Pseudonaukowe terminy w ustach „obrońców życia”

Słownik fałszywego języka
Ostatnio na portalach katolickich pojawiło się sformułowanie „życie dziecka, które może się począć”.
„Obrońcy życia” wzbogacają dziś swój arsenał pojęciami, które mają brzmieć bardziej medycznie, naukowo, choć z nauką mają niewiele wspólnego.
Mirosław Gryń/Polityka

„Obrońcy życia” wzbogacają dziś swój arsenał pojęciami, które mają brzmieć bardziej medycznie, naukowo, choć z nauką mają niewiele wspólnego.

Problem w tym, że słowo „kobieta” w słowniku pro-life pojawia się bardzo rzadko.
Mirosław Gryń/Polityka

Problem w tym, że słowo „kobieta” w słowniku pro-life pojawia się bardzo rzadko.

„Obrońcy życia” sięgnęli po brzmiący naukowo termin „antynidacja”. Nie ma go w podręcznikach medycyny ani Słowniku Języka Polskiego PWN.
Mirosław Gryń/Polityka

„Obrońcy życia” sięgnęli po brzmiący naukowo termin „antynidacja”. Nie ma go w podręcznikach medycyny ani Słowniku Języka Polskiego PWN.

Josh Willink/StockSnap.io

Język kształtuje rzeczywistość i poglądy. Środowiska prolajferskie dobrze o tym wiedzą. W pierwszych odsłonach sporu o aborcję w użyciu były: cywilizacja śmierci, holocaust nienarodzonych, mordowanie dzieci poczętych; i fałszywa opozycja, że skoro jedna strona jest za życiem, to druga, automatycznie, za zabijaniem. Te narzędzia nadal są w użyciu, ale ich emocjonalny potencjał trochę się wyczerpał. Dlatego „obrońcy życia” wzbogacają dziś swój arsenał pojęciami, które mają brzmieć bardziej medycznie, naukowo, choć z nauką mają niewiele wspólnego.

Aborcja eugeniczna. Według „obrońców życia” pojęcie to dotyczy możliwości przerwania ciąży z przesłanek embriopatologicznych, czyli z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Nazywają to „nieludzką i barbarzyńską” praktyką, która pozwala mordować bezbronne dzieci w łonach matek z powodu podejrzenia choroby. W istocie sformułowanie „aborcja eugeniczna” to zabieg retoryczny, rodzaj moralnego szantażu, który sprowadza się do skojarzenia przerywania ciąży z hitlerowskimi Niemcami, promowaniem czystości rasowej, za pomocą eksterminacji czy sterylizacji mniejszości etnicznych.

Terminacja ciąży w przypadku stwierdzenia nieuleczalnych wad płodu nie ma nic wspólnego z eugeniką. Eugenika to praktyka mająca na celu ulepszenie istniejących gatunków poprzez stwarzanie warunków ułatwiających reprodukcję jednostkom „wartościowym genetycznie” i powstrzymaniem mniej „wartościowych” od rozrodu – tłumaczy dr Natalia Jakacka z akcji Lekarze Kobietom. – Prędzej zakaz kazirodztwa można by nazwać praktyką eugeniczną, bo potomstwo osobników blisko spokrewnionych może być zagrożone chorobami genetycznymi. Płód, u którego stwierdza się wadę letalną, i tak nie przekaże swoich genów następnym pokoleniom.

Ten punkt ustawy pozwala kobiecie podjąć świadomą decyzję, czy urodzić dziecko z zespołem Downa czy Turnera, co oznacza rewolucję mającą wpływ na wszystkie aspekty jej życia. „Obrońcy życia” oczekują od kobiety, że nie tylko zrezygnuje ze swoich praw i bez względu na wszystko urodzi dziecko głęboko upośledzone. Chcą ją przekonać, że w istocie tego chce. Musi tylko „przygotować się na tę trudną, ale piękną chwilę”.

Ma także chcieć rodzić dzieci obarczone wadami letalnymi, potwornie zdeformowane, skazane na krótkie, ograniczone do cierpienia życie. Jak deklarował niedawno Jarosław Kaczyński, PiS będzie dążyć do tego, by „nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię”. Trudno o bardziej okrutne słowa i dobitniejsze stwierdzenie nieistotności kobiety. Zostaje potraktowana jak inkubator, „skafander na dziecko poczęte” – jak formułuje to jeden z podręczników do religii. Etyczka Judith Jarvis Thomson pisze, że skoro można od kobiety wymagać absolutnego poświęcenia, to w istocie odbiera się jej podmiotowość, bo przecież żadna osoba nie jest moralnie zobowiązana do bardzo poważnych ofiar dla podtrzymania życia innej osoby.

Sformułowanie „aborcja eugeniczna” ma pełnić funkcję odstraszającą i piętnującą wobec kobiet i lekarzy. O ile mogę zrozumieć piętnowanie aborcji jako zwykłego środka antykoncepcyjnego, o tyle w takich przypadkach trudno mi to zrozumieć. Dla kobiet takie decyzje i tak są trudne, obciążone ogromną traumą psychiczną. To po prostu nieludzkie – podsumowuje prof. Romuald Dębski, kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. W swojej 30-letniej praktyce spotkał się z wieloma takimi sytuacjami. Widział, jak na jego oddziale w cierpieniach umierał chłopczyk „uratowany” przed aborcją przez prof. Bogdana Chazana. Prof. Chazan wolał sobie tego widoku oszczędzić.

Moment poczęcia. Fraza „ochrona życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci” weszła na dobre do publicznej debaty, próbowano ją wpisać do konstytucji, a w zreformowanej szkole stała się częścią podstawy programowej wychowania do życia w rodzinie. Według „obrońców życia” w momencie połączenia się komórek męskiej i żeńskiej, jeszcze przed zagnieżdżeniem się zarodka w macicy, możemy mówić o dziecku poczętym. Jest to ich zdaniem niepodważalny, naukowy fakt. Problem w tym, że coś takiego jak „moment poczęcia” nie istnieje. To nie tak, że komórki się łączą i klik – powstaje poczęty homunkulus; osoba. Poczęcie, jeśli już chcemy trzymać się pojęcia, które wypiera lepiej znane medycynie zapłodnienie, to proces. Jeszcze kilkanaście godzin po połączeniu komórek geny ojca i matki funkcjonują niezależnie.

Ludzka zygota posiada dwa przedjądrza: męskie i żeńskie. Powstanie zygoty często wskazuje się jako pierwszy etap ontogenezy człowieka, ale nie ma ona jeszcze nowego, unikalnego materiału genetycznego właściwego dla nowej istoty – tłumaczy dr Jakacka.

Co więcej, w trakcie zapłodnienia może dochodzić do wielu komplikacji: chorób genetycznych, aberracji chromosomowych czy innych defektów, z racji których zygota nie ma potencjału rozwojowego. Nie musi wcale rozwinąć się w dorosłego człowieka. Około 30–40 proc. zarodków ulega spontanicznemu poronieniu. Zygota może także rozwinąć się nie w zarodek, ale nowotwór, taki jak kosmówczak. Jednak według środowiska pro-life te dwie połączone komórki są nie tylko potencjalną, ale jak najbardziej rzeczywistą osobą, która ma niezbywalne prawo do życia i „całkowite uznanie moralne”. Jak pisze cytowany na katolickich forach prof. Peter Fedor-Freybergh: „Szacunek dla nowego życia od samego poczęcia i uznanie dziecka za partnera w dialogu są bardzo ważne. Ten dialog rozpoczyna się w momencie poczęcia”. Dialog z czymś, co może przekształcić się w nowotwór trofoblastyczny? Dialog z kilkukomórkową zygotą, o której istnieniu kobieta nawet nie wie i być może nigdy się nie dowie? Szaleństwo; tylko że my w to szaleństwo brniemy. Jarosław Gowin słyszał już przecież płacz zamrożonych zarodków.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną