Dalsze losy podopiecznych siostry Bernadetty

Drogi krzyżowe
Historia kąpanych za grzechy w zimnej wodzie podopiecznych siostry Bernadetty ma swój ciąg dalszy. Nie mniej ponury.
Prócz podkurczonego palca od wiecznie przyciasnych butów, ucha naderwanego za grzechy wyrządzane zeszytom błędami w mnożeniu zostało Marcie po Bernadetcie serce zepsute.
Mirosław Gryń/Polityka

Prócz podkurczonego palca od wiecznie przyciasnych butów, ucha naderwanego za grzechy wyrządzane zeszytom błędami w mnożeniu zostało Marcie po Bernadetcie serce zepsute.

Siostra Bernadetta, strofując podopiecznych, że są genetyczne patrole i gnoje, które pokończą na smażalni w piekle, miała poniekąd rację. Wielu ma szansę na piekło.
Mirosław Gryń/Polityka

Siostra Bernadetta, strofując podopiecznych, że są genetyczne patrole i gnoje, które pokończą na smażalni w piekle, miała poniekąd rację. Wielu ma szansę na piekło.

Christian Spies/Unsplash

audio

AudioPolityka Edyta Gietka - Drogi Krzyżowe

Wkrótce boromeuszka Bernadetta, niesławna przełożona domu dziecka w Zabrzu, czyli Agnieszka F. (karciła wysoki sąd za ów uwłaczający zwrot), doczeka się pełnometrażowej fabuły o sobie. Sieroty po niej pozostają anonimowe.

W piątkowe noce, gdy być może rozczula je alkohol, ślą zawiłe w treści esemesy do mecenasów wypisanych z internetu. Pytają o ewentualne gratyfikacje za doznane cierpienia pod opieką sławnej na całą Polskę Bernadetty. Zasypywany nimi mecenas S. musi notorycznie czyścić skrzynkę, tak obciążają mu psychikę, na co nie może sobie pozwolić, bo ma kilkoro rodzonych dzieci w szkołach prywatnych.

Trudno powiedzieć, czy osieroceni przez Bernadettę mataczą, licząc na łatwą gotówkę, czy szczerze domagają się rewanżu. Niełatwo do nich dotrzeć. Rozpierzchli się po przysługujących im zapuszczonych lokalach komunalnych. Jak Marta. Pamiętacie Martę?

Zepsute serce

Przed kilku laty obiecywała POLITYCE, że kiedy już dorośnie, nie pozwoli gnoić dzieci w rodzinach takich jak jej własna, która zeszła na psy po reformie Buzka, inwestując odprawę górniczą w toasty. Dziś – reasumuje Marta – nie ma co prawda Buzka, ale skłonni do alkoholu zawsze znajdą winnego.

Przez wzgląd na dzieci wstąpiła do szkoły policyjnej. Szła przebojem z klasy do klasy, opiniowana jako posiadająca refleks i mocna w psychice. Odbyła już liczne kursy przetrwania, kajdankowania, karate, precyzyjna na strzelnicy.

Niestety, zdyskwalifikowana po trzech latach z przyczyn sercowych. Prócz podkurczonego palca od wiecznie przyciasnych butów, ucha naderwanego za grzechy wyrządzane zeszytom błędami w mnożeniu zostało jej po Bernadetcie serce zepsute. Specjaliści orzekli, że siadł na serce stres z całego życia oraz nieleczone przeziębienia spowodowane kąpielami w zimnej wodzie, którymi karano nieposłuszeństwa. Może gdyby znalazł się wówczas jakiś dorosły i zaprowadził do doktora, kiedy uskarżała się na mocne kłucia we wsierdziu, sprawy potoczyłyby się inaczej. Specjaliści podjęli się ratować mundurowe plany Marty, lecz nic obiecać nie mogą. W końcu to jest jednak serce.

Zaistniała sytuacja zmusiła ją, by przekwalifikować się na policealny kurs angielskiego i wziąć posadę kelnerki. Podaje lekkostrawne obiady w nowoczesnym barze, urządzonym na styl rustykalny. Porażkę z sercem zrekompensował jej poniekąd pierwszy w życiu dom z przydziału, należący się ustawowo pełnoletnim sierotom.

Jednak droga do przydziału była zawiła. Na wstępie Marta musiała przekonać panie od metrażu, że nie zarabia więcej niż 800 zł. By dla kryteriów nie stać się zbyt bogatą, pracowała najtaniej, jak to tylko możliwe. Pewnym utrudnieniem okazał się fakt, że ciągle jest beneficjentką dodatku za kontynuację nauki.

Wreszcie panie metrażowe, rozpatrzywszy pozytywnie mieszczący się w kryteriach niedostatek Marty, zaproponowały jej kilka komunałek. Irytowały się przy tym, bo ciągle wybrzydzała, nie godząc się na oferowany syf bez łazienki. Przepraszała, że wszystko wszystkim, ale traktuje przydział jako docelowy i nie pozwoli sobie na ruinę. Po trzech nieprzyjętych ofertach spadała więc ustawowo na dół kolejki, aż zwolnił się metraż względnie nieobskurny.

Urządziła go jak rodzinne mieszkanie sprzed Buzka, znane tylko z resztek zdjęć, których ojciec nie zdążył spalić w piecu. Więc: na stole w kuchni wiklina z jabłkami przykryta od much krochmaloną serwetą, w lodówce zawsze coś do chleba. Dla nieobytych z sierocińcem zapewne są to sprawy niewidoczne.

Pełnoletni podopieczni Bernadetty, zżyci ze sobą z racji dzielonych w przeszłości kilkudziesięcioosobowych sypialni, wymieniają się nieregularnie wydarzeniami z życia.

Czysta ruina

Weźmy Kevin. Informuje Martę, że właśnie wymeldował się z więzienia, ale jeszcze nie wie, czy będzie dobry czy zły. Zależy od okoliczności. Jedyną stałą w uczuciach Kevina jest bezwarunkowa miłość do Ruchu Chorzów. Niestety, nie może podać Marcie stałego adresu, gdyż odreagowując kryminał, planuje poszwendać się jakiś czas po kraju. Na razie nie reflektuje na metraż z przydziału. Żeby potem martwił się gdzieś z Polski, czy jego dobytek nie idzie na zmarnowanie z powodu, powiedzmy, włamania? Marta strofuje Kevina, jak kwoka, doradzając wejście na właściwe tory.

Albo Oskar. Po odbyciu kary za włamy do sklepów z asortymentem RTV oraz pobicia przeprowadził się na dworzec w Warszawie, bo obmierzł mu Śląsk. Pisze, że prócz ciepła ma tu perspektywy.

Jeśli komunikują się z cywila, zwykle narzekają na liczne niezaplanowane dzieci. Weźmy Samanta. Wcisnęli jej fatalny metraż bez sanitariatu w cieszącej się złą sławą dzielnicy Świętochłowice, gdzie przyszła na świat. Można powiedzieć, że wróciła na swoje. I, jak kiedyś matka, rodzi coraz nowsze niemowlęta z nieodwzajemniającymi się abonentami portalu randkowego Fotka. Początkowo wznoszą razem toasty za narodzonych, ale chwilę później dopada ich rutyna. Trzeba – Samanta esemesuje do Marty – za coś wychować. W związku z wychowaniem wyzywa się publicznie na Fotce z ojcami dzieci. Marta mówi zniszczona bezpowrotnie. Dwójkę już odebrano Samancie do – wyraża matczyną nadzieję – przyzwoitszego niż jej własny sierocińca. Niestety, razem z nimi straciła płynność finansową, a co za tym idzie prąd w internecie. Zabrali – odgryza się – trudno, będą inne. Marta śle Samancie prośby o opamiętanie: Dziewczyno, jak ty żyjesz? Masz charakter osoby ulicznej. (W podobnym tonie jako ośmiolatka zwracała się kiedyś w listach do matki). Obrażona Samanta wyzywa Martę od dames.

Weźmy Justyna. Obecnie rozpytuje banki o pożyczki, licząc na spektakularny zastrzyk gotówki. Kiedy jeszcze miała prąd w telewizorze, oglądała program, w którym wystąpił pewien znajomy domagający się od Bernadetty ekwiwalentu za doznane cierpienia w wysokości miliona złotych plus 2,5 tys. renty miesięcznej. Pozostając anonimowy, mówił redaktorce, że do dziś odczuwa traumę na widok chłopczyków idących za rączkę z mamusiami, zazdroszcząc im, że mają takie – jak się wyraził – eleganckie dzieciństwo. Ona jest pewna, że i jej przysługuje zadośćuczynienie za to zmarnowane.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną