Społeczeństwo

Usługa z posługą

Judyta: oblubienica duchownych

Kościół – mawia Iluminat – zamartwia się internetem, albowiem nie da się ocenzurować go jak biblijnych tomów. Kościół – mawia Iluminat – zamartwia się internetem, albowiem nie da się ocenzurować go jak biblijnych tomów. Dev Carr / Getty Images
Judyta od lat prowadzi na Śląsku erotyczne atelier. Jej specjalność – osoby duchowne. Dała się namówić na zwierzenia.
Czasem Fortunat zamawia Judytę do Krakowa na – jak się wyraża – wizytację.Gregorydean/PantherMedia Czasem Fortunat zamawia Judytę do Krakowa na – jak się wyraża – wizytację.

Atelier nie przypomina barokowych przybytków rozpusty z pufami obitymi aksamitem. Normalny duży pokój, na środku sofa nadgryziona przez koty. Za przepierzeniem dwie wnęki intymne i aneks kuchenny z dochodzącym na wolnym ogniu rosołem. Zaś w spiżarce półeczki w stylu przedszkolnej szatni. Duchowni trzymają na nich swoje akcesoria adekwatne do potrzeb. Jak w domu kapcie.

Dzisiejsze małżeństwa nie trwają tak długo, jak Judyty zażyłe stosunki z księżmi. Od 27 lat pełni na Śląsku odpłatną erotyczną posługę BDSM, czyli oschłej pani w łóżku. Ulubienica księży, rekomendowana jeden drugiemu jako kulturalna, dyskretna, higieniczna. Judyta to branżowe imię. Oznacza, że już niemłoda, a jednocześnie wyniosła. Miała szczęście do klientów, bo uczynili z niej niegłupią. Wymieni tych najbliższych.

Fortunat od chłosty

Najwierniejszy spośród wiernych. Krakowski zakonnik zapoznany 18 lat temu przez ogłoszenie w gazecie „Peep Show”. Przychodzi z plecaczkiem. Brunet atrakcyjny na swój sposób. Garniturowe spodnie w kancik, okularki w inteligenckiej oprawce z metalu. Dłonie kościste, lecz miękkie w dotyku. Sprawia wrażenie – jak by to ująć – dopranego. Długo nie wiedziała, że kapłan. Nie pasowało jej, iż korzysta w konwersacji z tylu łacińskich słów. Zagadnęła, a on przytaknął, pokazując na dowód zdjęcie w portfelu. Rozczulił ją ten fakt. – Ty jesteś dla mnie takim samym człowiekiem jak i ja.

Erotyczną preferencją Fortunata jest płacić za swoją panią. Najchętniej pocztą. W rubryce Tytuł przelewu dziękuje Sz.P. Judycie, że potrafi odpowiednio traktować takie nic jak on. Podnieca go sama czynność płacenia. W usługodawstwie to się nazywa money slave. Tłumacząc z angielska, finansowe niewolnictwo.

Już w seminarium nie miał nic przeciwko skrajnemu posłuszeństwu. Opowiada, że celebrował poniżenie. Najbardziej utkwiła mu w pamięci ekstaza, którą miał zaszczyt przeżyć po pewnej kolacji. Otóż przełożeni, z myślą o zwierzętach, nakazali wysypać niezjedzony chleb do karmników i pod drzewa. Następnie – w ramach lekcji pokory – zarządzili nocną zbiórkę resztek ponownie do wiaderka. Ustawili cały pierwszy rocznik w rządek. Alumni mieli przyklękać i jeść ręką. Do dna. Smakowało jak mieszanina mąki, trawy i ziemi. Przełożeni zapewniali, że od tego wszystko zależy, a zdyskwalifikowani wrócą na swoje wioski do zawiedzionych matek. Fortunat jadł, martwiąc się, czy dobrze wypadł. Nazajutrz odbywało się coetus educatiorum – coroczne zebranie, podczas którego przeorzy wrzucali do dzbana czarno-białe kulki. Białe – na tak za kandydatem.

Przez pięć seminaryjnych lat nie dostał żadnej czarnej kulki. Chwalony za myślenie o sobie jak o pyłku. Pilnowany za dnia, by nie zacieśniał kontaktów z kolegami, zaś po godzinie 21, zwanej sacrum silesianum, milczący. Każda indywidualna konwersacja to pokusa.

Czasem Fortunat zamawia Judytę do Krakowa na – jak się wyraża – wizytację. W umówiony dzień melduje się we wskazanym hotelu, by szantażować go esemesowo. To taka ich gra. Ona: – Kundlu, tu twoja królowa, potrzebuję pieniędzy. On: – Teraz nie mam. (Odpowiada tak, by ją niby rozdrażnić). Ona: – To idź ukradnij. On: – Dobrze, proszę królowej, pożyczę od kolegi. Ona: – Nie tłumacz się, tylko dawaj. Po czym on puka do pokoju, niosąc w zębach kopertę. Ona przelicza i każe przed sobą klękać. Na tym polega ta zabawa.

Trwa – jak wspomniała – 18 lat. On w międzyczasie dosłużył się najdostojniejszych stanowisk w zakonie.

Iluminat od herezji

Kulturalny przez duże K. Potrafi zadzwonić z trasy, że ma kwadrans opóźnienia. Jeździ bardzo drogim autem na dziewięć osób. Razem z Iluminatem wlewa się do pokoju jakby aromat nadpalonego kadzidła. Entuzjasta zestawu elektrostymulującego. Wolnomyśliciel o otwartym umyśle i kolekcjoner nowinek, które przynosi na pendrivie. Już po wszystkim zalegają na narożniku, oglądając filmy o paranormalnej tematyce. On opiera stopy na dostawionym krześle i chrupie słone paluszki.

Kościół – mawia Iluminat – zamartwia się internetem, albowiem nie da się ocenzurować go jak biblijnych tomów. Tak Judyta dowiedziała się o istnieniu zakazanej Księgi Henocha. Opowiada, że aniołom płci męskiej spodobały się ludzkie kobiety i poczęły z nimi dzieci. A były one nieprzeciętnie wysokie, niewygodne dla Pana Boga. Wciągnęła się też w amerykański serial „Starożytni kosmici”, których istnienie potwierdzają w filmie naukowo.

Czy jest w Polsce prostytutka po dwóch klasach technikum, która wie o Stewardzie Swierdlowie, ekspercie w dziedzinie kontroli umysłu? Swierdlow, potomek sowieckiego przywódcy, oficjalnie mówi na wizji, że sterują nami globalne elity. W tym watykańska, podgrzewająca w umysłach strach przed Chrystusem mającym powtórnie zejść na Ziemię. Niech znajdzie się prostytutka, która podyskutuje z Judytą o czakrach korony, zatykanych w momencie chrztu.

Iluminat, chrupiąc paluszki, wspomina czasem o swym krytycznym zdaniu na temat formacji, która dała mu finansowy komfort, a ten z kolei pozwala mu dziś odpoczywać przy Judycie. Ale co za mękę musiał przejść, studiując w hermetycznej wspólnocie stu idealistów, gdzie cała doba kręciła się wokół pięciu sfrustrowanych przełożonych? Bo bycie wychowawcą kleryków to w kościelnej nomenklaturze żaden prestiż. Posługa niewdzięczna.

Testosteron gotował się między facetami jak u Judyty rosół. Mający władzę pacyfikowali charaktery, wpierw je diagnozując. Alumni sfeminizowani, delikatni z natury, dostawali za karę pielenie przykościelnych alejek, skubanie kur na niedzielę, obieranie ziemniaków, prasowanie sutann w kostkę. Twardziele – za jakiego ma się Iluminat – odśnieżali przed rezurekcją drogi do kościołów traktorem z pługiem. Albo kopali groby pod właśnie umarłych księży. Przed śniadaniem, na głodno.

Mimo to Iluminat wytrwał w tej atmosferze i doczekał święceń. Nie narzeka.

Domator od iluzji

Ojciec Katecheta. Dzwoni z pytaniami w stylu pantoflarza zwracającego się do żony: – Judyś, jestem w sklepie, kupić jałowcową czy suchą krakowską? – Weź obie. – Tak myślałem. Ona dopytuje, za ile będzie, czy już nastawiać ziemniaki?

Od sześciu lat dwa razy w tygodniu bawią się w dom. Zwykł przychodzić wieczorową porą, jakby wracał z pracy. Dla świeckich klientów z miasta atelier już zamknięte. On targa siaty ze spożywką i już w progu pyta, co na kolację. Lubi zjeść coś na ciepło. Utytułowany. Każe się zwracać do siebie Ojcze Katecheto.

Więc na wstępie rozmawiają przy gorącym posiłku. Ostatnio o kruchości życia. Bo już umierają Judycie najwierniejsi klienci. Dopiero co odszedł na zawał pan adwokat. Za nim zabrał się niespodziewanie szanowany deratyzator gryzoni, osierocając żonę i dwóch nastoletnich synów.

Po posiłku on wstaje od stołu, przeciąga się i głaszcze cztery koty, które – można tak powiedzieć – udomowiają atmosferę. Ciekawskie. Siedzą w sypialni u wezgłowia niemal nieruchomo i patrzą. On wymaga, by ona miała na sobie stylonowy fartuch, włosy musowo na wałki, przyciężkie okulary, papucie. Ośmielają go kobiety brzydkie, w okolicznościach kuchennych. Wyłącznie przy zgaszonym świetle.

Coraz częściej zmęczony. Zaległszy na tapczanie, obrusza się na rządzących tym światem. Twierdzi, że rozpylają coś w powietrzu (może brom?) po to, by mężczyzn uzależnić od suplementów diety. Judyta wówczas strofuje go, że się zapuścił. Waży 130 kg.

On źle sypia. W godzinach nocnych wertuje Sennik babuni. (Prezent od Iluminata, rekomendowany jako bardzo wiarygodny). Amant – strzeż się podtekstów; arcybiskup – czeka cię przyjemność; biblia – życie surowe; bielizna – dowiesz się nowin; damski trzewik – strapienie; drzewo ścięte – stracone nadzieje; herbatę pić – niedomaganie.

Lub zabiera ją na zakupy do czynnego 24 h Tesco. Ona wychodzi w zmierzonym ciuchu zza zasłonki, a on mówi (nieadekwatnie głośno, jakby chciał być słyszany): – Żonko, bardzo ci do twarzy. Czasem robi niby-awanturę, że zbyt obcisła spódnica.

Kilka razy opłacił też wczasy w Turcji. Niby – rodzinne, bo z zaistniałych niespodziewanie przyczyn musiała zabrać najmłodszą córeczkę. Ekscytował się rolą ojca. Kiedy córka zachłysnęła się wodą w basenie, mdlał teatralnie z przerażenia i cały czas w karetce trzymał ją za rączkę. Judyta w tym czasie drzemała w hotelu podpita.

Wychodzi rano do szkoły na pierwszą lekcję katechezy, całując ją czule: moja furtianko boczna. Ostatnio zabrał do Douglasa, żeby wybrała sobie perfumy. Świętowali przejęcie probostwa w parafii.

Kapucynek od konkluzji

Niesprecyzowany. Przyszedł z polecenia. Jeszcze dzieciaczyna, bez własnego auta, po lubelskim seminarium. Wstydliwy względem kobiet. Nazywa go Kapucynkiem. Judyta uspokaja jego niewyrobione sumienie: Bóg obdarzył nas wolną wolą, a jednak miał tupet podsuwać twarde instrukcje w dziesięciu punktach. Chociaż mógł nazwać to „propozycje”.

Opowiadając o Kapucynku, Judyta przytacza przypowieści o sobie. Jedna z nich: był 1993 r., trzy z czterech córek już przyszły na ten świat, a konkubent górnik na pomostowym w związku z restrukturyzacją. Z ostatniej garści mąki ugotowała dzieciom kluski lane, okrasiła maggi, powiedziała: koniec, nie mogę sobie na to pozwolić. I poszła (notabene z podbitym okiem) pod adres na wizytówce, którą na wszelki wypadek wcisnęła jej kopalniana znajoma w tej samej sytuacji.

W cztery dni zarobiła pięciokrotność średniej krajowej. Nawet konkubent docenił ten fakt i było dobrze między nimi przez dwa lata. W tym czasie powiła ostatnią dziewczynkę, on odszedł, a ona otworzyła własne atelier i wpadła w pracoholizm. Nastała totalna hossa, restrukturyzowani górnicy dostawali natenczas olbrzymie wyprawki.

Pocieszają się z Kapucynkiem wzajemnie. Bóg – powiada on – na pewno wie, że nie jest złą kobietą. Widocznie w tym życiu miała być… słowo „prostytutka” nie chce mu przejść przez gardło.

Dlaczego lgną do niej klienci tak renomowani? Uwiodła ich ciepłym posiłkiem w cenie czy matczyną troską? Bo pośród licznych wspomnianych już zalet ma Judyta – mimo że kobieta z niższych sfer – fenomenalną pamięć do lekarstw i wie, których ze sobą nie łączyć. A ponieważ z duchownymi starzeją się wspólnie, do każdego podchodzi indywidualnie. Taka Sercanka jestem – żartuje Judyta.

***

PS W dowód swej wiarygodności Judyta pokazuje przechowywane w telefonie fotografie duchownych wraz z obfitą korespondencją z nimi. Przydomki zmieniono na podobieństwo oryginału.

Polityka 17/18.2017 (3108) z dnia 25.04.2017; Społeczeństwo; s. 48
Oryginalny tytuł tekstu: "Usługa z posługą"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Krótkoterminowi turyści wysiedlają mieszkańców miast

Krótkoterminowy turysta już wysiedlił mieszkańców krakowskiej starówki. Teraz masowo rezerwuje Warszawę.

Edyta Gietka
29.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną