Społeczeństwo

Nie ma sprawy

Kim jest Daniel Obajtek, nowy prezes PKN Orlen?

Daniel Obajtek Daniel Obajtek Rafał Guz / PAP
Daniel Obajtek, wójt Pcimia, który robi zawrotną karierę w państwie PiS, nie będzie sądzony.
Wiosną tego roku Daniel Obajtek został prezesem giełdowej państwowej spółki Energa SA.Łukasz Dejnarowicz/Forum Wiosną tego roku Daniel Obajtek został prezesem giełdowej państwowej spółki Energa SA.

Artykuł ukazał się w POLITYCE w lipcu 2017 r.

Prokuratura wycofała jego sprawę z sądu. Skoro prezes Kaczyński, premier Szydło, wicepremier Gowin mówią, że jest niewinny – to tak musi być.

Prezes PiS już w 2011 r. nie mógł się nachwalić Daniela Obajtka. „Będziemy rządzić Polską jak Obajtek Pcimiem” – mówił wówczas, w kampanii parlamentarnej. Chętnie wykorzystywał ukuty wtedy zwrot „Daniel – Wszystko Mogę – Obajtek”, zestawiając go z „Donald – Nic Nie Mogę – Tusk”. Wójt Pcimia z entuzjazmem brał udział w kampanijnej grze (by wspomnieć przywiezienie na konferencję Jarosława Kaczyńskiego folii dla producenta papryki, który skarżył się premierowi Tuskowi, czy malowanie z Beatą Szydło ścian w pcimskiej szkole, w koszulkach z napisem „damy radę”).

Nim wystartowała kampania wyborcza w 2015 r., do Obajtka weszło CBŚ. 15 kwietnia 2013 r. zatrzymano go m.in. pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej w wysokości 50 tys. zł. Prokuratura wystąpiła o areszt, sąd nakazał jednak wypuścić wójta.

Po wygranych przez PiS wyborach wójt awansował. Gdy został prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, jego sprawa była już w sądzie. Minister rolnictwa kwitował, że o sprawie wie, ale „nie ma wątpliwości, że nie utrudni ona pracy prezesowi, bo ten w świetle prawa jest osobą niewinną”. Jarosław Gowin, były minister sprawiedliwości w rządzie PO i PSL, nawet bez zaglądania w akta sprawy deklarował, że „Obajtkowi postawiono zarzuty kompletnie wyssane z palca, to postać wybitna, a działania prokuratury wobec niego są równie kompromitujące jak atak na Romana Kluskę”.

Akt oskarżenia Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim skierowała do sądu w Sieradzu w październiku 2013 r. Są w nim nazwiska 8 osób, między innymi Daniela Obajtka. Główną postacią jest Maciej C. z Działdowa. Zdaniem prokuratury przemocą i groźbami wymuszał zwroty wierzytelności – rzeczywistych, jak i pozornych, a pomagali mu właściciele potężnych, łysych karków, obwieszeni złotymi łańcuchami. Próbka działalności: w 2003 r. w celu wymuszenia 1 tys. zł ludzie Macieja C. zakuli człowieka w kajdanki, wsadzili do poloneza i wywieźli, bili, grozili mu bronią, przybyłej na miejsce jego matce grozili, że go zastrzelą, aż im zapłaciła. Innemu, też dla tysiąca złotych, przywiązali linkę do nogi, a następnie podtapiali wielokrotnie, wrzucając do rzeki (uratowali go policjanci). Dodatkowo Maciej C. zmuszał ludzi do odpracowywania ciągle narastających, rzekomych długów. Zmuszał ludzi do zakładania firm i wyłudzania towarów.

Przetarg nie wyszedł

Jeden z zarzutów postawionych Maciejowi C. dotyczy przekrętów na służącym do produkcji PCV granulacie. Wspólnikiem oszustwa miał być właśnie Daniel Obajtek. Od niego zresztą wszystko miało się zacząć. Był kierownikiem zakładu Elektroplast w Stróży. Zdaniem śledczych wspólnie z niejakim Markiem N. Maciej C. miał kupować kradziony granulat od kierownika innego zakładu – z Bydgoszczy, następnie sprzedawać go zakładom Elektroplast, przy okazji fałszując ilość materiału i przywłaszczając pieniądze. Prokuratura wyliczyła straty Elektroplastu na ponad 1 mln zł.

Ów proceder opisano, opierając się na zeznaniach m.in. Mariusza F., który przyznał się do winy. On poznał Macieja C. z Danielem Obajtkiem. Po wymianie telefonów miało dojść do kolejnych spotkań. Maciej C. postanowił przejąć interes granulatowy, jaki robił Mariusz F. z Obajtkiem – poprzez Marka N., który miał się wszystkim zajmować. Syn Marka N. Artur początkowo miał tylko założyć na siebie firmę, przez którą przechodził granulat dla Elektroplastu (a także fikcyjne faktury), ale gdy ojciec nagle zniknął, Maciej C. wtajemniczył Artura we wszystko.

W prokuraturze ten zeznał o miejscach spotkań, rozliczeniach, także obszernie o udziale Daniela Obajtka. Opowiedział, że po wpłynięciu pieniędzy na konto firmy następnego dnia wiózł pieniądze Obajtkowi. Według zeznań jedynie co 3.–4. transakcja znajdowała odzwierciedlenie w rzeczywistości. Interes się skończył, bo wiosną 2004 r. firma w Bydgoszczy, z której „bokiem” wychodził granulat, została zamknięta. Artur N. zeznał, że Obajtek nie był z tego zadowolony, gdyż, jak miał powiedzieć, „uciekają mu pieniądze”.

W trakcie śledztwa wyszedł wątek korupcyjny. Okazało się – i przyznawał to również sam Obajtek – że w 2010 r., sześć lat po zamknięciu procederu z granulatem, Maciej C. skontaktował się z nim ponownie. Doszło do spotkania. C. chciał „wejść” w inwestycje gminne. Wójt powiedział o planowanej dużej inwestycji związanej z siecią wodno-kanalizacyjną. Spotkań było więcej. Według zeznań jednego z oskarżonych Maciej C. kazał mu wręczyć wójtowi kopertę z 50 tys. zł.

Firma wystawiona przez Macieja C. odpadła jednak w przetargu. Ze złożonych zeznań wynika, że C. winił za to swojego podwładnego i na niego nałożył obowiązek zwrócenia „wyłożonych 50 tys. zł”. Ale pretensje miał też do wójta. Na początku wiosny 2011 r. do Obajtka przyjechało dwóch ludzi C. Wywołali go z domu, kazali wsiadać do samochodu i przez 1,5 godziny wozili po okolicy, zastraszając go i sugerując, żeby ustawił im inne przetargi. Sam Obajtek potwierdza, że takie zdarzenie miało miejsce, zeznał też, że następnego dnia po tym incydencie zadzwonił do Macieja C., grożąc, że następnym razem powiadomi policję.

Prokuratura w akcie oskarżenia zwraca uwagę, że spośród wszystkich zainteresowanych udziałem w przetargu wójt spotykał się tylko z Maciejem C. i jego ludźmi. Na dodatek widywali się w restauracjach, a nie w urzędzie. Już same te okoliczności potwierdzają – pisała prokuratura – że podejrzany Daniel Obajtek podejmował działania faworyzujące Macieja C. Dla prokuratury to wszystko układało się w całość.

Ustawa zmienia ustawę

Podobnie sprawa Obajtka ułożyła się w całość politykom PiS. Oni jednak dostrzegli inne zależności. Po zatrzymaniu wójta, w maju 2013 r., zwołano posiedzenie pisowskiego Parlamentarnego Zespołu ds. Obrony Demokratycznego Państwa Prawa. Na sali zjawili się wszyscy najważniejsi politycy tej partii. Obajtek opowiedział posłom, jak o 6 rano przyjechało CBŚ, jak dostał silnego ataku nerwowego, znalazł się w szpitalu, gdzie odbyło się posiedzenie aresztanckie, oraz że sąd nakazał go wypuścić z racji szczupłości dowodów. Jarosław Kaczyński powiedział wówczas o nadużyciach wymiaru sprawiedliwości, wskazując, że „przypadek Obajtka jest szczególnie drastyczny, bo dotyczy bardzo dobrego samorządowca, który nie popełnił żadnego przestępstwa”. I że jest to prześladowanie człowieka, który szkodzi politycznie rządzącej wówczas PO. Wtórowała mu Beata Szydło, w tamtym czasie szefowa PiS w regionie, w którym Obajtek był wójtem.

Próby rozpoczęcia procesu, odczytania aktu oskarżenia trwały trzy lata. Nie udawało się zebrać wszystkich oskarżonych. W międzyczasie oskarżeni – w tym główny Maciej C. – zawarli ugody z pokrzywdzonym Elektroplastem. Maciej C. za działania prowadzone wspólnie z Danielem Obajtkiem (który nie przyznaje się do winy) zobowiązał się zapłacić oszukanej firmie ponad 172 tys. zł tytułem naprawienia szkody.

Prokuratura złożyła więc do sądu wnioski o dobrowolne poddanie karze przez oskarżonych. Sąd się zgodził, ale wówczas zaprotestował eurodeputowany Janusz Wojciechowski z PiS; wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, że to skandal, że takie interesy robi się z groźnymi przestępcami. Prokurator generalny wniósł kasację do Sądu Najwyższego, który stwierdził, że niedopuszczalne jest, aby po wniesieniu aktu oskarżenia występować z wnioskami o samoukaranie. Wszyscy oskarżeni znowu mieli zasiąść na jednej ławie.

11 lutego 2016 r. obrońca Obajtka, wówczas już prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, złożył w sądzie wniosek o umorzenie postępowania ze względu na „oczywistą niewiarygodność dowodów, na jakich oparto oskarżenie”. Sąd się nie zgodził. Jak wyjaśniał Jacek Klęk, rzecznik Sądu Okręgowego w Sieradzu, „sąd uznał, że takiej oceny nie można dokonać bez przesłuchania osób, których wiarygodność wnioskodawca kwestionuje”. W marcu 2016 r. Prokuratura Apelacyjna w Łodzi odebrała sprawę prokuraturze z Ostrowa Wielkopolskiego i dała do Piotrkowa Trybunalskiego. Na piątek 16 września 2016 r. w Sądzie Okręgowym w Sieradzu wyznaczono kolejną rozprawę, licząc, że wreszcie uda się odczytać akt oskarżenia. Dzień wcześniej Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie zdecydowała jednak o konieczności uzupełnienia akt nowymi dowodami i wystąpiła o wycofanie sprawy z sądu.

Pozwoliła na to pisowska Ustawa z 10 czerwca 2016 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego, ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Jej pkt 5. mówi o tym, że jeżeli nawet w już toczących się sprawach ujawniły się istotne okoliczności, konieczność poszukiwania dowodów lub przeprowadzenia innych czynności, sąd na wniosek prokuratora przekazuje mu sprawę w celu uzupełnienia dochodzenia lub śledztwa. W tym wypadku prokuratura uznała, że chce jeszcze uzupełnić materiał dowodowy w zakresie m.in. „ustalenia obowiązków i uprawnień Daniela Obajtka w okresie zatrudnienia w Elektroplaście”, „zasad obiegu dokumentów”, a także „rozważenia powołania biegłego z zakresu rachunkowości, ekonomiki przedsiębiorstwa oraz technologii PCV na okoliczność ustalenia, czy brak dostarczenia do spółki Elektroplast w latach 2003–2004 surowca w ilości 551 ton umożliwiał tej spółce produkcję (…)”.

Taki piękny bohater

Gdy wiosną tego roku Daniel Obajtek został prezesem giełdowej państwowej spółki Energa SA, wrócił temat jego sprawy karnej. Od kandydata na takie stanowisko wymaga się złożenia oświadczenia, że nie toczy się wobec niego postępowanie karne lub karnoskarbowe, zatem – wywodzili posłowie – kandydatura Obajtka nie powinna być w ogóle rozpatrywana. Minister energii Krzysztof Tchórzewski odpisał, że ścisła interpretacja cytowanego oświadczenia wskazuje wprost, że chodzi tylko o postępowania, które mogą skutkować ograniczeniem lub zakazem zajmowania stanowisk w organach spółek prawa handlowego. A wobec Obajtka takie się nie toczą.

W połowie lutego śledztwo z wątkiem Obajtka przejęła z Piotrkowa Prokuratura Krajowa, podległa bezpośrednio Zbigniewowi Ziobrze. Sprawa trafiła do małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Właśnie umorzono wątki dotyczące Daniela Obajtka. Powody nie są znane, prokuratura odmówiła POLITYCE udostępnienia akt, jak i uzasadnienia decyzji. Z fragmentu, jaki opublikował portal wPolityce.pl, wynika, że zdaniem Prokuratury Krajowej „materiał dowodowy nie dostarczył podstaw do wniesienia aktu oskarżenia”.

Daniel Obajtek uważa, że cała sprawa od początku jest polityczna. – W momencie, kiedy pojawiłem się w obecności prezesa Kaczyńskiego, zaczął się potworny atak na mnie, na moją rodzinę, na urząd. Miałem u siebie 18 kontroli – mówi. – Od momentu, kiedy prezes Kaczyński wyszedł ze mną na konferencję prasową, broniąc mojej niewinności, pan prokurator musiał zrobić wszystko, żeby mi na siłę udowodnić, że byłem winny. Zostałem tym niesamowicie skrzywdzony i ten koszmar trwał praktycznie 4 lata. Uważam, że sprawa jest skończona.

Poza tym, jak mówi, dzięki całej tej sprawie uodpornił się, cały czas walczył, pracował i starał się myśleć tylko o ważnych sprawach, planować, patrzeć do przodu. Dodaje, że to ważny kapitał, jaki może wnieść w zarządzanie tak ważną spółką jak Energa. Co stara się robić najlepiej jak potrafi.

Polityka 28.2017 (3118) z dnia 11.07.2017; Społeczeństwo; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie ma sprawy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną