Iwona Mularczyk w wyścigu o fotel prezydenta Nowego Sącza

Gospodyni dobrej zmiany
Iwona Mularczyk, kandydatka na prezydenta Nowego Sącza, czuje się kompetentna. Także dlatego, że jest żoną posła.
Iwona Mularczyk, kandydatka na prezydenta Nowego Sącza.
Iga Michalec/Sądeczanin

Iwona Mularczyk, kandydatka na prezydenta Nowego Sącza.

W 2012 r. Arkadiusz Mularczyk ubolewał publicznie, że skala nepotyzmu jest niewyobrażalna, a liczba zatrudnianych działaczy, ich rodzin, żon, synów i córek niemalże prowadzi do uwłaszczenia się klasy politycznej PO i PSL.
Adam Chełstowski/Forum

W 2012 r. Arkadiusz Mularczyk ubolewał publicznie, że skala nepotyzmu jest niewyobrażalna, a liczba zatrudnianych działaczy, ich rodzin, żon, synów i córek niemalże prowadzi do uwłaszczenia się klasy politycznej PO i PSL.

audio

AudioPolityka Edyta Gietka - Gospodyni dobrej zmiany

Na pierwszym briefingu przedstawiona omyłkowo przez Tomasza Porębę, szefa sztabu, jako Iwona Wieczorek. Europoseł zapewne przejęzyczył się, gdyż – w przeciwieństwie do zaginionej nad morzem kobiety, o której słyszała cała Polska – kandydatka pozostawała dotychczas anonimowa. Poprawiwszy się, nie mógł się nachwalić zalet.

O zaskoczeniu totalnym

Zdeterminowana, dynamiczna, oddana, uczciwa, doświadczona, nadzwyczaj dojrzała w procesach podejmowania decyzji. Ponadto, jako nauczycielka historii w szkole, jest nastawiona patriotycznie, w tym duchu wychowuje młodzież ponad dekadę. A wzbudzając sympatię centrali – w przeciwieństwie do kandydatów opozycji, będących w ciągłym zwarciu z władzą – gwarantuje skuteczność. Europoseł nie nazwałby tego szantażem. Sam reprezentuje Podkarpacie i musi powiedzieć, że przyspieszenie, jakiego region doświadczył ostatnimi laty, nawet mu się nie śniło. O wiele łatwiej realizuje się bowiem programy spójne z aktualnymi planami rządu. Należy mieć ten fakt na względzie podczas dokonywania aktu wyborczego względem Iwony Mularczyk, jak to ujął.

Sztab tłumaczył się przed niedowierzającymi wyborcami, że decyzję o nominacji pani Mularczyk na prezydenta dogłębnie przemyślano. Kandydatura została wyłoniona po długotrwałych dyskusjach oraz zleconych w firmie Realizacja sondażach badawczych, weryfikujących jej polityczny potencjał.

Odbierający od ankieterów telefony z zapytaniem: „Na kogo oddałby pan/pani głos w nadchodzących wyborach” (padało m.in. nazwisko Mularczyk Iwona), myśleli, że to pomyłka. – Chyba Arkadiusz? – poprawiali sondujących niedowierzający sondowani, w tym lokalni działacze samego PiS. Niektórzy rozłączali się, odbierając ankietę jako jakieś jaja przedwyborcze. Zbici z tropu badacze, jako że dzwonili z Warszawy, spoglądali w notatki. Mieli jednak jasno zapisane imię żeńskie: Iwona.

Mimo tych badawczych nieporozumień przy prognozowaniu szans oraz świadomości, że decyzja jest niestandardowa, sztab w tajnym głosowaniu ostatecznie wyłonił kandydatkę. Kluczowym argumentem była przychylność samego prezesa Kaczyńskiego, który miał ostatecznie zdecydować się na panią Mularczyk. Kto mu ten pomysł podsunął, nie wiadomo.

Choć zaskoczona, podobnie jak lokalne struktury, pani Iwona podjęła rękawicę, czując się – z racji obecności w samym centrum wydarzeń, małżeństwa z bardzo aktywnym politykiem oraz sympatii centrali dla jej osoby – przygotowana psychicznie. Zaręczała podczas briefingu, że nie jest tylko żoną posła, lecz odrębną jednostką twardo stąpającą po ziemi. (Nawiasem mówiąc, jest dumna z tego, co mąż robi dla kraju).

Posłowi, uchodzącemu za pryncypialnego w oczach samego Ziobry, musiało być niezręcznie, zważywszy na fakt, w jakiej pogardzie ma nepotyzm. W 2012 r. ubolewał publicznie, że jego skala jest niewyobrażalna, a liczba zatrudnianych działaczy, ich rodzin, żon, synów i córek niemalże prowadzi do uwłaszczenia się klasy politycznej PO i PSL. Zdawkowo pogratulował żonie na Twitterze, wrzucając swoje zdjęcie z kandydatką i obiecawszy wsparcie.

Musiała przeczuwać ów awans, skoro przed czterema miesiącami ponownie zapisała się do PiS (tak się złożyło, że na jakiś czas oddalili się od partii). Jak zapewniała podczas briefingu, jest przysposobiona psychicznie do brutalnej walki. Na dowód wrzuciła na swój świeżo otwarty profil na Facebooku artykuł z „Gazety Krakowskiej” pt. „Sądecka Margaret Thatcher”.

O doświadczeniu życiowym

Pani Iwona zwołała w trybie przyspieszonym spotkanie członków i sympatyków PiS, by zaprezentować lokalnym strukturom swą, dotychczas anonimową, osobę. Na wstępie uspokajała poróżnione ze sobą prawicowe koterie, iż nie będzie się odgrywać. Ujęła zebranych totalną szczerością, mówiąc, że konkretnego programu jeszcze nie ma. Dysponuje za to mandatem zaufania od samego prezesa.

Podczas spotkania sympatycy i działacze doradzali pani Mularczyk, jak się profesjonalnie prezentować przed wyborcami. Otóż, wzorem Stanów Zjednoczonych, jako ubiegająca się o tak znamienity urząd, musi przedstawić swoje CV, zawierające konkretne dokonania. I to na piśmie. Należy rozdawać je przy każdej okazji, bo – jak mówią Indianie – by uczciwie ocenić człowieka, musisz przez 15 dni pochodzić w jego butach.

Jeden z sympatyków zapewniał, że podziwia kandydatkę, lecz – niestety – na kredyt. Zna ją bowiem tylko z tego, że jest jedyną, wspaniałą żoną słynnego na całą Polskę posła. Lecz czy bez spisanego CV może oddać głos tak w ciemno? Kolejne pytanie sympatyka jest następujące: czy kandydatka się nie boi, że narobi sobie kłopotów w rodzinie? Po ewentualnym zwycięstwie nie będzie wiadomo, kto jest ważniejszy w domu, prezydent miasta czy poseł na Sejm. (Wśród struktur przeszedł śmiech).

Uspokajała sympatyka. Poseł zaręczył, że na czas kampanii będzie mężem swojej żony. Zaś co do CV, zapewniała znających ją dotąd z widzenia, że uczestniczyła w niezliczonej ilości spotkań oraz inicjatyw, nigdy nie wychylając się na plan pierwszy. Doświadczona politycznie. W 2005 r. po zwycięskich wyborach była na balu w Warszawie, a w 2009 r. uczestniczyła w panelu z posłankami, dotyczącym udziału kobiet w życiu publicznym. Mając całościową wizję co do miasta, nie musi się na wszystkim znać. Bo jeśli się całościowo widzi, są ludzie dedykowani konkretom. To tak jak z PIT. Po co wypełniać go samemu, skoro są księgowi? Najważniejsze, że tu jest. Mimo że ma męża w polityce, nigdy nie pragnęła uciec do stolicy.

Obecny na spotkaniu Klub Gazety Polskiej prosił o współpracę po ewentualnej wygranej. Bo, mimo nalegań, obecny prezydent ignoruje klub. Podczas akademii ku czci żołnierzy wyklętych uniemożliwiono wygłoszenie wiersza własnego autorstwa jego członkowi klubu. Zadeklarowała daleko idącą współpracę.

O znajomościach w rządzie

Zaraz po nominacji Iwona Mularczyk otworzyła Facebook, by – jeszcze nieoficjalnie – relacjonować wyborcom o niezwłocznym reagowaniu na odkrywane przez siebie palące problemy typu: komunikacja, smog, niemające co ze sobą zrobić matki z dziećmi pozbawionymi żłobków, głodowo opłacana służba zdrowia. Na kilka tygodni przed kampanią bulwersowała ją sytuacja na mieście, o czym donosiła na bieżąco rządowi RP.

26 lipca spędziła dzień w Warszawie, rozmawiając z ministrem Adamczykiem o komunikacji, a on obiecał rewizytę. Potem, ledwo odpoczęła w ogrodzie, zrywając renklody, 1 sierpnia znów udała się do stolicy na spotkanie z ministrem ochrony środowiska Henrykiem Kowalczykiem, zdążyła też oddać hołd powstańcom warszawskim oraz żołnierzom niezłomnym.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną