Jaki los czeka Polską szkołę po deformie

Trudna lekcja
Już w pierwszych dniach września widać, że wprowadzana na siłę reforma szkolna razi brakiem rozsądku, szacunku dla dzieci i rodziców. Oraz niegospodarnością, która szczególnie odbije się na samorządach.
W wielu szkołach dzieci rozpoczną naukę przy wtórze pił i wiertarek.
Jacek Szydłowski/Forum

W wielu szkołach dzieci rozpoczną naukę przy wtórze pił i wiertarek.

Nauczyciele będą objeżdżać szkoły, by uzbierać etat.
blazeofglory/PantherMedia

Nauczyciele będą objeżdżać szkoły, by uzbierać etat.

audio

AudioPolityka Joanna Cieśla - Trudna lekcja

W szkołach i samorządach przeczołganych deformą nowy rok zaczyna się z zadyszką. I ze złością – na myśl o tym, co można by zrobić za pieniądze włożone w wymuszone przez nowe prawo zmiany. Według zamysłu minister edukacji Anny Zalewskiej od początku roku szkolnego gimnazja stopniowo kończą działalność. Ewentualnie mogą funkcjonować połączone z podstawówkami lub liceami. W praktyce – i w miastach, i w gminach – runęła cała organizacyjno-szkolna konstrukcja. A do odstrzału – lub rozciągniętego w czasie uschnięcia – wystawiono przy okazji nie tylko gimnazja, ale i podstawówki lub licea.

Perspektywa zmian i w miastach, i na wsiach, budziła sprzeciw. Obawy i walkę rodziców już opisywaliśmy w art. „Bunt szkół” (POLITYKA 4). O ile rząd i sejmowa większość zignorowały głos obywateli domagających się referendum w sprawie zmian w edukacji, o tyle wielu samorządowców starało się postulaty mieszkańców uwzględnić. Ale tam, gdzie choć trochę to się udało, trudno mówić o satysfakcji i nadziei u progu nowego roku szkolnego. W tych rozgrywkach zwycięzcy zyskują mniej, niż tracą przegrani.

Zachodniopomorskie Bullerbyn

W Barwicach w Zachodniopomorskiem pierwotny pomysł władz był taki: podstawówkę z odległej o siedem kilometrów wsi Piaski przeniesie się do budynku zajmowanego przez wygaszane gimnazjum i liceum. Budynek postawili na początku lat 2000., w odpowiedzi na reformę wprowadzającą gimnazja. Kosztował 13 mln zł, jest nowoczesny i zadbany. Ale w ludzi w Piaskach jakby grom uderzył. – Część dzieci drugi raz w życiu będzie zmieniać podstawówkę – alarmowała Michalina Górniak, matka ucznia. Bo kilka lat wcześniej, w poszukiwaniu oszczędności, zamknięto szkołę w niedalekim Krosinie, i większość rodziców przeniosła wtedy dzieci do Piasków. No i nie pasowało im, że maluchy teraz miałyby się uczyć w jednym budynku z licealistami. Podobno nie o to w tej reformie chodziło. Wzywali lokalne media, pisali petycje, zapraszali burmistrza i radnych. Radni siadali w ławkach, żeby sprawdzić, czy pomieszczą się w nich starsze dzieci. Stanęło na tym, że podstawówka w Piaskach zostaje, za to nowoczesny budynek w Barwicach będzie pustoszał. Nauczycieli na razie udało się nie zwolnić, ale biolodzy, chemicy i fizycy będą objeżdżać cztery szkoły, by uzbierać etat. O wyposażaniu pracowni, kupowaniu pomocy naukowych nie ma mowy. Z MEN nie przyszły na to żadne pieniądze. Na przedłużanie istniejących podstawówek do ośmiu klas ekstrafunduszy nie ma.

Najtrudniej jest właśnie w małych gminach, z „uratowanymi” wiejskimi szkołami. Przez sąsiednią gminę Grzmiąca też przeszły rodzicielskie protesty, ale w końcu wójt dogadał się z mieszkańcami i z kadrą. Wygaszane gimnazjum miało się połączyć z jedną podstawówką, a dwie z trzech pozostałych wójt chciał podzielić: w jednej umieścić zerówkę i klasy od pierwszej do trzeciej, w drugiej – od czwartej do ósmej. Kurator się nie zgodził. – I teraz w jednej szkole, w Mieszałkach, która ma siedem oddziałów, mam 49 dzieci. Klasy pierwsza i druga są 4-osobowe – opowiada wójt Tadeusz Hajkowicz. – A w drugiej szkole, w Iwinie, na 60 dzieci i osiem oddziałów (siedem klas i zerówka) przypada sześć sal lekcyjnych. Klasy będą więc łączone – w jednej sali czwarta i piąta, szósta i siódma. A na stronie szkoły w Iwinie pojawił się smutny apel: „Stoi przed nami trudne zadanie rozbudowania szkoły o dodatkową klasopracownię. Część potrzebnych funduszy zaczęła pozyskiwać Rada Rodziców. Zwracamy się z prośbą do Państwa, abyście i Wy zechcieli wesprzeć finansowo nasze działania”.

Cieszyńska pętla czasu

Z budynku cieszyńskiego Gimnazjum nr 3 z Oddziałami Integracyjnymi banner z hasłem: „Nie likwidujcie naszego gimnazjum” znikł na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. – Zostały nam drugie i trzecie klasy gimnazjum, dwie pierwsze klasy podstawówki, jedna czwarta i jedna siódma – wylicza dyrektor Danuta Łabaj i przyznaje, że to twór trochę dziwaczny. Wraz z rodzicami w poprzednim roku szkolnym protestując, osiągnęli tyle, że władze miasta odstąpiły od pomysłu połączenia ich wielkiej szkoły, w budynku XIX-wiecznych koszar austriackich, z jakąś inną. Przekształcają ją w Szkołę Podstawową nr 5, którą była dawniej, przed wprowadzeniem gimnazjów. W weekendy działa tu prywatne liceum dla dorosłych, a to, ocenia dyrektorka, duża pomoc. – Dzięki prowadzeniu świetlicy środowiskowej jesteśmy częściowo przygotowani na pracę z małymi dziećmi, a z pieniędzy zarobionych przez prywatne liceum mogliśmy zorganizować szatnię i zastępczą salę gimnastyczną dla uczniów klas pierwszych – mówi. Teraz na parterze będą sale dla pierwszaków. Producenci mebli nie zdążyli z realizacją zamówień, na trzy dni przed początkiem roku dojechały stoliki, krzesła i pomoce dydaktyczne dla pierwszych klas, ale jeszcze nie ma szaf. Pani przyjmująca zamówienie na szatnię od razu zastrzegła: „Termin realizacji – połowa września”. W szkole pocieszają się, że wrzesień powinien być w miarę ciepły.

Z subwencji dla gimnazjów przekształcających się w podstawówki wyremontowano łazienki, obniżono umywalki i wstawiono małe sanitariaty. W toalecie dla chłopców trzeba było na nowo montować zdjęte wcześniej małe pisuary. Zrządzenie losu uchroniło załogę od zwolnień; dwie nauczycielki są na urlopach macierzyńskich, jedna na długotrwałym L4, ktoś łata etat godzinami rewalidacyjnymi, ktoś znalazł uzupełnienie w podstawówce. Ale dyrektor nie ma złudzeń, że w przyszłym roku też uda się wszystkich ocalić. Na 4 września, początek roku szkolnego, gdy ZNP zapowiedział manifestację w Warszawie, w Cieszynie też zaplanowali happening. Wspólne czytanie książek usuniętych z listy lektur, z inicjatywy organizacji i ludzi zaangażowanych społecznie.

Lądecka improwizacja

Rodzice gimnazjalistów z Lądka-Zdroju w poprzednich miesiącach też pisali petycje do władz miasta. Mimo to dzieci rozpoczną naukę przy wtórze pił i wiertarek. I nie chodzi o pomieszczenia lekcyjne ani łazienki: dawna stołówka i świetlica aktualnie przerabiane są na dom dziennego pobytu dla osób starszych.

W poprzednich latach rodzice i nauczyciele sami, pod kierunkiem dyrektora, z wykształcenia nauczyciela WF, z pasji – budowlańca, zrobili renowację gmachu postawionego w 1961 r. – typowej trzykondygnacyjnej tysiąclatki. Samorząd opłacił nową barwną elewację i dach. Zespół szkoły, wraz z rodzicami, uporządkował zaniedbany teren wokół gimnazjum. Odnowiono sale lekcyjne, gabinety, korytarze, wymieniono instalację elektryczną, zamontowano lampy. Urządzili nawet salę kinową z fotelami obitymi zielonym pluszem. Za materiały budowlane płaciła szkoła, dodatkowo załatwili sponsorów, środki z programów norweskich. Koszty robocizny wyliczyli na 100 tys. zł. Zrobiliby może i więcej, ale na wieść o pisowskich planach zmian zaczęli hamować.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną