentkę, że ellaOne jeszcze jest w sprzedaży bez recepty. Każe sprawdzić w innych aptekach. W jednej mają i są skłonni sprzedać. Minęło kilka dodatkowych godzin, istotnych dla działania medykamentu.

Bo to szkodliwe

Gdy w 2014 r. pod „Deklaracją wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej” podpisało się 3,2 tys. lekarzy różnych specjalizacji, byli wśród nich nie tylko ginekolodzy. Również dentyści, pediatrzy, interniści, chirurdzy, psycholodzy, studenci medycyny. Od tego zaczęła się w Polsce kontrrewolucja sumiennych. Lista z ginekologami, którzy w państwowej i prywatnej praktyce stosują klauzulę sumienia (co pozwala odmawiać przeprowadzania aborcji), do dziś nie powstała, za to jak zaraza szerzy się antykocepcjofobia. Kolejni lekarze, kompletnie nie licząc się z medyczną wiedzą, nie przejmując się wynikami badań, prowadzonych nad działaniem leków, w stylu zdumiewająco patriarchalnym, czasem wręcz przemocowym, realizują własny światopogląd.

Niechętnie przepisują środki antykoncepcyjne nawet wtedy, kiedy stosowane są w terapiach niekoniecznie związanych z zachodzeniem w ciążę. Np. PCOS, czyli zespołu policystycznych jajników. Justyna poszła do lekarza pierwszego kontaktu i poprosiła o receptę; sprawa była pilna, zgubiła leki, a odstęp pomiędzy dawkami musi być zachowany. Pani doktor zamilkła i już się nie odezwała, patrząc na Justynę jak na dziwo. – Siedziałam na krześle i patrzyłam na nią, a ona patrzyła na mnie. I nic – opowiada Justyna. – W końcu wyszłam. Pojechałam do swojej ginekolog i weszłam do niej między pacjentami. Powiedziała, że nie może mi wydać recepty, bo nie byłam zapisana na wizytę. Dostałam próbkę od producenta. Nie te leki, które brałam, ani takie o podobnym składzie. Lepiej te niż żadne.

Najgorzej jest poza dużymi miastami. Ania mieszka w miejscowości na Podkarpaciu. Ponieważ jej ginekolog z NFZ tego dnia nie przyjmował, poszła do innej pani doktor z NFZ. Usłyszała: antykoncepcja hormonalna, jedna z najbardziej popularnych metod zapobiegania ciąży, stosowana przez 30 proc. Polek, której cena w ciągu ostatnich 6 lat wzrosła ze względu na popularność o ponad 100 proc., jest nieskuteczna – i ona jej nigdy nie przepisze. Bez pogłębionego wywiadu medycznego i bez badań doktor z góry uznała, że przyjmowanie przez Anię antykoncepcji jest szkodliwe.

Teoretycznie „nie, bo nie” w gabinecie lekarskim nie ma prawa paść – ale pada. Kiedy lekarz nie chce się wprost powołać na klauzulę sumienia – a nie chce, bo wtedy musiałby sporządzić adnotację w dokumentacji medycznej, co pociąga za sobą wypełnienie innych zawartych w klauzuli sumienia zapisów – mówi: szkodliwe. I co mi zrobisz? – Jeśli sytuacja jest jasna i pacjent wie, że lekarz powołuje się na klauzulę sumienia, ale udziela rzetelnej informacji, to nie jest najgorzej – mówi Monika Gąsiorowska, adwokatka specjalizująca się m.in. w prawach prokreacyjnych. – Jednak w praktyce lekarze w pierwszej kolejności grzeszą nieudzielaniem informacji, wymawianiem się pod różnymi pretekstami, a w efekcie blokują dostęp do różnych świadczeń.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj