Społeczeństwo

Karuzela z patronami

Lanckorona: spór o szkolnych patronów

Wójt Lanckorony Tadeusz Łopata. Wójt Lanckorony Tadeusz Łopata. Paweł Ulatowski / Polityka
Wybory patronów szkolnych w gminie Lanckorona wyłoniły panteon na skalę naszych możliwości.
Zwolniona przez wójta Lanckorony po sporze o patrona dyrektorka Zespołu Szkół w Izdebniku Agnieszka Pachoń.Paweł Ulatowski/Polityka Zwolniona przez wójta Lanckorony po sporze o patrona dyrektorka Zespołu Szkół w Izdebniku Agnieszka Pachoń.

Startujący na wójta Lanckorony w 2014 r. Tadeusz Łopata poprzysiągł wyborcom, że za jego kadencji nadani zostaną patroni wszystkim bezimiennym szkołom w okolicy, którym ufunduje się haftowane na miarę sztandary.

Odniósłszy zwycięstwo, na wyłonienie postaci niosących pozytywne wartości dał dyrektorom dwa lata. Czas do namysłu właśnie dobiegł końca, a referenda miały dramatyczne zwroty akcji.

Rotmistrz versus asceta

Zespół Szkół w Izdebniku wyszedł z inicjatywą dużo przed czasem. W tajnym głosowaniu św. Franciszek z Asyżu zmiażdżył m.in. ks. Jana Twardowskiego i Marię Skłodowską-Curie.

Dyrektorka Agnieszka Pachoń natychmiast po przeliczeniu głosów zadzwoniła do wójta, by podzielić się wynikiem. Choć z wykształcenia polonistka, wszystkie postaci oceniała jako piękne, nie ukrywała, że Franciszek był jej faworytem. Wójt zareagował sceptycznie, odburkując coś w stylu: To jeszcze nie znaczy, że będziecie go mieli. Zapytany, dlaczego jest negatywnie nastawiony do kandydata, wytknął, iż do takiego bagna nie pasuje święty tej miary, co dyrektorkę ubodło.

Owo doniosłe oświatowe wydarzenie zapoczątkowało szereg złośliwości wójta, zmierzających do udaremnienia nadania szkole imienia ascety. Z początku próbował wybory anulować polubownie. Zaproponował Witolda Pileckiego, lecz dyrektorka kategorycznie odmówiła, nazywając rotmistrza zbyt dosłownym prawicowym bohaterem, przy czym zagadnięta nie wiedziała dokładnie, kim jest. Wójt był zniesmaczony.

Na ów niesmak nałożyły się donosy, zarzucające dyrektorce sfałszowanie konkursu. Doszło bowiem do wójta, że (pomijając fakt, iż podczas głosowania nie było wystarczającego stanu osobowego w komisji) pani Pachoń zastraszała dzieci, zmuszając je do poparcia Franciszka. Młodsze klasy, nieumiejące jeszcze czytać ani pisać, miały zeznawać pod przysięgą, że wskazywała palcem okienko, w które należy stawiać krzyżyki. Pewna gimnazjalistka poskarżyła się nawet, że za stanięcie w obronie demokracji dostała naganę w dzienniku i zakaz wyjazdu na edukacyjne wycieczki. O agresywnym lobbowaniu za Franciszkiem wójt powiadomił rzecznika praw dziecka. Niestety, ten zareagował dopiero po roku.

Tymczasem w trosce o małoletnich wójt musiał zwolnić natychmiast niewiedzącą nic o Pileckim dyrektorkę, wydając jej zakaz wstępu do szkoły. Ktoś stosujący przemoc psychiczną – pisał do kuratoriów – powinien być odsunięty od uczniów, bo zaburza ich tożsamość, co w skrajnych przypadkach grozi nawet samobójstwem. Prócz dyrektorskiego stanowiska pozbawił panią Pachoń etatu polonistki, miejsca na parkingu, wieszaka na płaszcz, kubka na kawę, prawa pobytu w klasach i rozmowy z resztą grona. Przy czym niejednokrotnie zwracał się do niej przy ludziach per blondyna.

Według lokalnego establiszmentu zarzut ustawienia wyborów był jedynie pretekstem. Dyrektorka nie ukrywała bowiem sympatii dla poprzedniej władzy, za co wójt znienawidził zarówno ją, jak i niczemu niewinnego ascetę Franciszka. Referendum unieważniono, co zwolniona dyscyplinarnie przypłaciła nerwicą żołądka, zakończoną operacją.

Pijak versus Jan Paweł

Szkoła podstawowa w Skawinkach do konkursu przystąpiła tuż przed Bożym Narodzeniem. Pani od muzyki wysunęła kandydaturę Marka Grechuty, przywiązani do tej ziemi postulowali Jana Pawła II (z racji 20 km dzielących Skawinki od Wadowic), pojedynczy rodzice – konfederatów barskich, sprzeciwiających się zbrojnie kurateli rosyjskiej, zaś dzieci upierały się przy Robercie Lewandowskim. Ten ostatni okazał się jednak patronem niezręcznym jeszcze na etapie kampanii, gdyż – w przeciwieństwie do pozostałych – pozostaje przy życiu. Ponadto szkoła nie posiada boiska. Za pośrednictwem swego menedżera mistrz najserdeczniej się wymigał.

Na stole pozostali więc dwaj najmocniejsi gracze: bard oraz papież. Głosowano cały dzień roboczy. Powołany komitet czuwał nad przebiegiem wyborów, pilnując kartonowego pudełka. Wynik okazał się sensacyjny. Jan Paweł trzema głosami przegrał z muzykiem, mającym dotychczas ledwie kilka ulic i hymn „Dni, których jeszcze nie znamy”, zawłaszczony przez kibiców Korony Kielce. Gdy po Nowym Roku ogłoszono z satysfakcją, że obiekt w Skawinkach będzie pierwszym w Polsce pod tak nieocenionym dla kultury patronatem, Grechutę spotkał hejt na skalę parafialną.

Wybory są niesprawiedliwe – bulwersowali się autochtoni na Facebooku. Czy liczenia głosów – pytali – pilnował ktoś bezstronny? Dlaczego proboszcz prosił z ambony całą wieś o dogłębny namysł nad patronatem, następnej niedzieli ministranci zbierali kandydatury do koszyczków (w koszyczkach przeważał Jan Paweł), a wygrał pijący wódkę w Krakowie wokalista muzyki popularnej?

Z informacji uzyskanych przez autochtonów wynika, że majsterkowano w procedurze, zaniżając frekwencję. Otóż wypraszano od urn pragnących jeszcze raz zagłosować za świętym Janem Pawłem, argumentując, iż nie posiadają dzieci w wieku szkolnym. Odebrano tym samym prawo wyborcze całej wsi, która w czynie społecznym zbudowała ten gmach i przeprowadzała regularne remonty, by pokolenia mogły chłonąć wiedzę w godnych warunkach. Placówka jest publiczna i wieś nie chciałaby, by zmuszono jej wnuków do naśladowania nadużywającego narkotyków przedstawiciela poezji śpiewanej. Muzykę może stworzyć każdy, zaś z sercem pokroju papieskiego rodzą się tylko jednostki. Osobowość tego pana nie może być wzorem 20 km od miejsca, gdzie święty Jan Paweł jadał kremówki. W tych okolicznościach wieś rozumie, dlaczego po raz pierwszy nie odbył się w szkole bożonarodzeniowy opłatek.

Wieś domaga się, by konkurs powtórzyć. Uczciwie wybrany kandydat powinien uzyskać ponad 50-procentowe poparcie, a skoro tak się nie stało (38 głosów przypadło konfederatom), papieżowi przysługuje druga tura. Jeśli śpiewak ponownie zwycięży, wieś przyjmie to z godnością. Inaczej sprawa podpada pod paragraf.

Parafialny hejt wylał się także na grono pedagogiczne. Nie dość, że ateiści, to krzyczą na dzieci, popijają kawkę w gabinecikach, zatrudniają mężów na woźnych, którzy tydzień koszą mały odcinek trawnika. „Jacy dorośli, taki patron”, „Skończyły się czasy kłaniania się wam, wielcy magistrzy”, „Dobry człowiek powinien wybrać dobrego człowieka”.

Przestraszona dyrektorka uciekła na chorobowe, zniesmaczona Danuta Grechuta wycofała swe plenipotencje, zgorszone parafianki pozbierały po domach podpisy pod petycją o drugą turę, zaś dzieci straciły pewność siebie. Jak to wpłynie – pyta Facebook zaniepokojona matka – na ich zdolność podejmowania decyzji na późniejszym życiowym etapie?

Legiony versus Sprawiedliwa

A w Izdebniku, po dwóch latach od usunięcia dyrektorki mobbingującej za Franciszkiem, ponownie przystąpiono do konkursu. Wybór patrona – umajano ścienne gazetki – to sprawa najwyższej wagi. Nie może być nim ktoś przypadkowy ani nieuzasadniony. Tylko poważne podejście gwarantuje dumę i satysfakcję, z jaką przez lata będziemy nosili przegłosowane imię, nadające placówce indywidualną tożsamość. Mówiło się o Legionach Polskich jako faworycie.

Tymczasem po wyjęciu z urny 389 głosów (w tym 28 nieważnych) nastąpił szok porównywalny do zwycięstwa prezydenta Dudy nad Komorowskim. Irena Sendlerowa (ps. Jolanta – Sprawiedliwa wśród Narodów Świata) przytłaczającą większością zdystansowała zarówno Legiony, jak i Kornela Makuszyńskiego, Jana III Sobieskiego oraz Tadeusza Kościuszkę.

W kręgach związanych z byłą dyrektorką i unieważnionym Franciszkiem mówi się, że Sendlerową przepchano w rewanżu na wójcie za arogancję względem pani Pachoń. Powszechnie wiadomo bowiem, że o Legionach wypowiadał się: świetny, idealny patron.

Bo co z tego, że sympatyzująca z ascetą pani Pachoń wygrała z wójtem we wszystkich sądowych instancjach, za co otrzymała kilkutysięczną rekompensatę? Utraty pedagogicznego prestiżu nie da się wycenić. Pozbawiono ją dobrego imienia, sensu życia, zdrowia, włosów, zrujnowano dobrostan w małżeństwie. Gdyby nie rodzice zbierający za nią podpisy pod kościołem, na których wójt nasłał policję, pewnie nie wytrzymałaby psychicznie.

A Izdebnik, podobnie jak Skawinki, pozostaje poróżniony tym patronatem.

Wójt versus wszyscy święci

Wójt Tadeusz Łopata przetrzyma petycję domagających się drugiej tury parafianek ze Skawinek, dopóki ze wsi nie zejdzie powietrze. Ponadto musi jeszcze przeanalizować ją z kompetentnym organem prawnym.

Wójtowi szczerze szkoda świętego Jana Pawła, który o takie względy się nie prosił. Wystawiając go do rywalizacji z każdym na tym świecie, obu kandydatów stawiamy w karykaturalnym świetle. To tak, jakby porównywać kartofel z pomarańczą. Jeden ma zalety i drugi, lecz w tym samym szeregu stać nie mogą.

Wójt posłuży się przykładem. Gdy w 2010 r. w gminie powstawało osiedle dla ofiar osuwisk, poszkodowani domagali się zamieszkania pod papieskim adresem. Ale o nazwę ulicy trzeba się było starać w samym Watykanie. Na Karola Wojtyłę wystarczyła zgoda z kurii krakowskiej, gdzie był biskupem pod swoim nazwiskiem. Proboszcz załatwił ją w dwa dni.

Wójt zniesmaczony awanturą w Skawinkach zadzwonił do kurii z zapytaniem, czy wciąż potrzebne jest zezwolenie watykańskie na użycie Jana Pawła? Już nie. Co wójta zabolało. Jak to? O wizerunek piłkarza Lewandowskiego dba menedżer, a świętym imieniem wycierają sobie gęby studzienki, parki, skwerki, bulwary, ronda, wzgórza, mola, bramy, domy pomocy społecznej, place zabaw, osiedla, kamieniołomy i sadzawki?

Dając dwa lata do namysłu nad patronatem, wójt napominał zwołane grona pedagogiczne: Nie bierzcie żadnych świętych, szukajcie w kręgach patriotyczno-artystycznych, gdzie macie dość monumentalnych postaci. Bynajmniej nikogo nie narzucał z nazwiska. Sugerował jedynie. Zaś co do pokonującej Legiony Sendlerowej, wójt czytał jej biografię i odebrał tę postać jako niekrystalicznie czystą. Jak mogła własne dziecko oddać do sierocińca?

Krzysztof Chorąży, śledzący bijatykę na patronów z perspektywy, jako eksradny mający doświadczenie w samorządności, powątpiewa, by tu liczyło się dobro dzieci, wychowywanych w szkołach dotychczas bezimiennych. Chodzi o tegoroczne wybory. Należy naród pokłócić i zmobilizować do urn konkretnym wrogiem.

Polityka 9.2018 (3150) z dnia 27.02.2018; Społeczeństwo; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Karuzela z patronami"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną