Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wkręcają i wyłudzają

Nowe oszustwa: na wypadek

Jak wyjaśniają policjanci, psychologiczne umiejętności „telefonistów” biorą się z doświadczenia. Dzięki stałym rozmowom wyczuwają, co działa na potencjalne ofiary. Z telefonu na telefon korygują, poprawiają przekaz. Jak wyjaśniają policjanci, psychologiczne umiejętności „telefonistów” biorą się z doświadczenia. Dzięki stałym rozmowom wyczuwają, co działa na potencjalne ofiary. Z telefonu na telefon korygują, poprawiają przekaz. Igor Morski
Jest lato, czas wyjazdów i wypadków. Wykorzystują to przestępcy. Nie pomagają akcje informacyjne – każdy dzień to kolejni oszukani „na wypadek” czy „na policjanta”. Interes tak się rozrósł, że gangi szukają ludzi do pracy przez ogłoszenia.
Osobną podgrupą oszustw są oszustwa „na policjanta”. Złapała się na to pani z Warszawy. Oddała na „akcję specjalną” okrągły milion złotych. Przez dwa tygodnie sukcesywnie przekazywała środki (tyle trwały operacje likwidacji lokat i inwestycji kapitałowych).Piotr Kamionka/Reporter/EAST NEWS Osobną podgrupą oszustw są oszustwa „na policjanta”. Złapała się na to pani z Warszawy. Oddała na „akcję specjalną” okrągły milion złotych. Przez dwa tygodnie sukcesywnie przekazywała środki (tyle trwały operacje likwidacji lokat i inwestycji kapitałowych).

Może każdy rozhisteryzowany kobiecy głos jest podobny? – zastanawia się Hanna, specjalistka marketingu w dużej korporacji w Warszawie. Jej mama, emerytowana lekarka z Trójmiasta, gdy odebrała telefon i usłyszała kobiecy szloch, była pewna, że to jej córka. – Haniu, co się stało?! – krzyknęła w słuchawkę. Oszustka podająca się za Hannę szlochała: – Miałam wypadek, zabiłam kobietę na przejściu, leżę w szpitalu, będę miała zaraz jakąś operację, była u mnie policja, jest rodzina osoby zabitej. Błagała „rodziców”, żeby wyjęli wszystkie pieniądze. Trzeba je za pośrednictwem policji przekazać rodzinie ofiary. Wtedy poszkodowani nie wniosą skargi. I jeszcze wezwanie: Mamusiu, błagam, nie rozłączaj się, ja się boję, do nikogo nie dzwoń, błagam.

To było psychologicznie świetnie rozegrane – przyznaje Hanna. – Mama zadzwoniła tylko do taty po pieniądze. Przejął rozmowy na swoją komórkę. Był przekonany, że kontaktuje się z policjantem i prokuratorem na przemian i z płaczącą kobietą, którą brał za córkę.

Statecznemu, zdroworozsądkowemu inżynierowi, gdy usłyszał słowa córki: pomóż mi, wyłączyła się logika – tłumaczy ojca Hanna. Wypłacił oszczędności całego życia – 150 tys. zł. I zgodnie z poleceniami, jakie dostawał przez telefon (rozmówcy nie pozwalali mu się rozłączyć), zawiózł pieniądze pod podany adres i na hasło „Hania, wypadek” oddał je stojącemu na chodniku mężczyźnie. – Z nerwów ta cała kasa mu się wysypała na ulicę, zbierał przy nim te pieniądze i mu to wszystko dał – opowiada Hania.

Ale to nie był koniec. Po chwili w telefonie usłyszał, że potrzeba więcej pieniędzy. Pożyczył więc od babci środki, które miała odłożone na pogrzeb.

Polityka 27.2019 (3217) z dnia 02.07.2019; Społeczeństwo; s. 37
Oryginalny tytuł tekstu: "Wkręcają i wyłudzają"
Reklama