Ciąża w chorobie terminalnej – nowe wyzwania bioetyczne

Dawczynie
Czy kobieta w stanie wegetatywnym może być inkubatorem dla dojrzewającego w niej płodu? I kto ma prawo o tym decydować?
Medycy pod silną presją ideologiczną coraz częściej stają w obliczu dylematów wykraczających poza dotychczasową wiedzę, które sami muszą rozstrzygać.
Mirosław Gryń/Polityka

Medycy pod silną presją ideologiczną coraz częściej stają w obliczu dylematów wykraczających poza dotychczasową wiedzę, które sami muszą rozstrzygać.

Ogromny postęp w rozwoju technologii medycznych sprawił, że coraz częściej lekarze dokonują cudów.
Mirosław Gryń/Polityka

Ogromny postęp w rozwoju technologii medycznych sprawił, że coraz częściej lekarze dokonują cudów.

Bioetycy, słysząc wypowiedzi lekarzy o dobieraniu leków i ich dawkowaniu tak, by nie zaszkodzić maleństwu, zastanawiają się, czy decyzja o podtrzymaniu ciąży nie zmniejszała szans matki.
Mirosław Gryń/Polityka

Bioetycy, słysząc wypowiedzi lekarzy o dobieraniu leków i ich dawkowaniu tak, by nie zaszkodzić maleństwu, zastanawiają się, czy decyzja o podtrzymaniu ciąży nie zmniejszała szans matki.

„Cud narodzin”, „Triumf życia”, „Kobieta w śpiączce urodziła dziecko” – takimi tytułami media informowały o sukcesie położników z łódzkiego Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Cud, bo matka od wypadku, jakiemu uległa w 14. tygodniu ciąży, była w stanie wegetatywnym. „Matka patrzyła jednym okiem na nas” mówił przed kamerami prof. Krzysztof Szaflik, kierownik Kliniki Ginekologii, Rozrodczości i Terapii Płodu w ICZMP w Łodzi. „Nie mieliśmy z nią żadnego kontaktu, ale to oko wskazywało, żeby zrobić wszystko, żeby to dziecko móc uratować”. Więc ratowali. A jeszcze rodzina bardzo chciała – co zrozumiałe – by ciąża się utrzymała. Prawnicy twierdzą tymczasem, że planowych decyzji dotyczących nieprzytomnej matki nie mogą podejmować lekarze na podstawie wyglądu jej gałki ocznej (na skutek uszkodzenia mózgu to jedno otwarte oko jest wytrzeszczone), tylko sąd opiekuńczy. A bioetycy, słysząc wypowiedzi lekarzy o dobieraniu leków i ich dawkowaniu tak, by nie zaszkodzić maleństwu, zastanawiają się, czy decyzja o podtrzymaniu ciąży nie zmniejszała szans matki.

Być może nie miała ich zbyt dużych. Wypadek wydarzył się na prostej drodze. Wiola prowadziła, była we wczesnej ciąży, na przełomie 3. i 4. miesiąca. Nie wiadomo, dlaczego wypadła z drogi i nagle przecięła drugi pas ruchu. Telefon był w torebce. Może zasłabła. Może miała mdłości. Nikt akurat nie jechał z naprzeciwka. Uderzyła bokiem w drzewo. Przez pierwsze tygodnie hospitalizowana, w ciężkim stanie wegetatywnym, w szpitalu im. Kopernika w Łodzi. Ponieważ ciąża trwała, przewieziono ją do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki, bo w Koperniku nie ma położnictwa. Już w Instytucie przeszła dwie operacje mózgu, usunięcie wodniaka i krwiaka. Ciążę cały czas monitorowano. Od 22. tygodnia płód osiąga zdolność do wspomaganego przeżycia (tzn. można próbować reanimacji). Każdy tydzień zwiększał szanse. Właśnie zaczął się 28., kiedy krążenie w łożysku zaczęło się odwracać. Zrobiono cesarskie cięcie. Położnicy wyjęli ważącą 850 g Nikolę. Po trzech miesiącach intensywnej terapii na oddziale neonatologii lekarze ogłosili, że stał się cud. Na dowód pokazano ważącą już ponad 3 kg dziewczynkę.

Bez zgody?

Ogromny postęp w rozwoju technologii medycznych sprawił, że coraz częściej lekarze dokonują takich cudów. Nowe procedury medyczne jednak często wymykają się istniejącym regulacjom prawnym. A wiele z nich może stanowić poważne zagrożenie dla konstytucyjnych praw i wolności człowieka: prawa do życia, zdrowia i samostanowienia.

Jedną z podstawowych gwarancji tych praw jest instytucja świadomej zgody pacjenta. Mama Nikoli, Wiola, nie mogła wyrazić zgody. Była nieprzytomna. – W przypadku osoby nieprzytomnej, pełnoletniej i nieubezwłasnowolnionej zgodę na każde planowe działanie medyczne musi wyrazić sąd opiekuńczy – zauważa dr Joanna Różyńska z Centrum Bioetyki i Bioprawa Uniwersytetu Warszawskiego. Tak stanowi art. 34. Ustawy o zawodzie lekarza. Ani rodzina, ani lekarze nie mogą decydować za nieprzytomnego pacjenta. Oczywiście zgoda sądu nie jest konieczna w sytuacjach nagłych, bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia. – Przeniesienie do innego szpitala, podtrzymywanie ciąży, wreszcie cesarskie cięcie były według mnie procedurami planowymi – mówi prof. dr hab. nauk prawnych, członkini Komitetu Bioetyki PAN, Eleonora Zielińska. Bo wiadomo było, że ta ciąża tak musi się zakończyć, Wiola w stanie wegetatywnym sama nie urodzi, a gdyby płód obumarł, zabieg także byłby konieczny. – Był przecież czas na to – mówi prof. Zielińska. – A sąd na pewno by takiej zgody udzielił, chodzi tylko o przestrzeganie prawa i uwrażliwienie lekarzy na prawa pacjentów. Zwłaszcza ginekologów na prawa kobiet, by nie traktowali ciężarnych pacjentek instrumentalnie.

– Właściwie nie wiemy, kto przez te kolejne miesiące podejmował decyzje dotyczące leczenia nieprzytomnej kobiety – mówi dr Różyńska. Dziś jest już sprawa w sądzie o ubezwłasnowolnienie Wioli. Doradcą tymczasowym sąd ustanowił jej matkę. Ale gdy podejmowano decyzje dotyczące nieprzytomnej kobiety, nie było jeszcze nawet wniosku.

Prof. Szaflik, ginekolog zajmujący się ciążą Wioli, odmówił wypowiedzi. – To była nagła sytuacja, ratowaliśmy przecież życie dziecka – dr Bogusław Sobolewski, kierownik oddziału anestezjologii i intensywnej terapii ICZMP, którego pacjentką była przecież nieprzytomna Wiola, a nie jej dziecko, twierdzi, że na zabieg cesarskiego cięcia zgoda sądu nie była potrzebna, a decyzję podjęło konsylium lekarskie.

Bez szkody?

Lekarze z Centrum Matki Polki powtarzają: w tym przypadku mieliśmy dwóch pacjentów. – Walczyliśmy o dwa życia, życie matki i dziecka – tłumaczy dr Bogusław Sobolewski. – To było dwutorowe leczenie, bo jedno wpływało na drugie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną