Proces o konia Karmela oddanego do rzeźni

Darowanemu nie darowali
Krótka historia o koniu Karmelu, który dwa razy trafiał do rzeźni, i o tym, że trzeba uważać, co się pisze na Facebooku, żeby samemu nie pójść pod nóż – przysłowiowy.
Koń Karmel
Archiwum prywatne

Koń Karmel

Wpis na Facebooku, zważywszy na okoliczności, był naprawdę lakoniczny. „Właścicielka lecznicy kilka lat temu oddała do rzeźni adoptowanego przez siebie konia, a niedawno jej pracownica zabiła psa…”. Pisała Magda, lekarka, internistka podstawowej opieki zdrowotnej. Lat 33, samotna. Słowa padły, bo Magda wciąż nie może się pogodzić ze śmiercią konia Karmela. Parę lat wcześniej wykupiła to zwierzę z rzeźni. Sądziła, że oddaje w dobre ręce Barbary, właścicielki wspomnianej lecznicy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj