Jak na akcję #MeToo reagują mężczyźni?
Reakcje na akcję #MeToo były i są rozmaite.
freestocks.org/Unsplash

Reakcje na akcję #MeToo były i są rozmaite.

O ile reakcja #IhearYou ograniczała się do tych trzech, a w języku polskim dwóch słów, mających oznaczać wsparcie, o tyle użycie #ItWasMe wiązało się z bardziej obszernym wyznaniem. Przyznaniem, że dotykało się np. śpiącej obok partnerki lub usilnie próbowało pocałować koleżankę w liceum. Jeden z internautów pisał: „Przepraszam za wszystkie zachowania, po których poczułyście się źle. Przepraszam za niestosowne żarty i głupie komentarze nie na miejscu. Przepraszam, że nie reagowałem, gdy ktoś was molestował i obrażał. Nie wierzę, że choć jeden z nas jest bez winy”.

#ItWasMe to więc próba walki z konstatacją, że mnie ten problem nie dotyczy.

Zaakceptuj dyskomfort

Swoisty poradnik dla mężczyzn, którzy czują się skonfundowani na myśl o fali kobiecych wyznań, sporządził serwis CNN. W czternastu prostych punktach znalazło się miejsce dla haseł oczywistych, takich jak: „Reaguj. Zwracaj uwagę, kiedy inni okazują kobietom brak szacunku”, aż po takie, które wymagają wyjaśnienia. Bo niby dlaczego podczas spotkania towarzyskiego nie powiedzieć o córce znajomych, że jest „wspaniałą, młodą damą” i nie skomplementować jej fryzury czy sukienki? Ano dlatego, że w ten sposób wysyłamy komunikat, zarówno do niej, jak i być może do będących w pobliżu chłopców, że wygląd jest sprawą najważniejszą. Lepiej zapytać, jakimi zabawkami lubi się bawić lub jaki przedmiot w szkole jest jej ulubionym.

Ostatni, czternasty punkt z listy wydaje się kluczowy, mówi bowiem: zaakceptuj dyskomfort. Owszem, nie jest przyjemnie, jeśli w mediach, pracy czy w rozmowach ze znajomymi notorycznie słyszy się o seksizmie czy o tym, jak bardzo uprzywilejowani są heteroseksualni mężczyźni. I może prawdziwie „męską” postawą byłaby akceptacja tego dyskomfortu. Przyznanie się do tego, że to nam w życiu jest łatwiej.

Piotr Skwieciński, wicenaczelny tygodnika „wSieci”, potrzeby do odczuwania dyskomfortu nie widzi. W tekście opublikowanym na łamach portalu wpolityce.pl twierdzi, że akcja #metoo służy dwóm celom: podporządkowaniu się „brutalnej inżynierii społecznej” oraz „zastraszeniu wszystkich mężczyzn i wpędzeniu ich w poczucie winy”. Skwiecińskiemu przeszkadza, że akcja #metoo nie ogranicza się do piętnowania gwałtów sensu stricto, ale obejmuje „każdą mogącą być uznaną za nieakceptowaną, inicjowaną przez mężczyznę próbę kontaktu fizycznego”.

Dlatego chciałbym przytoczyć krótką historię, która nie wydarzyła się w Nibylandii, nie była wymyślona przez różne „grupy wpływu”, a miała miejsce wczoraj, 23 października, w pociągu relacji Łódź Fabryczna – Warszawa Wschodnia. Historię maksymalnie piętnastoletniej dziewczyny, która usiadła na jedynym wolnym w przedziale miejscu, tuż obok na oko pięćdziesięcioletniego faceta w skórzanej kurtce. Dziewczyny, która nie mogła przygotować się do lekcji rysunku, bo była non stop zagadywana. Na to nie reagował nikt. Ktoś zareagował dopiero wtedy, gdy mężczyzna zaczął się bawić warkoczem nastolatki.

Czy w tym błahym z pozoru przypadku też będziemy się zastanawiać: piętnować czy nie piętnować? Prowadzić dyskusję czy lepiej się odezwać? Udawać, że nic mnie to nie obchodzi, i wlepiać wzrok w gazetę? Odpowiedź wydaje się oczywista. Ale nadal nie jest, co tylko potwierdza, że potrzebujemy takich akcji jak #metoo.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną