Społeczeństwo

Jak mamy wrócić? Pytają Polacy rozsiani po całym świecie

Powroty Polaków do kraju Powroty Polaków do kraju Michał Parzuchowski / Unsplash
Premier zapewniał, że mimo zamkniętych od niedzieli granic przebywający w różnych miejscach świata Polacy będą mogli wrócić do kraju. Tylko właściwie jak?

Rozsiani po świecie Polacy wymyślają strategie powrotu. „Poszukujemy transportu dla dwóch osób w niedzielę wieczorem do Warszawy. Czy ktoś wraca i mógłby nas zabrać?”, „Szukam transportu dla kuzynki z Düsseldorfu do Białegostoku”, „Również jestem zainteresowana powrotem – byle jaki teren Polski” – piszą na facebookowych grupach ci, którzy próbują dotrzeć lądem. Propozycji nie ma wiele. Albo prześmiewcze: „To se poszukacie”.

W obliczu odwołanych lotów wśród wracających z innych kontynentów dominuje podejście „byle do Niemiec”. „Najlepiej dolecieć teraz samolotem do Berlina albo Frankfurtu. Bo Niemcy nie zamknęli jeszcze swoich granic. A z Niemiec do Polski to już jakoś się przejedzie” – planują w gorączkowych rozmowach na WhatsAppie.

Mimo że stworzona przez rząd we współpracy z LOT strona internetowa lotdodomu.com oficjalnie działa od soboty (trzeba się zarejestrować i czekać na informacje o czarterowym samolocie), to z powodu błędów i sprzecznych informacji wielu Polaków dotyka panika. Czują, że aby wrócić do domu, muszą liczyć głównie na siebie. I kombinować.

Czytaj też: „Tkwimy tu pełni lęku”. Grupa Polaków utknęła w Indiach

Lotnisko to dopiero skupisko

Na Okęciu mieli być w poniedziałek o 5 rano. Dwa loty z przesiadką: z wyspy Langkawi do Dohy w Katarze, stamtąd do Warszawy. Jeszcze w piątek, gdy ogłoszono zamknięcie granic, wszystko działało normalnie. Udało się nawet odprawić online na oba połączenia obsługiwane przez katarskie linie. Okazało się, że był to tylko błąd techniczny. Już w sobotę wieczorem ich czasu (siedem godzin do przodu) przyszedł mail z informacją, że lot z Dohy został odwołany. Linie proponują zwrot pieniędzy lub kontakt z biurem, uprzejmie proszą o zrozumienie.

Wydało mi się to dziwne – opowiada prof. Marek Niezgódka, matematyk, dyrektor Centrum Cyfrowej Nauki i Technologii na UKSW, który z rodziną i przyjaciółmi ostatnie dwa tygodnie spędził na wakacjach w Malezji. – Gdy poprzedniego dnia sprawdzałem obłożenie połączenia do Warszawy, samolot był prawie pełny. Dopiero potem, głównie dzięki rozmowom z rodziną, dotarło do nas, że od niedzieli jednym cięciem granice zostają zamknięte i nie wiadomo właściwie, co dalej.

Na rajskiej wyspie, odseparowani od świata, dostawali szczątkowe informacje. Na stronie lotniska Chopina przez długi czas widniał komunikat, że wstrzymano loty międzynarodowe. Odsyłano do decyzji rządowej: Polacy będą mogli wrócić samolotami czarterowymi. Skąd i kiedy? Nie wiadomo. Infolinia MSZ była głucha, tak jakby numer nie istniał. Ambasada w Kuala Lumpur nie odbierała – sobota wieczór, środek weekendu – i zaprasza do kontaktu we wtorek rano. To samo w biurze polskiego konsula w Katarze.

Jedyne rozwiązanie, które nam się nasuwa, to przebukowanie lotu z Dohy do któregoś z lotnisk w Niemczech. A stamtąd może jakiś bus? Może samochód? – relacjonuje prof. Niezgódka. Sześcioosobową grupą zgodnie postanowili, że za wszelką cenę należy uniknąć oczekiwania na połączenie czarterowe oferowane przez rząd.

Na lotnisku tej wielkości co Doha z każdą godziną przybywa Polaków wracających z różnych stron świata. Dopóki się tam nie znajdziemy, nie wiemy, jak to wszystko jest zorganizowane. Docierają do nas informacje, że na czarter czeka już około tysiąca osób. Podstawienie samolotu na pewno nie nastąpi od razu. Wszędzie mówią, że należy unikać dużych skupisk ludzkich, a takie lotnisko to dopiero jest skupisko – mówi podróżująca z Niezgódką lekarz stomatolog Beata Łęczycka.

Czytaj też: Czego unikać? Pięć błędów, które najczęściej popełniamy

Co z lotami czarterowymi?

Wydawałoby się, że przedostanie się z Londynu do Warszawy to już prostsza operacja. Ale pisarz Maciej Hen wcale nie ma takiego wrażenia. Od 10 marca jest w Wielkiej Brytanii. Pojechał z córką, która miała rozmowę kwalifikacyjną na jedną z uczelni, robił też zdjęcia do swojej książki o Beatlesach. Próby ustalenia, jak wrócić do kraju, zajęły mu już przynajmniej połowę pobytu. Jego lot linią Ryanair był zaplanowany na 19 marca, ale już w piątek 13 dowiedział się, że nie poleci. Jedyne, co mu zaproponowano, to połączenie zastępcze do Berlina za 3 tys. zł z własnej kieszeni.

Nawet nie pytałem, czy to 3 tys. za nas oboje, czy za jedną osobę. Nie stać mnie obecnie na taki wydatek. Zaczęliśmy się z córką zastanawiać, czy nie byłoby rozsądniej wrócić wcześniej. Nie wiadomo, co się wydarzy. Może zamkną wszystkie granice? Córka za półtora miesiąca zdaje w Polsce maturę. Egzaminów jeszcze nie odwołano – opowiada Hen.

W jego przypadku, podobnie jak w wielu innych, wystąpił problem z dostępem do konkretnej informacji. Infolinia MSZ pozwoliła mu wysłuchać wesołej melodyjki, potem połączenie się zerwało. Numer do konsulatu w Londynie, na który dzwonił w sobotę, przekierował go do warszawskiej centrali. Usłyszał, że trzeba czekać do poniedziałku, bo konsulat nie pracuje w weekendy.

Niby każdy ma komórkę i dostęp do internetu, ale wiadomości jest tyle, że ciężko się zorientować, co jest aktualne, a co już nie, co jest wiadomością potwierdzoną, a co plotką. A informacje oficjalne niestety pojawiają się bardzo powoli – mówi Hen.

Gdy w sobotę wieczorem została uruchomiona strona lotdodomu.com, pisarz od razu spróbował się zarejestrować. Ale i tu pojawiły się wątpliwości. Początkowo trzeba było wybrać z liczącej setki pozycji listy lotnisk na świecie, aby znaleźć to, na którym się przebywa. Po kilku godzinach błąd został naprawiony. W obecnym formularzu należy zaznaczyć okienko z pytaniem „Czy możesz przybyć na lotnisko w ciągu 12 godzin?”. Ale informacji, jak samoloty będą podstawiane, ile ich będzie, na razie brak.

Hen obawia się, że jeśli zaznaczy tę opcję, samolot zostanie podstawiony bardzo szybko, a on nie mieszka w Londynie, zatrzymał się u znajomych w Birmingham. Czy zdąży na wyznaczony lot? A jeśli nie zdąży? A jeśli zdąży i przylecą, to czy żona da radę przygotować ich dom do kwarantanny, zrobić zakupy, zgromadzić potrzebne rzeczy? Już przecież wiadomo, że najbliższe dwa tygodnie spędzą zamknięci.

Jeśli będzie zbyt długo zwlekał z rejestracją, lista może zostać zamknięta. Co wtedy? Może mieszkać u znajomych, co w porównaniu z sytuacją wielu innych Polaków jest dużym komfortem, ale w Birmingham wolałby nie zostawać na dłużej. W sklepach prowadzonych przez Pakistańczyków pojawiły się limity na towary, np. ryż. Wstępnie sprawdzał już BlaBlaCar, czyli możliwości dołączenia do innych podróżujących w zamian za zrzutkę na benzynę. Jakieś oferty są, opcja ratunkowa jest.

Czytaj też: Jak się nie zarazić? Co zrobić, gdy mam objawy infekcji?

Polacy jak bezpaństwowcy

Prof. Marek Niezgódka z przyjaciółmi nie dotarli nawet do Dohy. Utknęli na małym lotnisku na wyspie Langkawi, całe ich połączenie zostało w niedzielę anulowane. Próbują dostać się do Kuala Lumpur, a stamtąd czym się da do Europy. Mówią, że czują się jak bezpaństwowcy: nawet gdyby chcieli skorzystać z czarteru rządowego, to nie wiedzą, z jakiego lotniska. Na razie wszystkie połączenia muszą załatwiać na własną rękę, linia umywa ręce, nie proponuje nawet hotelu na czas oczekiwania. Próby odzyskania pieniędzy to będzie epopeja, która czeka ich po powrocie. Zamknięci w kwarantannie będą mieli na to sporo czasu.

Maciej Hen postanowił, że z decyzją o wypełnieniu zgłoszenia na lot czarterowy wstrzyma się do niedzielnego wieczora. Czeka na rozwój wydarzeń.

Na stronach zajmujących się rezerwacją biletów przez internet pojawiają się wstępne harmonogramy lotów czarterowych do Polski. Jak podają mlecznepodroze.pl, 15 marca samoloty odlecą z Londynu, Chicago, Nowego Jorku i Toronto. 16 marca – z Chicago, Nowego Jorku, Kolombo, Londynu, Larnaki oraz Tbilisi. Przykładowe ceny: Nowy Jork – od 1988 zł, Kolombo – 3247 zł, Tbilisi – 990 zł.

Za powrót lotami organizowanymi przez LOT podróżujący zapłacą zryczałtowaną stawkę. Jej wysokość będzie zależała od kierunku: 400–800 zł w granicach Europy i 1600–2400 zł za przelot dalekiego zasięgu. Resztę dopłaci rząd.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ile mamy płci?

Rozmowa z dr n. med. Aleksandrą Jodko-Modlińską, psychologiem i seksuologiem, o nieoczywistej tożsamości płciowej.

Paweł Walewski
08.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną