Całe życie z kredytem

Na plus z minusem
Ciągłe słuchanie o poprawie sytuacji w gospodarce, o spadku bezrobocia, o 500 plus, podwyżkach płac sprawiło, że coraz chętniej i łatwiej się zadłużamy. Przełom roku to prawdziwe żniwa dla firm pożyczkowych. Kolejne pokolenia zakładają sobie na szyję pętelkę. Dobrobyt na kredyt stał się narodowym sportem.
Tzw. złe zadłużenie, według danych Biura Informacji Kredytowej, ma już pół miliona ludzi w wieku 18–24 lat.
Getty/Polityka

Tzw. złe zadłużenie, według danych Biura Informacji Kredytowej, ma już pół miliona ludzi w wieku 18–24 lat.

30- i 40-latkowie – są zakopani w kredytach hipotecznych, które spłacać będą nawet do 75. roku życia.
Mirosław Gryń/Polityka

30- i 40-latkowie – są zakopani w kredytach hipotecznych, które spłacać będą nawet do 75. roku życia.

Nieporozumienia finansowe są jedną z głównych przyczyn rozwodów. Albo też braku rozwodów. Kredyt trzyma mocniej niż ślub.
Mirosław Gryń/Polityka

Nieporozumienia finansowe są jedną z głównych przyczyn rozwodów. Albo też braku rozwodów. Kredyt trzyma mocniej niż ślub.

Jeśli socjologowie podejrzewali 20-latków o to, że programowo wolą „być, niż mieć”, to się pomylili. Myślano, że to pokolenie nie wpędzi się w kredyty, bo nie planuje życia ponad stan i raczej wyznaje minimalizm. To wszystko prawda, ale w deklaracjach. W praktyce młode pokolenie zadłuża się szybciej niż poprzednie. Dołączają do starszych, już zadłużonych po uszy. A końca nie widać.

Młodzi na fali

Marcin pożyczył pieniądze na warsztaty medytacyjne w aszramie Osho w Punie, w Indiach. Miała być magiczna podróż – i była. Prócz miesiąca medytacji także Bhang Lassi – Marcin nie wie, co wsypano do jogurtu, ale przez kilka dni nękały go wizje; była wyprawa na północ Indii do różowego miasta; podróż koleją na południe i do rzeki Kerali. Wiele miejsc, zapachów, zachwytów, jedno zatrucie pokarmowe w Waranasi, wiele godzin wysiedzianych na marmurowych płytach, ramię w ramię z odzianymi na pomarańczowo Indusami, szukającymi oświecenia. Wydał 8 tys. zł. Pożyczył w parabanku.

Edyta, kelnerka, wyznaje innego rodzaju tu i teraz. Jak sama mówi, „była gotowa podpisać cyrograf własną krwią”, żeby kupić auto. Oczywiście miało być nowe, „żaden przechodzony grat z drugiej ręki”. Żeby nie przepuszczać pieniędzy u mechanika. Raty 900 zł miesięcznie przez pięć lat oraz kosztów eksploatacji nie była już w stanie udźwignąć.

Marcin nie żałuje, choć ma dziś problemy ze spłatą. Po prostu wymeldował się od rodziców, wybiera się do Londynu. Edyta już wyemigrowała, na zmywak. Z badania „Życie finansowe młodych Polaków”, zrealizowanego przez Stowarzyszenie Program Wsparcia Zadłużonych we współpracy z BIG InfoMonitor, wynika, że pożyczają na dalekomorskie rejsy, loty balonem, gry komputerowe, czołg, łodzie, konie czy operacje plastyczne. Nawet na traktor bez silnika. Wielu nie ma szans na kredyt bankowy, ale nie chce odkładać zakupów. Niemal 34 proc. młodych badanych przez TNS Polska uznało, że woli pójść do firmy pożyczkowej o nie najlepszej sławie, niż zrezygnować z marzenia. Wśród klientów firm pożyczkowych udział tych najmłodszych jest prawie trzykrotnie wyższy niż w sektorze bankowym. Do tego, według badania „Życie finansowe młodych Polaków”, prawie 70 proc. z nich nie ma poczucia rzeczywistej skali problemu i ryzyka związanego z kredytem. Mimo doświadczeń poprzednich pokoleń, np. z frankami, nie traktują ich poważnie. Tzw. złe zadłużenie, według danych Biura Informacji Kredytowej, ma już pół miliona ludzi w wieku 18–24 lat. Co ósmy zapożyczony to janger (tak w slangu pożyczkowym nazywają młodych). Przeterminowane długi młodych sięgają 9,3 mld zł.

Ambiwalentny stosunek młodych do długów przejawia się głównie w tym, że o nich nie mówią. Nawet, a może zwłaszcza, najbliższej osobie. Z przeprowadzonych w 2016 r. badań ARC Rynek i Opinia wynika, że aż jedna trzecia Polaków dwudziestoparoletnich i ciut starszych ukrywa przed partnerem swoje długi, a więcej niż co dziesiąty zaciągnął kredyt w tajemnicy przed drugą połową. A jednocześnie więcej niż połowa – również po cichu, w tajemnicy – sprawdza historię konta swojego partnera. Firmy pożyczkowe już się w tym połapały; w niejednej reklamie pada dziś słowo „dyskretnie”.

Młodzi są też kolejnym polskim pokoleniem, które szansy na własne mieszkanie upatruje w kredycie. Rodziców niby częściej stać, żeby coś im kupić, ale też sami ciągle jeszcze spłacają swoje hipoteczne długi. Rynek wynajmu jest niewielki. Od początku roku przybyło ponad 190 tys. młodych kredytobiorców mieszkaniowych. W 2017 r. pożyczyli na ten cel ponad 43 mld zł. To więcej niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej.

Średniak high

Trochę starsi – 30- i 40-latkowie – są zakopani w kredytach hipotecznych, które spłacać będą nawet do 75. roku życia. Żartują wręcz, że każde polskie pokolenie miało swoją traumę: dziadkowie – wojnę, rodzice – stan wojenny i niewolę w komunie, a oni mają kredyty we frankach. Ponad połowa polskich 40-latków spłaca taki kredyt. Albo jakiś inny – w euro, nawet w jenach. Szczęśliwcy poprzestali na złotych.

Niby nie mieli wyboru. Mieszkać z rodzicami nie można w nieskończoność, a owi rodzice, pierwsze potransformacyjne pokolenie, nie dorobili się na tyle, aby ich wyposażyć. Państwo uznało, że wolny rynek wszystko załatwi. Kupili nieraz mieszkanie za duże i za drogo, ale byli w wieku, kiedy jeszcze się wierzy, że człowiek zawsze będzie młody, że w korporacyjnych strukturach tylko będzie się piął. Doradcy bankowi pokazywali im wykresy z ostatnich 20 lat, przekonując, jak stabilną walutą jest frank szwajcarski i że nigdy nie będzie kosztował więcej niż 2,50 zł. A on wzrósł niemal do 5 zł.

Gdy kurs osiadł bliżej 3,7, okazało się, że ufrankowieni Polacy nie mogą już zaciągnąć żadnych innych kredytów. Przynajmniej bankowych. Część poszła w kredytowy minimalizm – jak Magda i Tomasz. Spłacają po 6 tys. zł miesięcznie za duże mieszkanie i starają się nawet trochę nadpłacać. Za to w każdej innej dziedzinie żyją bardzo skromnie. Warzywa mają z działki uprawianej na spółkę z przyjaciółmi w ogrodach działkowych, ubrania – z wymian towarzyskich. Dzieci puścili do publicznej szkoły, bo to taniej. Mimo że on ma angaż w międzynarodowej – korporacji i należy do garstki Polaków, którzy na etatach zarabiają powyżej 10 tys. zł, Magda i Tomasz jeżdżą kilkunastoletnim samochodem. Z konieczności wskrzeszają dawne inteligenckie ideały: finansowa powściągliwość, książki z drugiej ręki, zabawki dziecięce własnego wyrobu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną