Społeczeństwo

Skołowane Gospodynie

Duch PRL w kołach gospodyń wiejskich

Spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z Kołem Gospodyń Wiejskich w Węgrzcach Wielkich. Spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z Kołem Gospodyń Wiejskich w Węgrzcach Wielkich. Marek Lasyk / Reporter
W koła gospodyń wiejskich, tak komplementowane niedawno przez premiera, wstąpił stary duch PRL. Oraz niepokój.
Mateusz Morawiecki nie mógł nachwalić się pań.Marek Lasyk/Reporter/EAST NEWS Mateusz Morawiecki nie mógł nachwalić się pań.

Oglądaliśmy je w TV za plecami premiera niemal codziennie. Odziane w odświętne zapaski chwalone były za zasługi dla wolnej Polski. Tańczyły premierowi hucuły, karmiły opadającego z sił, w ciągłej podróży po kraju. Zważywszy na fakt, że w PRL, na który przypadał czas świetności kół gospodyń, nie było aż tylu telewizyjnych odbiorników, premier zafundował im najdłuższe pięć minut w 100-letniej historii.

Obiecawszy 3 tys. plus na folklor zdenerwował internet. Wyzywano panie od gotujących żury garkotłuków i jeszcze gorszych: Koń by się uśmiał; Miały być elektryczne auta, a skończyło się na dofinansowaniu pieśni typu Wyszła Mańka za stodołę – komentowano.

Wielu stojącym za premierem reprezentantkom było nieswojo z powodu tych docinków, ale też nagłej troski premiera. Zapewne panie nieświadome były swej wartości w liczbach. Otóż w 21 tys. kół działa ponad milion kobiet. Samotne matki i niepełnosprawni od urodzenia to przy nich tyle, co nic.

Premier z radością opiewał spotkania z krzewiącymi staropolską gastronomię. Podczas poczęstunku w Sejnach jadł same przepyszności. Na drogę dostał ogromny sękacz i zanim dojechał do domu, zjadł – jak mówił – połowę, resztę Służba Ochrony Państwa. Nie ma nic smaczniejszego – komplementował – niż wyroby pochodzące z prastarych receptur, a pierogi ruskie, które mama przywoziła ze Stanisławowa, to jego ulubiona potrawa. Udając się busem na Lubelszczyznę, zdradził mediom, iż jest fanem nalewek. Preferuje te rzadsze, przyrządzane z aronii, jarzębiny i pigwy. Żałował, że mama nie działa w żadnym z kół, jednak we Wrocławiu byłoby to trudne.

Złośliwi śmiali się w internecie z premiera, który poczęstowany twarogiem wyznał, iż dostał zawrotów głowy: Co dodano do tego nabiału? Gdzie kupić? Kamysz proponował nawet zapić ser gryczanym miodem.

A to przecież nic śmiesznego. Wszyscy przed nim kosztowali. Donald Tusk był absolutnie zauroczony śniadaniem u gospodyń w Rzecinie, które spożywał, wysłuchując dowcipów o teściowych, a przebudziwszy się w gospodarstwie agroturystycznym, nie pamiętał, kiedy tak dobrze spał. Kto – naśladował gwarę – rozum w głowie mo, głosuje na PO. Jarosław Kaczyński w Strachocinie nie mógł się nachwalić bigosu, który zjadł w wyborczym 2015 r. Podczas posiłku wysłuchał skarg na wysokość emerytur. Prezydent Komorowski konsumował w tym czasie w gospodarstwie Ziołowy Zakątek w Korycinach, zaś Ewa Kopacz przyznała w Kieleckiem, że z tęsknotą myśli o schabowym zjedzonym w prawdziwym polskim domu. I szarlotce na deser.

Premier podziwiał

Mateusz Morawiecki nie mógł nachwalić się pań. W Zabrodziu, zaczynając wierszem zaczerpniętym od Kochanowskiego (Wsi spokojna, wsi wesoła), komplementował ich gigantyczną pracę w wielkim dziele dla Niepodległej. – To – przemawiał – dzielne gospodynie dbały, by spuścizna nie przepadła w mroku dziejów, nie naruszyły jej zakusy zaborców, nie zasypał wojenny kurz, nie wykrzywił komunizm. W Węgrzycach Wielkich nazwał dorobek pań przepięknym, podkreślając, że choć przybył prosto z Bukaresztu, czuje się zaszczycony.

Skrót KGW rozwijał autorsko jako Kobiety Gospodarne i Wspaniałe. Inaugurując w 100-lecie niepodległości pierwsze ogólnopolskie święto „Wdzięczni polskiej wsi” w Wąwolnicy, tłumaczył dlaczego tu. Otóż nie byłoby polskości, gdyby nie przodkowie tej ziemi, którzy przed 740 laty odparli najazdy mongolskie oraz tatarskie. Wręczył przy tym najstarszym członkiniom medale za poświęcenie dla Niepodległej. Nie ustawał w podziękowaniach, co panie ciut żenowało, gdyż nie czuły się aż tak kluczowe.

Za PRL zrzeszały się masowo, to fakt. Jednak członkostwo zapewniało im dotarcie do towarów deficytowych. Realizując zlecenia odgórne, jako najbardziej postępowy element wiejski, w zamian za uświadamianie higieniczno-estetyczne (w tym kursy bielenia obór) dostawały przydziały na pisklęta do chowu, pasze, nowoczesne sprzęty typu magle elektryczne i kuchenki gazowe.

W latach 90. koła mocno podupadły. Ciąg ku europejskości spowodował, że śmiano się z pań, zarzucając im wsiowość, a spotkania po świetlicach w ramach rozrywki zabiła obecność w TV pierwszych show. Dopiero ceniąca sobie swojskość Unia dodała im skrzydeł. Urzędnicy zapragnęli nagle uświetniać paniami ustanawiane na potrzebę chwili święta chleba, pszczoły, ziemniaka, truskawki, zalewajki. Bawiły imprezowiczów, biorąc udział w konkursach wbijania gwoździ na czas, najlepszego ugniecenia kapusty, strzelania pneumatycznego czy wyborach miss. Śpiewały po łąkach zapraszane przez firmy inaugurujące otwarcia wiatraków. Stały się na powrót bardzo zabiegane folklorystycznie.

Weźmy ostatni rok, spisany w kronice pewnego koła ziemi hrubieszowskiej, który zajmuje pół brulionu: mamy tu zawody „Kobiety i mak” (chodziło o promocję ciasta, bynajmniej nie o narkomanię); biesiadę błotną w Gródku, gdzie – ku uciesze widzów – panie szukały skarbów ukrytych w bajorkach; festiwal pieśni maryjnej, pasyjnej, żołnierskiej, partyzanckiej, biesiadnej, żniwnej, strażackiej, włoskiej, a nawet gotyckiej.

Komplementujący gospodynie premier przedstawił im pakiet wsparcia, wynagradzający ich trud na rzecz urządzania naszego niepodległego domu. Bo Polska – przemawiał – prócz dobrego gospodarza potrzebuje także gospodyni. Chwalił przy tym sam siebie za ich dostrzeżenie, czego nie zrobił PSL, interesujący się tylko Ochotniczą Strażą Pożarną. Obiecał nadanie paniom podmiotowości prawnej drogą nieskomplikowanej rejestracji, by – pielęgnując ludowość – mogły bez narażania się na mandaty sprzedawać ciasta na kiermaszach, odbierać dotacje, a przede wszystkim wspomniane 3 tys. plus (a nawet więcej). Na przyszły rok zarezerwowano dla pań w budżecie aż 100 mln zł. Minister Jacek Sasin uznał projekt za przełomowy i oczekiwany przez beneficjentki, zaś media totalne pisały, że rząd oszalał.

Panie także były zaskoczone. Przewodnicząca kół Barnadetta Niemczyk poczuła się zniesmaczona, że jako najważniejsza gospodyni w kraju nie została poproszona o konsultacje. Jak mają się niby odbywać te dotacje? W kopertach, skoro większość pań nie ma konta w banku? Przewodnicząca wyznała, iż czuła zawczasu, że coś się szykuje, odbierając telefony od koleżanek z całej Polski. Pytały, o co chodzi, gdyż dzwonią urzędy wojewódzkie i każą szybko podać dane kół, które w tym roku obchodzą 100-lecie istnienia.

Premier niechcący spowodował rozłam wśród pań. Kolekcjonerki dyplomów „Zasłużone dla powiatu” zaczęły między sobą milczeć na świetlicach. We wsi N. doszło nawet do ideologicznego pojedynku dwóch charyzmatycznych liderek na ulicy. Członkini K. była za sympatyzującym z premierem kandydatem, który obiecał kołu generalny remont świetlicy, z dodatkowym oknem, aneksem kuchennym, WC dla niepełnosprawnych (dotychczas siedziały kątem u strażaków) oraz 200 tys. na rozruch. Wdzięczna upiekła nawet tort pod nazwą „Słodkie wójtowe oczy”, bo podczas kampanii częstował panie miodem z własnej pasieki.

Tymczasem członkini Z. odkryła, że miodu mu zabrakło i jeździł ukradkiem na targi dokupować słoiki od konkurenta. Pod osłoną nocy zniszczyła baner z wizerunkiem wójta, który K. wywiesiła na prywatnym płocie. K. poszła z tym do proboszcza. Niech nie dopuści Z., będącej w opozycji, do czytania podczas mszy listów apostolskich. Choć zwyciężył wójt z tortu, Z. i K. po dziś dzień wyzywają się na ulicy od zołz.

Tu trzeba nadmienić, że panie są na swoim punkcie bardzo wrażliwe. Więc zastanawiano się po świetlicach, czemu premier chce przepchnąć pakiet tak szybko, skoro nie ma on większego znaczenia dla funkcjonowania Rzeczpospolitej. Poszła po kołach plotka, że w ubiegłym roku Kukiz’15 złożył podobny, jednak PiS zaopiniował go negatywnie.

Premier ponaglał

Podczas procedowań w trybie pilnym na komisji rolnictwa i rozwoju wsi sabotowała ustawę totalna opozycja. Otóż prawo zakłada, iż zrzeszonych pań musi być minimum 10. Czy to nie za dużo, skoro rolników ubywa? Może by zacząć od pięciu? Z ust chcących pilnie przepchnąć ustawę padały zgryźliwe riposty, by rolnik poszukał żony.

Dlaczego na wsi – przeszkadzano w procedowaniu – ma działać jedno koło, kiedy są miejscowości długie na kilkanaście kilometrów, np. Zawoja. Zdarza się, iż panie tworzą trzy, bynajmniej się nie kłócąc. Nakaże się im odgórne samorozwiązywanie? Kto zdecyduje, które jest lepsze? Ponaglani ustawodawcy uznali tę argumentację za zakrawającą na absurd. Nie może być bowiem w jednej wsi pięciu dotowanych kół, osobno od malowania jajek, oscypków, pląsów, przyśpiewek itp. A co jeśli – sabotowano – jedno koło przypada na dwie wsie?

Czy mamy – wnosili poprawki nieustający w utrudnianiu procedowań – definicję gospodyni? Dlaczego do koła mogą należeć tylko członkinie posiadające meldunek na wsi? Co z liderkami podmiejskimi, wprowadzającymi wśród pań folklorystyczny ferment? W takiej Łodzi w kilkunastu zarejestrowanych kołach takimi liderkami są właścicielki domków rekreacyjnych, gdzie przebywają tylko latem.

Pośpiech także i paniom wydał się podejrzany, zwłaszcza w kontekście opresji, jakich doznały za rządów premiera, gdy był jeszcze w randze ministra. Od 2016 r. odzyskująca VAT skarbówka uwzięła się na festyny, robiąc paniom kipisz na straganach o skali dotąd niespotykanej. Najbrutalniejsza akcja miała miejsce podczas promującego folklor festiwalu smaku w Grucznie. Najechały naraz skarbówki z Łodzi, Bydgoszczy oraz Warszawy. Na stragany wtargnęli uzbrojeni policjanci w kamizelkach kuloodpornych wyposażeni w broń krótką. Otoczywszy promujących regionalizm, siłą odbierali nalewki, zamieniając zabawę w horror.

Jeden z uczestników był świadkiem, jak ukarano sprzedawczynię za to, że nie wbiła na kasę siatki za 15 gr, w którą włożyła pączka. A podczas biesiady łowickiej w Maurzycach tajniacy obserwowali stanowiska gospodyń z ukrycia. Wypytywali o ceny produktów, po czym zaatakowali z zaskoczenia, gdy podeszła pierwsza osoba poczęstowana nalewką.

Panie odebrały te naloty jako bezpardonowy atak na folklor. Za PO – komentowało się podczas zebrań wiejskich – takich patologii nie było. Obchodzący niebawem święto śliwki martwili się o swoje powidła oraz miody pitne.

Panie tłumaczyły się przed stawiającymi je w jednym szeregu z przestępcami, że przecież degustowanie promuje wiejskość, a obecność uzbrojonych na festynach nie zjednuje im smakoszy, burząc wizerunek wsi spokojnej. Zresztą podatek akcyzowy uregulowały, płacąc legalnie za niezbędny do nalewek spirytus. Ci zasłaniali się powodem fiskalnym, a nade wszystko troską o degustujące społeczeństwo, które panie narażają na uszczerbek zdrowotny trunkami niewiadomego pochodzenia.

Premier zaniepokoił

Poszedł po kołach niepokój, czy aby koła, utrzymujące się dotychczas głównie ze składek członkowskich oraz wypożyczeń naczyń na wesela, które nie saportowały nominatów premiera na wójtów, też zostaną beneficjentkami 3 tys. plus?

Największą obawę budzi to, że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, której panie podporządkowano, ustawowo jest z nadania politycznego. Ileż to urzędników będzie teraz czytać sprawozdania, czuwając, czy nie robią czegoś niestosownego.

Tu należy podkreślić, że dbanie o Niepodległą traktują dość luźno. Zajmują się głównie gastronomią.

Gospodynie, którym nie w smak „dobra zmiana”, zastanawiają się, co z nimi będzie. Co będzie z frywolnym dopisywaniem nowych zwrotek na tematy współczesne do pradawnych pieśni? Co z finansowaniem chust, produktów spożywczych, stelaży pod wieńce dożynkowe? A co z zarażającym dzieci tańcem południowoamerykańskim? Ze świętem dyni, kojarzącym się z antykatolickim Halloween?

Wreszcie z mężami? Coraz więcej panów zostaje prezeskami kół, a ci, którzy mają z tym dyskomfort, otwierają własne. Unijna przychylność folklorowi spowodowała, że też poczuli ku niemu zapał. Czy na dotację może liczyć Koło Chłopa Wiejskiego w Radziszewie, podtrzymujące tradycje posługiwania się sierpem oraz młotem? Co z warzącym piwo kołem płci męskiej w Różańsku? Ze zrzeszonymi gospodarzami w Stanicy, specjalizującymi się w śląskim śpiewie przy golonce? Czy dla ustawodawcy nie będą zakrawać na jakieś LGBT? I wreszcie, czy też mogą liczyć na 3 tys. zł, które gospodynie będą inkasować już wkrótce.

Polityka 51/52.2018 (3191) z dnia 18.12.2018; Społeczeństwo; s. 43
Oryginalny tytuł tekstu: "Skołowane Gospodynie"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną