Nie można zawstydzać matki karmiącej piersią. Sąd w Gdańsku wyznacza nowy kierunek
Skoro oczywiste wydaje się, że klienci restauracji nie będą za potrzebą odwiedzać najbliższych krzaków, spróbujmy zrozumieć, że tak samo jest z karmieniem.
Jak to możliwe, że w potocznym mniemaniu toaleta jest właściwym miejscem, aby jadło tam dziecko, karmione przez matkę?
Echo Grid/Unsplash

Jak to możliwe, że w potocznym mniemaniu toaleta jest właściwym miejscem, aby jadło tam dziecko, karmione przez matkę?

Nie można zawstydzać matki karmiącej piersią. Ani wymagać też od niej, aby karmiła w miejscu tak kuriozalnym jak restauracyjna ubikacja. Nie można też wyprosić karmiącej z restauracji, przerywając jej posiłek, tylko dlatego, że któryś z gości poczuje się urażony widokiem piersi. Taki wyrok wydał Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Sprawa była głośna. W jednej z sopockich restauracji matka chciała nakarmić niemowlę. Płakało, pierś by je uspokoiła. Rozpięła bluzkę. Dyskretnie – jak podkreśla. Wtedy podbiegł kelner, prosząc, aby „absolutnie nie robiła tego, co chce właśnie zrobić”, i wskazał toaletę jako miejsce najwłaściwsze do nakarmienia dziecka.

Ubikacja – symbol problemu

Ubikacja. To pomieszczenie mogłoby stać się symbolem owej sprawy – ale i symbolem całego problemu. Czy gdyby gościom, których uraził widok karmiącej, zaproponowano przeniesienie się z talerzami do WC, nie odebraliby tego jak zniewagę? Szykanę? Zdumiewającą gruboskórność, chęć dokuczenia im i poniżenia? Jak to więc możliwe, że w potocznym mniemaniu właśnie toaleta jest właściwym miejscem, aby jadło tam dziecko, karmione przez matkę?

A jednak kobiety nierzadko karmią dzieci właśnie w ubikacjach. W restauracjach, kinach, barach sąsiadujących z parkami, siadają na sedesach, balansując w czystszych lub brudniejszych pomieszczeniach tak, żeby rączki niemowląt nie dotykały ścian i żeby jakimś cudem utrzymać równowagę. I to jest sedno sprawy. Dyskomfort, jaki sprawiają tym kobietom spojrzenia postronnych ludzi, jest tak duży, że znoszą katusze. Karmienie piersią bez podparcia jest jak stanie na palcach jednej nogi w bucie na obcasach, a jednak niektóre matki, krańcowo zdesperowane, wolą coś takiego niż wygodne krzesło w restauracji. Jeśli choć jedna matka w Polsce wybierze toaletę jako miejsce karmienia, to znaczy, że kiepskie z nas społeczeństwo.

Wyrok, jaki właśnie zapadł przed gdańskim sądem, jest bardzo ważny, bo wyznacza kierunek. Ale jeszcze długa droga przed nami. Zmienić musi się podejście do karmienia piersią – od świadomości, że nasze spojrzenie może karmiącej przeszkadzać, więc powinniśmy być dyskretniejsi, po rozumienie, że uczucia jednych, na przykład anonimowych w tej sprawie gości restauracji, nie są ważniejsze niż uczucia i podstawowe prawa innych – matki do nakarmienia dziecka w spokoju, bez przerywania własnego posiłku i dziecka – do jedzenia. Głodne dziecko będzie płakać i takie jest jego prawo.

Prócz wrażliwości przydałoby się trochę dystansu. Do siebie jako gatunku. Świeże macierzyństwo czasem ma to do siebie, że chce się zademonstrować całemu światu. Cóż, tak się składa, że jesteśmy ssakami.

Ale potrzeba nam też sprawy tak banalnej i przyziemnej jak infrastruktura. Mamy XXI wiek. Skoro oczywiste wydaje się nam, że klienci restauracji nie będą za potrzebą odwiedzać najbliższych krzaków, że każda restauracja musi być wyposażona w toaletę, bo tego wymaga ludzka fizjologia – spróbujmy zrozumieć, że tak samo jest z karmieniem. Fotel, ustronne miejsce, może drzwi. Na pewno da się zrobić. Jeśli uzna się konieczność i niezbędność.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną