Dość marnowania żywności!

Czas trzasnąć talerzem
Cel jest jasno określony: do końca 2030 r. ograniczyć marnowanie żywności o połowę. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych tak postanowiło, Parlament Europejski przyklepał, Polska jest zobowiązana. Trzeba brać się do roboty.
Polacy coraz liczniej chcą kupować lokalnie, jeść sezonowo i żyć, jak najmniej marnując.
doroshin/PantherMedia

Polacy coraz liczniej chcą kupować lokalnie, jeść sezonowo i żyć, jak najmniej marnując.

Tylko 31 proc. Polaków deklaruje, że w ogóle wyrzuca przeterminowaną żywność.
David Seed/Getty Images

Tylko 31 proc. Polaków deklaruje, że w ogóle wyrzuca przeterminowaną żywność.

W oficjalnych statystykach jesteśmy na piątym miejscu wśród marnotrawców w Europie.
Tim Platt/Getty Images

W oficjalnych statystykach jesteśmy na piątym miejscu wśród marnotrawców w Europie.

audio

AudioPolityka Marta Sapała - Czas trzasnąć talerzem

Jeszcze kilka lat wstecz tematu praktycznie nie było. Ignorowaliśmy go, zajęci wchodzeniem na kolejne poziomy konsumpcyjnego wtajemniczenia. Starsze pokolenie, pamiętające wojnę, całowało chleb, który upadł na ziemię i za nic nie chciało go wyrzucać do śmieci, ale młodsze patrzyło na te gesty pobłażliwie.

Teraz okazuje się, że marnowanie żywności to potężny kłopot i wyzwanie jednocześnie. Zdaniem naukowców skupionych wokół multidyscyplinarnego projektu Drawdown zmniejszenie skali spożywczej nonszalancji na świecie jest jednym z trzech najbardziej skutecznych działań, które mogą powstrzymać, a nawet odwrócić proces zmian klimatycznych na Ziemi. Coraz więcej Europejczyków zauważa też, że marnotrawstwo jest zwyczajnie niemoralne. Choć na naszej planecie produkuje się dość jedzenia, by z zapasem nakarmić wszystkich jej mieszkańców, miliony ludzi głodują. Żywność, którą świat co roku wysyła na wysypiska (wg danych FAO: aż 1,3 mld ton), byłaby w stanie niemal dwukrotnie zaspokoić ich potrzeby.

W Brukseli debatuje się więc nad przyszłością daty ważności (do końca roku mają zapaść ustalenia na ten temat). Kolejne państwa liberalizują prawo dotyczące sprzedaży przeterminowanych produktów – Dania zezwala na ich sprzedaż, o ile są odpowiednio oznaczone, w całej Unii nie wolno już nabijać terminu przydatności do spożycia na wino, ocet, cukier, sól i niektóre wypieki. Powstają restauracje karmiące daniami przyrządzonymi z odrzuconych produktów, sieci handlowe wprowadzają do sprzedaży „brzydkie warzywa”, a internetowi i telewizyjni kreatorzy naszych kulinarnych gustów poddają transformacji definicję „resztki”, proponując dania z chrząstek, obierek i warzywnych łodyg.

Coś się zmienia i w świadomości Polaków. Powoli zauważają, że model życia oparty na nieustannym, bezrefleksyjnym wchłanianiu nie prowadzi w dobrym kierunku. Coraz liczniej chcą kupować lokalnie, jeść sezonowo i żyć, jak najmniej marnując. Biorą sprawy w swoje ręce. Nie ma kompostowników? Załóżmy swoje i zaprośmy sąsiadów. Sklep wyrzuca żywność, która wciąż może być zjedzona? Namówmy go, żeby się nią podzielił. Powstają internetowe aplikacje, przez które można się wymieniać posiłkami, w całym kraju jest już 20 Jadłodzielni, czyli stacjonarnych punktów, w których każdy może zostawić żywność, której już nie zje, a przy okazji się poczęstować. Działa oddolny system redystrybucji nadwyżkowej świątecznej żywności: wolontariusze odbierają ją z prywatnych domów i zawożą do jadłodajni. Albo – jak jakiś czas temu w jednej z poznańskich podstawówek – stawiają na szkolnym parapecie karton z napisem „Na kanapki”. Niech je zje ktoś, kto tego dnia przyszedł do szkoły bez drugiego śniadania.

Ile w koszu

Krystyna prawie niczego nie marnuje. Ma 57 lat, dwie dorosłe córki, które choć rozjechały się po Polsce, czasem odwiedzają ją w Raciborzu. Razem z mężem wydają na żywność 530 zł miesięcznie – czyli bardzo mało. Krystyna gotuje codziennie oprócz poniedziałków, gdy dojadają to, co przyrządziła w niedzielę. W tym miesiącu do śmieci trafiły: garstka zgliwiałego twarogu, pół słoika skwaśniałego kompotu, trzy zestawy włoszczyzny odciśnięte z całego warzywnego aromatu, pół małego kubka śmietany. Mniej niż kilogram jedzenia. Mniej niż 10 zł strat. Mniej niż 0,01 proc. tego, co Krystyna z mężem wydają na jedzenie.

Gdy podobne zapiski zaczynają prowadzić Agnieszka i Jakub z Łodzi, 40-latkowie, rodzice 7-letniego Piotrka, okazuje się, że we trójkę marnują miesięcznie ponad 7 kg żywności o wartości ok. 50 zł. Praktycznie codziennie wrzucają coś do kosza. Ćwiartkę selera, resztkę chleba. Resztki z obiadów to już prawie zawsze. Z pewnością są bliżej polskiej średniej.

Zdaniem dr Eriki Van Herpen z holenderskiego Uniwersytetu Wageningen jedynie notowanie wszystkiego, co się wyrzuca, pozwala uczciwie ocenić problem. Odpowiadając na pytania ankieterów, ludzie zwykle zaniżają wynik przynajmniej o połowę. Wyrzucanie jedzenia okazuje się czynnością zaskakująco intymną, a ludzka pamięć wymazuje to, co dla niej niewygodne. Do tego racjonalna część mózgu chętnie służy pomocą. Czy wyrzucenie wygotowanych warzyw to marnotrawstwo? Zdaniem Agnieszki i Jakuba – nie. Zdaniem eksperckiej platformy FUSIONS, zajmującej się szacowaniem skali marnowania żywności w Unii, na pewno tak. To ciągle dobra żywność. Można zrobić z niej farsz albo wegański pasztet.

Dlatego też polskie badania, takie jak robione przez firmę badawczą Kantar Millward Brown na zlecenie Polskiej Federacji Banków Żywności, z pewnością są niedoszacowane. Prowadzi się je najprostszą metodą: ankieter pośród wielu innych pytań zadaje to o jedzeniu w śmieciach. Tylko 31 proc. Polaków deklaruje, że w ogóle wyrzuca. A w końcu nawet Krystyna, przedstawicielka najgospodarniejszej grupy Polek i Polaków, od czasu do czasu przerzuca coś z lodówki do kosza na śmieci.

Statystyczna dezinformacja

W oficjalnych statystykach jesteśmy na piątym miejscu wśród marnotrawców w Europie. Rocznie na polskich śmietnikach ma lądować ponad 9 mln ton żywności, to daje niespełna 250 kg na głowę. Statystyka ta ma kilka źródeł. Głównym z nich jest znajdujący się w Luksemburgu Europejski Urząd Statystyczny, potocznie zwany Eurostatem. I choć Urząd zajmuje się szacowaniem ilości odpadów generowanych na terenie Unii, sam przyznaje, że w mnogości śmieciowych grup, które są poddawane statystycznemu monitoringowi, nie ma takiej, która by bezpośrednio odpowiadała kategorii food waste. Dlatego też – jak zaznacza rzeczniczka Eurostatu Tiny Vandewiele – urząd „nie rekomenduje tworzenia oświadczeń na temat rozmiarów zjawiska marnowania żywności na podstawie danych Eurostatu”. Jednak robi to także z bezsilności wynikającej z braku danych dobrej jakości. – W Wielkiej Brytanii o tego typu szacunkach mówimy guessestimates – dodaje Dominika Jarosz z brytyjskiej organizacji społecznej Feedback, która bada temat marnowania żywności na całym świecie. – W gruncie rzeczy takie zestawienia przynoszą więcej szkody niż pożytku. Szkodzą, bo zaciemniają obraz, pozwalają wymigać się od prawdy. To tak, jakby próbować oceniać zużycie prądu w domu, bazując nie na tym, co widać na liczniku, ale na deklaracjach sąsiadów.

Żywność trwoni się w Polsce na wszystkich etapach. Najwięcej – na samym starcie, podczas jej produkcji i na końcu, w domach. Nie najgorzej radzi sobie handel, oficjalnie odpowiadający tylko za kilka procent strat w całym łańcuchu.

Ostatnio uczciwie policzyć się spróbowała sieć Tesco. Wyszło 16 tys. 851 ton niesprzedanego jedzenia rocznie, 1 tys. 400 ton miesięcznie, 46 ton dziennie. Nie wszystko trafiło do kontenerów. Około 10 proc. zostało przekazane do banków żywności, 4 tony wziął producent karmy dla zwierząt. W sumie na marne poszło prawie 1,5 proc. całej spożywczej masy. Dla porównania w Wielkiej Brytanii tylko mniej niż pół procent towaru ląduje w kontenerach na odpadki.

Zdaniem Dominiki Jarosz wrześniowa akcja polskiego Tesco to bardzo dobry ruch, ale niewystarczający. Żeby poznać faktyczną skalę problemu, potrzeba podobnej odwagi ze strony wszystkich sieci. I nie tylko sieci. W Polsce jest 100 tys. małych sklepów. Konkurencja Tesco uparcie odmawia upubliczniania statystyk strat. Pytana o przyczyny, zasłania się okrągłymi formułkami. Małe sklepiki nawet nie próbują szacować.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną