Skarga nadzwyczajna – polityczna, niepraktyczna

Wnioski na Berdyczów
Łatwiej było obiecać, niż zrobić. Skarga nadzwyczajna, zapowiadana jako pomoc skrzywdzonym przez sądy obywatelom, okazała się głównie polityczną zagrywką.
Skargami nadzwyczajnymi nie ma się kto zajmować. Brakuje do tego ludzi, struktur, nie ma pieniędzy.
Rafa Elias/Getty Images

Skargami nadzwyczajnymi nie ma się kto zajmować. Brakuje do tego ludzi, struktur, nie ma pieniędzy.

Biuro RPO nie dostało wsparcia finansowego w związku z wprowadzeniem skargi nadzwyczajnej.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Biuro RPO nie dostało wsparcia finansowego w związku z wprowadzeniem skargi nadzwyczajnej.

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy do prokuratora generalnego wpłynęły 1054 wnioski o skargę nadzwyczajną od prawomocnego wyroku, potem przestano chyba to podliczać, bo świeższych danych nie ma.
Krystian Maj/Forum

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy do prokuratora generalnego wpłynęły 1054 wnioski o skargę nadzwyczajną od prawomocnego wyroku, potem przestano chyba to podliczać, bo świeższych danych nie ma.

Wszyscy, którzy czują się skrzywdzeni przez sąd, otrzymali od PiS nowe supernarzędzie do ręki – skargę nadzwyczajną. Jest jak czarodziejska różdżka. Pozwala unieważnić każdy prawomocny wyrok i to wydany nawet 20 lat temu (licząc od 1997 r., czyli wejścia w życie obecnej konstytucji). Wystarczy jedynie napisać o swojej krzywdzie i wysłać do prokuratora generalnego albo rzecznika praw obywatelskich, praw dziecka czy praw pacjenta. I bez znaczenia jest – to ważne – czy wcześniej wyczerpało się całą ścieżkę sądową czy też nie. Na przykład pewna pani domaga się teraz wniesienia skargi nadzwyczajnej od wyroku sądu rejonowego sprzed czterech lat w sprawie o zasiedzenie. We wniosku stwierdza wprost, że nie składała apelacji, bo spodziewała się, że sąd drugiej instancji wyrok utrzyma. Teraz chce, żeby zrobiono tak, by go unieważnić.

Wyrok zostanie unieważniony, w tej czy w każdej innej sprawie, jeżeli będzie spełniał choć jeden z trzech warunków. Gdy okaże się, że wyrok nie zgadza się z zebranymi dowodami w sprawie. Lub że sam wyrok naruszał prawo, np. przez błędną wykładnię przepisów. Albo też, tu cytat z ustawy, „narusza zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji”.

Weto z wkładką

Takich szerokich możliwości odkręcania nawet starych prawomocnych wyroków nie ma nikt inny na świecie. Efektem, jak było do przewidzenia, jest lawina wniosków o skargę nadzwyczajną. Tyle że nie ma kto się nimi zajmować, a nawet choćby tylko je przeczytać. Brakuje do tego ludzi, struktur, nie ma pieniędzy.

Bo i sam pomysł skargi nadzwyczajnej pojawił się niespodziewanie i to w samym środku wojny o Sąd Najwyższy. Podczas ubiegłorocznych lipcowych protestów przeciw ustawie przejmującej SN przez PiS skandowano „Prezydencie zawetuj!”. I prezydent Andrzej Duda to zrobił – wygaszając tym protesty. Powiedział wtedy, że Polska potrzebuje reformy wymiaru sprawiedliwości, ale „potrzebuje reformy mądrej, takiej, która zapewni dobre działanie wymiaru sprawiedliwości i która zwiększy poczucie sprawiedliwości”. I jeszcze dodał: „Czuję w głębi duszy, że ta reforma w tej postaci bezpieczeństwa i sprawiedliwości nie zwiększy”.

Dwa miesiące później okazało się, że prezydentowi nie chodziło o sprzeciw wobec zawłaszczania sądu, tylko właśnie o skargę nadzwyczajną, którą wpisał do swojej ustawy o Sądzie Najwyższym, niewiele poza tym zmieniając. Mówił wówczas: „Każdy obywatel będzie mógł ubiegać się o wniesienie skargi nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego po to, żeby właśnie trudne sprawy ludzkie, tych, którzy mają głębokie poczucie krzywdy na skutek orzeczeń polskich sądów, mogły być załatwiane, mogły być jeszcze raz rozpoznane”.

Ale nawet dla PiS prezydencki pomysł podważania wyroków sprzed 20 lat wydał się z kosmosu. „Sądy od 1997 r. wydały 60 mln orzeczeń. Jeśli skargi będą dotyczyć tylko 0,1 proc. spraw, do SN wpłynęłoby 60 tys. spraw. To uczyniłoby skargę całkowicie niefunkcjonalną” – argumentowali przedstawiciele PiS, chcąc to wykreślić z ustawy. Ostatecznie pomysł pozostał z powodu, jak się mówiło, umowy politycznej z Andrzejem Dudą. Chodziło o jak najszybsze przyjęcie ustawy i przejęcie Sądu Najwyższego.

I tak ustawa o Sądzie Najwyższym, a z nią skarga nadzwyczajna, szybko przeszła przez parlament i z początkiem kwietnia weszła w życie. Lawina wniosków o skargę nadzwyczajną ruszyła od razu. Według ustawy wniosek o wniesienie skargi nadzwyczajnej należy składać do prokuratora generalnego, rzecznika praw obywatelskich, rzeczników praw pacjenta lub praw dziecka. Tam ma być on badany, z analizą akt sądowych włącznie, pod kątem szukania podstaw do wniesienia skargi.

Za rozwód i za betoniarkę

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy do prokuratora generalnego wpłynęły 1054 wnioski o skargę nadzwyczajną od prawomocnego wyroku, potem przestano chyba to podliczać, bo świeższych danych nie ma. Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich przyszło ponad 700 wniosków. To główni odbiorcy próśb o wniesienie skargi. Przeważają sprawy cywilne. W Prokuraturze Generalnej stanowią aż dwie trzecie, niewiele mniej jest w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, gdzie do końca ubiegłego tygodnia wpłynęło 329 wniosków o skargę nadzwyczajną w sprawach cywilnych.

Sprawy są różnego kalibru: o podziały spadku, o wadliwą wycenę nieruchomości, o błędne ustalenie spadkobierców w wyroku sądu rejonowego sprzed 13 lat, o niewłaściwe ustalenie podziału majątku po ustaniu małżeństwa (nieprawidłowe rozliczenie pożytków), o zniesienie współwłasności nieruchomości w wyroku z 2010 r., o wydanie nieruchomości – to sprawa jeszcze z 1998 r. We wniosku o skargę nadzwyczajną napisano, że zeznania świadków były niezgodne z prawdą i niewłaściwie ustalono stan faktyczny. Inny wniosek dotyczy przejęcia nieruchomości przez Skarb Państwa jeszcze w latach 70. Są sprawy o odszkodowanie za ustanowienie służebności przesyłu i o odszkodowanie za uniemożliwienie wjazdu betoniarce.

Ale są też sprawy trochę innej natury – żądanie zmiany orzeczenia rozwodu z wyłączeniem winy drugiej strony, wniosek o skargę nadzwyczajną w sprawie o rozwód z powodu „błędnego ustalenia faktycznego, że wnioskodawca jest winny rozkładowi pożycia”, o błędne określenie wysokości alimentów 6 lat temu, skargę nadzwyczajną w sprawie o ustalenie ojcostwa, o wyrok naruszający prawa ojca.

W Zespole Spraw Cywilnych Biura Rzecznika te kilkaset wniosków o skargę nadzwyczajną obsługuje głównie sześć osób. Rekordzistka ma 74 sprawy, inni mają po kilkadziesiąt.

– Każdą taką sprawę trzeba zbadać, czy zaistniała choć jedna z trzech przesłanek wniesienia skargi. Ktoś to musi robić. To bardzo żmudna i trudna praca – mówi Kamila Dołowska, szefowa pionu cywilnego Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. – Nie dość, że mamy wykazać naruszenie przepisów prawa materialnego albo proceduralnych z danej dziedziny prawa, to jeszcze musimy zawrzeć osobny wywód argumentujący niezgodność tego stanu rzeczy z konstytucją. Trzeba mieć naprawdę duże doświadczenie zawodowe i wiedzę, żeby zająć się skargą nadzwyczajną.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną