Nastolatek ofiarą szkolnej strzelnicy i lokalnej polityki

Stalowa kula
Czy pisowscy notable ze Stalowej Woli poniosą odpowiedzialność za tragiczny wypadek ucznia na szkolnej strzelnicy?
Rafał stracił oko. W sumie na strzelnicy zostało poszkodowanych 70 uczniów!
Patryk Ogorzałek/Agencja Gazeta

Rafał stracił oko. W sumie na strzelnicy zostało poszkodowanych 70 uczniów!

Szkoła w Stalowej Woli. Okazuje się, że nie tylko strzelnica w jej piwnicach, ale i cały budynek powstał z naruszeniem prawa.
Patryk Ogorzałek/Agencja Gazeta

Szkoła w Stalowej Woli. Okazuje się, że nie tylko strzelnica w jej piwnicach, ale i cały budynek powstał z naruszeniem prawa.

Mataczenie, nakłanianie do fałszywych zeznań, prywatne spotkania prowadzących śledztwo z podejrzanymi, tajemnicze zawirowania wokół dowodu rzeczowego. Wszystko po to, by samorząd Stalowej Woli i dyrekcja szkoły uniknęły zarzutów.

Stalową Wolą rządzi PiS. I to prawie na 100 proc. Z tej partii jest prezydent Lucjusz Nadbereżny, którego osobiście zachwalał Jarosław Kaczyński, bo dofinansowuje wyjazdy lokalnych patriotów na marsze niepodległości do Warszawy, starosta powiatowy Janusz Zarzeczny i wszyscy radni miejscy z wyjątkiem dwóch. Nie przypadkiem to właśnie tu fetował przed dwoma tygodniami Święto Niepodległości prezydent RP Andrzej Duda, który prezydenta Stalowej Woli odznaczył za zasługi. Nic się w mieście zdarzyć nie może bez zgody PiS: wszystkie stanowiska, także w oświacie, rozdzielane są z partyjnego klucza. Normalka. To tu dyrektorka szkoły, słynna ostatnio na całą Polskę, prywatnie przyjaciółka mamy prezydenta Stalowej Woli, na portalu społecznościowym zachęcała do wstępowania do ONR. To w Stalowej Woli nominacje na stanowisko dyrektora szkoły radnej PiS Agaty Krzek ogłosił portal STW24, jedyne opozycyjne medium w mieście, na dzień przed upływem terminu składania ofert konkursowych. Po tygodniu radna dostała stanowisko. Portal ten jako pierwszy poinformował również o tym, co dzieje się wokół tragicznego wypadku na szkolnej strzelnicy. Inne lokalne media jakby nie widziały, że partyjna sitwa działa poza prawem. I sprawiedliwością.

Nie ten odłamek

Wypadek wydarzył się w maju zeszłego roku, na zajęciach zaliczających strzelanie, przedmiot obowiązkowy dla klasy sportowo-wojskowej, do której chodził Rafał. W wielu szkołach powstają takie klasy, są nawet o profilu narodowo-wojskowym. Raz, że dobrze się przypodobać nowej władzy, dwa, że na taki profil są przeznaczane dodatkowe pieniądze. Od września zaś MON realizuje program pilotażowy edukacji wojskowej w szkołach mundurowych. Na razie w 57 szkołach, które dostaną dodatkowe finansowanie z budżetu. Docelowo klasa wojskowa ma być w każdym powiecie. Podobnie zresztą jak strzelnica: Sejm uchwalił już odpowiednią nowelizację. Pieniądze na rewitalizację starych strzelnic i budowę nowych są zabezpieczone w budżecie MON. W Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Stalowej Woli strzelali jak zwykle czwórkami i nagle Rafał krzyknął, a z oka polała się krew. Kilkanaście godzin później chirurg usunął mu z oka odłamek metalu, który spowodował całkowitą utratę wzroku w lewym oku. Odłamek przez półtora roku leżał w policyjnym depozycie, pomijając krótką wycieczkę do biegłego. – Od początku coś mi nie pasowało, bo zrobiłam zdjęcie tego kawałeczka metalu zaraz po operacji syna w klinice w Lublinie – mówi matka Rafała. A potem, podczas przesłuchania, zobaczyła kawałek śruciny znacznie mniejszych rozmiarów. Różnicę wielkości potwierdziło badanie tomografii komputerowej, jakiemu poddano Rafała jeszcze przed zabiegiem. Wystąpiła zatem o dołączenie do śledztwa nagrania ze szpitalnej kamery. Okazało się, że nagranie jest uszkodzone, brakuje w nim właśnie tego fragmentu, w którym lekarze wyjmują odłamek z oka i go zabezpieczają. Lekarka operująca Rafała dziś, po tak długim czasie (zeznawała 16 listopada), nie jest w stanie jednoznacznie potwierdzić ani wykluczyć czy kawałek śrutu, który badał biegły specjalista balistyki, to ten sam odłamek, który wyjęła z lewego oka chłopca.

Prokurator Marek Grela z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, prowadzący obecnie śledztwo: – Na razie nie stwierdziliśmy, żeby ktoś zamienił dowód. Trwają badania. Wysłaliśmy odłamek ponownie do biegłego do analizy balistycznej.

Inni biegli mają sprawdzać, czy na odłamku, który jest w prokuraturze, są ślady DNA Rafała.

Mecenas Iwona Zielinko reprezentująca Rafała i jego rodziców mówi, że najprawdopodobniej w oko Rafała wbił się odprysk od ramki kulochwytu. – Wyszczerbienie w prawym górnym rogu jednego z kulochwytów jest widoczne na zdjęciu – dodaje. Kulochwyty – ale prawidłowe, z atestem, mają chronić strzelających, wyłapywać pociski. Te na szkolnej strzelnicy atestu nie miały. Były obudowane metalowymi ramkami, od których pociski mogły się odbijać. Dodatkowo okazały się zbyt małe i nienachylone pod kątem 45 stopni. Uczniowie zeznali, że nauczyciel Krzysztof Sz., instruktor strzelectwa, którego uczniowie nazywają Majorem z racji jego wojskowej przeszłości, kazał im przynosić z domu kawałki tektury ze starych opakowań i montować je za kulochwytami. Po wypadku mówili, że pewnie Rafał wyciął za małą tekturkę.

Zajęcia w strzelnicy zawieszono, a podczas wakacji za kulochwytami położono gumę. Sama strzelnica, w zaadaptowanej piwnicy (wcześniej była tam biblioteka) budynku stojącego obok szkoły, również nie miała atestu. Były w niej metalowe lampy i kaloryfery, od których również mogły się odbijać pociski. Po wypadku Rafała, w trakcie policyjnych oględzin pomieszczenia, stwierdzono na posadzce i parapetach okien liczne fragmenty śrutu, a na ścianach zarysowania pochodzące z rykoszetów.

W dodatku strzelnica działała bez regulaminu, który powinien podpisać prezydent Stalowej Woli. Dyrektor szkoły podczas przesłuchania twierdził, że obiekt, w którym strzelali uczniowie i gdzie doszło do wypadku, jest „salą do strzelectwa sportowego i nie stanowi strzelnicy w rozumieniu ustawy”. Mimo że wcześniej sam podpisał „Regulamin użytkowania strzelnicy pneumatycznej”.

A karabinki pneumatyczne szkoła kupiła na azjatyckim targowisku w Wólce Kosowskiej od Bułgara. Dokumenty po angielsku i deklaracja z nieczytelną pieczątką, że broń ma moc poniżej 17 dżuli. Po wypadku i zbadaniu karabinków przez policyjnych biegłych okazało się, że to nieprawda. Trzy na cztery (szkoła miała 12 sztuk, ale policjantom po zdarzeniu przekazano tylko 4) miały większą moc. A zatem były bronią, na którą wymagane jest zezwolenie. – Uczniowie strzelali też z kałasznikowów – mówi mecenas Iwona Zielinko. – Instruktor zabierał ich w ramach zajęć na poligon w Nisku i tam każdy próbował, jak trafia się w tarczę z kbk AK.

Kompres z papieru toaletowego

Rodzice Rafała początkowo nie zwrócili uwagi na to, że chociaż pogotowie wezwał uczeń, a mamę Rafała zawiadomiła koleżanka syna z klasy, w notatce służbowej sporządzonej przez młodszego aspiranta stalowowolskiej policji zapisano, że zrobił to nauczyciel Krzysztof S. Oraz że udzielił poszkodowanemu pomocy w postaci zimnego okładu. Tymczasem Major posłał jednego z uczniów do łazienki po papier toaletowy i tym papierem przykrył krwawiące oko Rafała. I to nie od razu. Najpierw, kiedy koledzy kładli Rafała na ławce, siedział na krześle i patrzył. Na strzelnicy nie było nawet apteczki. A gabinet szkolnej higienistki był już zamknięty.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną