Festiwal w Kostrzynie z polityką w tle

Woodstock w czasach atmosfery wzajemnego zrozumienia
Wyglądało to tak jak zawsze, gdy postmetale, postpunki, posthipisi i inne postsubkultury zbierają się w większe grupy: browar, radosne klepanie się po plecach, czasem kojąca woń marihuany. Tylko skala niesamowita.
Na miejscu było młodo, tłumnie i do bólu swojsko.
Leszek Zych/Polityka

Na miejscu było młodo, tłumnie i do bólu swojsko.

Wjazd od strony A2 do Kostrzyna był zablokowany: kierowcy i pasażerowie w koszulkach z nazwami zespołów wychodzili z aut i wzajemnie się dopytywali, ile im tam stania jeszcze GPS pokazuje. Rejestracje mieli z całej Polski: od Podlasia po Wielkopolskę. Ktoś głośno puszczał muzykę: kopalny rock typu dziary, włochate klaty i ye-yeah. Trzeba było zawrócić i pojechać dookoła: przez lubuską wieś, cichą, spokojną i wariacko zieloną: słowiański, sielski żywioł wlazł tu w poniemieckie domy. Prom przez Wartę niby stał, ale jego obsługa łowiła ryby i nie zamierzała się ruszać.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj