Jak się żyje z nową twarzą

Twarzą w twarz
Wraz z filmem „Twarz”, który właśnie wszedł na ekrany, przetacza się dyskusja, co można stracić po takim przeszczepie. Ten temat łatwo zmienić w tanią sensację.
Teresa Banach z portretem nieżyjącego syna Sławka.
Artur Reszko/PAP

Teresa Banach z portretem nieżyjącego syna Sławka.

Grzegorz, który „dostał” twarz Sławka.
Andrzej Grygiel/PAP

Grzegorz, który „dostał” twarz Sławka.

Dla lekarzy to po prostu trudne chirurgiczne wyzwanie. Warte poświęcenia, bo sypią się nagrody, a za sprawą mediów można zdobyć niemałą popularność, która w dzisiejszym świecie przynosi wymierne korzyści. Pacjenci od tej sławy woleliby trzymać się z daleka. Dla nich to i tak zupełnie nowe życie, więc cały wysiłek muszą włożyć w to, by je sobie ułożyć po swojemu.

Powrót do tożsamości

Będzie miało inne blaski i cienie niż te, które znali do tej pory. Z czasem coraz szerzej otwierają powieki, by przejrzeć się w lustrze. Powoli wraca czucie, smak i powonienie, a mózg leniwie zmusza mięśnie do uśmiechu. Ale przecież ich nowa twarz (jak można przeczytać na plakacie najnowszego filmu Małgorzaty Szumowskiej) to więcej niż ciało. Nowa tożsamość. Esencja emocji.

Grzegorz Galasiński, pierwszy Polak z przeszczepioną twarzą w 2013 r., szybko pogodził się z tym, że ma ją zdjętą ze zwłok innego mężczyzny i niejako podarowaną mu przez jego matkę, która zgodziła się na tę transplantację. Ale na tym koniec. Jest Grzegorzem, nie Sławkiem – podkreśla dobitnie.

Mimo starań mamy Sławka, podsycanych przez media, które swego czasu chciały nawet zorganizować między nimi spotkanie, dzielnie się temu opierał i nigdy nie chciał się na to zgodzić. Kwiaty przesłał ze słowami wdzięczności, ale co więcej miałby zrobić? Zdaniem transplantologów z Gliwic to był błąd i wypadek przy pracy, że wścibskie media zdołały odnaleźć matkę dawcy. Wykorzystując jej dobroduszność, bez skrupułów wydrukowały wyznania Teresy Banach z niewielkiej wsi Cieciory na Podlasiu: „Chcę ucałować twarz swojego syna”. Grzegorz z twarzą Sławomira nigdy się nim nie czuł.

Dziś nie chce rozpamiętywać, jak by wyglądał, gdyby po wypadku udało się chirurgom z Wrocławia przyszyć oderwaną część jego własnej twarzy. Chowa się przed mediami. Irytuje go nieprzemijająca ciekawość postronnych ludzi, którym wciąż zdarza się parkować samochody na podwórku jego domu na Dolnym Śląsku, by z bliska zobaczyć to nowe, dzięki cudowi medycyny odzyskane oblicze. Wydaje się, że jest od tych wszystkich gapiów dużo większym realistą – mniej skoncentrowanym na nowej fizjonomii; za to podczas żmudnej rehabilitacji znów, jak przed operacją, zaczął pasjonować się życiem.

O to przecież chodziło – cieszą się lekarze. Mimo całego splendoru, jaki spływa na nich po udanym przeszczepie, mają tylko wtedy poczucie dobrze wykonanego dzieła, gdy pacjenci, tak jak pan Grzegorz uratowany znad krawędzi śmierci, albo jak inni – z powodu olbrzymich deformacji wydobyci z depresji, wracają do codziennych zajęć, odzyskując poczucie własnej wartości. Czyli swoją, nie cudzą, tożsamość.

Prof. Maria Siemionow, która w 2008 r. przeprowadziła w Cleveland Clinic w Ohio pierwszy pełny przeszczep twarzy u Connie Culp, z radością witała każdy przejaw jej powrotu do normalności: – Ma już swoje towarzystwo, rodzinę i jest całkowicie zintegrowana ze społecznością, w której żyje.

W przeciwieństwie do pana Grzegorza Connie uległa namowom krewnych dawczyni i po roku od transplantacji spotkała się z jej mężem i dziećmi. „Chciała im podziękować, była z tego powodu bardzo szczęśliwa” – wspomniała w jednym z wywiadów obecna przy tym spotkaniu prof. Siemionow. Ponoć rodzina zgodnie stwierdziła, że twarz na Connie w niczym nie przypomina ich żony i matki, co było dla wszystkich pewną ulgą, bo nikt przecież nie chciał, by czuła się chimerą. – Ona zawsze była osobą bardzo pozytywną, miała w sobie dużo mądrości życiowej – dodaje profesor, nie kryjąc, że te właśnie cechy charakteru przekonały jej zespół przy wyborze kandydatki do pionierskiej operacji.

Powrót do normalności

Do tej pory na świecie wykonano 38 przeszczepów twarzy (w Polsce – dwa). Niewiele w porównaniu z innymi narządami, których liczby idą w tysiące. Aby odpowiedzieć, jak żyje się z nową twarzą, warto zdać sobie sprawę, jak żyło się z poprzednią. Grzegorz Galasiński uległ dramatycznemu wypadkowi, gdy maszyna do cięcia kamienia zmasakrowała mu głowę aż do kości – jego operacja była pierwszą na świecie tego typu, wykonaną dla ratowania życia. Nie miał czasu, można powiedzieć, by ze zdeformowaną twarzą znosić ból i upokorzenia. Bez pilnej rekonstrukcji umarłby.

Ale większość pacjentów po tego typu przeszczepach ma za sobą wiele lat gehenny. Pierwszą transplantację twarzy wykonano w 2005 r. we francuskim Amiens u pogryzionej przez własnego psa Isabelle Dinoire. Nie potrzebowała jej całej – labrador nadgryzł tylko nos, policzki i wargi, próbując ją w ten sposób wybudzić, bo z powodu nasilonego stresu ta matka dwójki dzieci próbowała popełnić samobójstwo, zażywając poprzedniego dnia garść pigułek nasennych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną