Prof. Leder o dawnej mentalności Polaków

Inna duma
Prof. Andrzej Leder o tym, dlaczego warto opowiedzieć na nowo historię społeczną Polaków.
Prof. Andrzej Leder
Tadeusz Późniak/Polityka

Prof. Andrzej Leder

„Lud przechował wizję tego, co przystoi „pańskiej stronie”; brutalność, arogancję, rywalizację o to, „kto godniejszy”. Dzisiejsza klasa średnia nosi tę lekcję w kościach”.
Polona

„Lud przechował wizję tego, co przystoi „pańskiej stronie”; brutalność, arogancję, rywalizację o to, „kto godniejszy”. Dzisiejsza klasa średnia nosi tę lekcję w kościach”.

„Ludzie będący w stanie skrajnej zależności rozwijają cały wachlarz strategii, by to poczucie zależności zmniejszyć”.
EAST NEWS

„Ludzie będący w stanie skrajnej zależności rozwijają cały wachlarz strategii, by to poczucie zależności zmniejszyć”.

„Opis relacji folwarcznej w dzisiejszej Polsce dotyczy nie tyle domniemanej, dawnej klasy „pańskiej”, co sposobu organizowania hierarchii przez dzisiejszych silnych z dzisiejszymi słabymi”.
FoKa/Forum

„Opis relacji folwarcznej w dzisiejszej Polsce dotyczy nie tyle domniemanej, dawnej klasy „pańskiej”, co sposobu organizowania hierarchii przez dzisiejszych silnych z dzisiejszymi słabymi”.

Ewa Wilk: – Niejednokrotnie mówił pan ostatnio, że potrzebujemy opowieści o „zapoznanej, nieprawdopodobnej historii 150-letniej emancypacji polskiego społeczeństwa”. Jak pan to rozumie?
Andrzej Leder: – Rzecz w opowiedzeniu autentycznej historii większości Polaków, czyli historii emancypacji od stanu poddaństwa, niewolnictwa do nowoczesnego społeczeństwa mieszczańskiego. Pańszczyznę zniesiono w zaborze austriackim w 1848 r., w rosyjskim – w 1864 r. Czyli ogromna część polskiego społeczeństwa uzyskała status wolnego człowieka dopiero w połowie XIX w. W ciągu następnych pięciu, sześciu pokoleń dokonał się olbrzymi awans społeczny. Najpierw było to osadzanie się w podmiotowości indywidualnego istnienia, gospodarowania, w odpowiedzialności rodzinnej, wiejskiej, wspólnotowej. Potem, na przełomie XIX i XX w. – etap tworzenia się masowych, ludowych podmiotów politycznych. Następnie, w czasie powstawania niepodległego państwa polskiego, rozegrał się konflikt dotyczący reformy rolnej, blokowanej przez klasy wywodzące się z ziemiaństwa. Następnie mamy lata 30. – okres, gdy konflikty społeczne przybrały oblicze nacjonalistycznej nagonki na mniejszości narodowe. I wreszcie to, co nazywam prześnioną rewolucją, czyli najazd Niemiec hitlerowskich i sowieckiej Rosji. Wymordowanie żydowskiego mieszczaństwa, zniszczenie polskiego ziemiaństwa i unicestwienie dominacji kulturowej tej klasy, wejście w miejsce tych dwóch grup społecznych ludzi zupełnie nowych, najczęściej chłopskiego pochodzenia, przeprowadzenie reformy rolnej, wymuszona industrializacja i urbanizacja – wszystko to sprawiło, że mogło powstać nowe mieszczaństwo polskie, a ogromna grupa ludzi weszła w obszar zarezerwowany dla dotychczasowych elit. W 1956 r. sytuacja społeczna Polski ustabilizowała się, ugruntowała w tym właśnie stanie.

Opiszmy stan mentalny, psychiczny pierwszego pokolenia uwolnionego z pańszczyzny. Mam wrażenie, że więcej wiemy o Afroamerykanach wychodzących z niewolnictwa niż o nich.
Rzeczywiście obraz literacki jest skromny, a najwcześniejsze badania pochodzą z międzywojnia. Istnieją pamiętniki osób pamiętających pańszczyznę, ale pisali je ci, którzy w ogóle posiedli umiejętność pisania – wąska, szczególna grupa ludzi. Porównanie z Afroamerykanami narzuca się choćby poprzez zbieżność dat. I rzeczywiście, bardzo ciekawe są wyniki badań, w których porównywano szkielety niewolników z amerykańskich plantacji i chłopów z ówczesnych terenów polskich. Stan fizyczny niewolników amerykańskich był lepszy. Choroby, brak opieki zdrowotnej, złe wyżywienie – to wszystko okazało się bardziej niszczące w dawnej Rzeczpospolitej niż tam, gdzie niewolnictwo było otwarcie praktykowane.

Osobnym obszarem badań jest pewien rodzaj psychiki niewolniczej. Ludzie będący w stanie skrajnej zależności rozwijają cały wachlarz strategii, by to poczucie zależności zmniejszyć. Atoli taka sytuacja kształtuje sposób myślenia, w którym wszelkie relacje społeczne postrzega się jako hierarchiczne. Nie jest on nastawiony na realizację celów, na wspólne działanie, ale na ustalanie pozycji w hierarchii. Jeśli ma się słabszą, to cała aktywność w relacjach społecznych jest nastawiona na chronienie się. Jeśli dominującą, to na podtrzymywanie tej dominacji. Kiedy obserwuje się praktyki społeczne w Polsce, wyraźnie widać tego typu motywy. Nadal trudno np. ludziom w naszym kraju pracować w usługach. Tego typu zajęcie kojarzone jest ze służbą, z byciem zależnym i upokorzonym. Jeśli chodzi o stosunek pracodawców czy średniej kadry zarządzającej do podwładnych, to symboliczna stała się tu historia kasjerek z Biedronki siedzących w pampersach. Takie historie wyjaśniają, dlaczego do polskich menedżerów pracujących na Zachodzie przylgnął przydomek bulterierów – jako określenie sposobu zarządzania ludźmi. To są wszystko cechy, które wiązałbym ze spadkiem po długotrwałej formacji, jaką była gospodarka folwarczna.

Przetrwała ona w wyobraźni potomków ludu. Starannie zachowały się w niej: stosunek do zwierzchności, strach, urażona duma, upokorzenie i chęć odwetu. Lud przechował też wizję tego, co przystoi „pańskiej stronie”; brutalność, arogancję, rywalizację o to, „kto godniejszy”. Dzisiejsza klasa średnia nosi tę lekcję w kościach i na wzór owych wyobrażonych figur, żywcem z dzieł Sienkiewicza, a może raczej Kitowicza, organizuje sobie relacje z innymi ludźmi.

Opis relacji folwarcznej w dzisiejszej Polsce dotyczy więc nie tyle domniemanej, dawnej klasy „pańskiej”, co sposobu organizowania hierarchii przez dzisiejszych silnych z dzisiejszymi słabymi. Niezależnie od tego, że i jedni, i drudzy w ogromnej większości wywodzą się z warstw ludowych.

A pozytywne skutki uzyskania tego ludzkiego statusu? Z czego moglibyśmy być dumni?
Cechą tej emancypacyjnej historii jest nieprawdopodobne przemieszanie elementów strasznych, często zawstydzających, z momentami, w których trzeba było podejmować decyzje, brać za siebie odpowiedzialność, z których można być dumnym. Okres 1939–56. Wpierw straszny czas Zagłady. Przejęcie przez etnicznych Polaków wielkiej części majątku żydowskiego. Ale bez tego w środkowej, południowej, wschodniej Polsce nie narodziłoby się nowe mieszczaństwo i drobnomieszczaństwo. Tak tworzyła się nowa polska klasa średnia.

Zapełnianie pustej przestrzeni po prześnionej rewolucji odbywało się nie tylko poprzez wchodzenie w mienie pożydowskie. Dzieci chłopskie szły do miast, kształciły się, zdobywały nowe zawody.
Ogromne skupiska ludzi uciekających z przeludnionej wsi, huty produkujące stal na czołgi Stalina, dramatyczne warunki… Słowem, wymuszona industrializacja. W ten sposób ukonstytuowali się robotnicy, którzy potem wywalczyli Solidarność. Uzmysłowienie sobie tej genealogii, tego przemieszania i niejednoznaczności, jest dla samoświadomości dzisiejszej klasy średniej bardzo ważne. Oczywiście zniesienie kultury przedłużonego średniowiecza, czyli kultury ziemiaństwa – elit urzędniczych, inteligenckich i wojskowych, które z ziemiaństwa się wywodziły – otworzyło przestrzeń awansu. Lata 50. i 60., pomimo wszystkich strasznych momentów, przyniosły upowszechnienie edukacji, służby zdrowia, również na wsi. Jednocześnie otworzyła się brama dla ogromnej grupy ludzi, którzy wcześniej byli kompletnie odcięci od uczestnictwa we władzy – choćby aparacie urzędniczym średniego szczebla. Przy czym nie oddzielałbym tego od wejścia w przestrzeń pożydowską. Fundamentem nowożytnych społeczeństw jest mieszczaństwo. Do 1939 r. mieszczaństwo w Polsce w wielkiej części było etnicznie, religijnie, kulturowo „inne”. Najczęściej żydowskie, częściowo niemieckie. Wejście etnicznie polskiego społeczeństwa, tkwiącego w świecie agrarnym, w nowożytność, było więc praktycznie niemożliwe. Po Zagładzie – niezależnie od całego zła, jakim ona była – chcąc nie chcąc, musiało zagospodarować przestrzeń, która się nazywa światem nowoczesnego mieszczaństwa. Nowa klasa społeczna zajęła taką pozycję, jakiej we wcześniejszej Polsce nigdy nie miała i nie mogła mieć.

Ale w PRL władza nie proklamowała budowy żadnej klasy średniej ani mieszczaństwa, dopuszczała istnienie tzw. inteligencji pracującej. To nie była jednorodna grupa?
Z jednej strony trwałe miejsce zajmowała inteligencja laicka, owszem lewicowa, ale w najmniejszym stopniu niepodzielająca ideałów gwałtownie rewolucyjnych, tylko zerkająca na ten typ lewicowości, który istniał w Europie Zachodniej. Z drugiej strony rozwijała się inteligencja katolicka, konserwatywna, która już w latach 60. zaczęła – z pomocą Kościoła – zajmować coraz większy obszar wspólnotowej wyobraźni. I wreszcie istniał nurt nacjonalistyczny, silnie obecny w Kościele, ale paradoksalnie znalazł swoje miejsce również w partii i doszedł do głosu w 1968 r. Skądinąd lata 60. to początki kultury masowej w Polsce – telewizji, radia promującego muzykę młodzieżową, zjawisk kontrkulturowych. Korzystając z wzajemnego szachowania się coraz słabszej ideowo ortodoksji partyjnej i rosnącego w siłę, ale ciągle ograniczanego, konserwatywnego Kościoła, nowa kultura masowa usadowiła się w tej szczelinie wolności jako rodzaj kultury liberalnej klasy średniej. Oczywiście nie było to jeszcze mieszczaństwo w sensie kapitalistycznym. Istotną rolę odgrywał paternalistyczny charakter autokratycznego reżimu. Gospodarka była zorganizowana w ogromnym stopniu w formie folwarków industrialnych, czyli wielkich zakładów przemysłowych, mających w danym miejscu monopol na pracę i w ogóle na wszystko, co czyniło życie znośnym. Zakłady pracy zapewniały usługi socjalne – przedszkola, żłobki, często lepiej zaopatrzone sklepy przyzakładowe. Władza dyrektorów, sekretarzy, rezydentów Służby Bezpieczeństwa była ogromna, natomiast zwykli pracownicy byli wyzuci z podmiotowości. Ale na swój sposób bezpieczni.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną