Społeczeństwo

Historia Magdy. Wyparcie pozwala żyć, ale przemoc wraca

Trauma osób molestowanych czy gwałconych ma związek z ciałem, które jest przez nich postrzegane jako brudne i zbrukane, więc każą je za to, co się wydarzyło. Trauma osób molestowanych czy gwałconych ma związek z ciałem, które jest przez nich postrzegane jako brudne i zbrukane, więc każą je za to, co się wydarzyło. Carolina Heza / Unsplash
Kiedy cierpienia jest zbyt wiele, dziecko chroni się i odcina od wspomnień – tłumaczy Magdalena Nowacka, psycholożka z gdańskiego oddziału Centrum Praw Kobiet.

KATARZYNA CZARNECKA: – Według raportu fundacji Dajemy Dzieciom Siłę co piąte polskie dziecko doświadczyło obciążającego doświadczenia seksualnego, a 7 proc. zostało wykorzystanych fizycznie. 21 lipca „Gazeta Wyborcza” opublikowała materiał o Magdalenie Nowakowskiej, która w wieku 9–12 lat była molestowana seksualnie i jako sprawcę podaje Zdzisława Antoniego Kurskiego, syna byłego prezesa TVP. Czy opisane tam zachowania pokrzywdzonej, dziś 20-letniej, wydają się pani nietypowe?
MAGDALENA NOWACKA: – Są jak najbardziej charakterystyczne dla osób, które doświadczyły przemocy seksualnej.

„Małoletnia ma prawidłowo ukształtowaną zdolność do postrzegania, zapamiętywania i odtwarzania spostrzeżeń” – napisał po zeznaniach Magdy biegły psycholog sądowy. Oznacza to, że nie konfabuluje. Co pozwala wydać taką opinię?
Przemoc seksualna jest trudna do udowodnienia, jeśli nie ma bezpośrednich dowodów, takich jak materiał biologiczny. Zazwyczaj jest słowo przeciwko słowu. Tego, że ktoś jej doświadczył, dowodzą charakterystyczne objawy.

Jakie?
Jest ich wiele. Przede wszystkim ofiarom przemocy towarzyszy lęk i stałe nasilenie stresu, których źródło trudno zidentyfikować. Mają niską samoocenę, nie kontrolują i nie radzą sobie z emocjami. Czasami dochodzi do regresu emocjonalnego – osoba pokrzywdzona zachowuje się tak, jakby znowu była dzieckiem. Cierpi na nawracające bóle głowy i brzucha. Nadużywa środków psychoaktywnych, ma zaburzenia odżywania, samookalecza się, podejmuje próby samobójcze.

Wymazywanie siebie

Magda trafiła do szpitala psychiatrycznego z powodu nadużywania leków. Ale miała także zaburzenia depresyjne, odżywania, okaleczała się.
Trauma osób molestowanych czy gwałconych ma związek z ciałem, które jest przez nie postrzegane jako brudne i zbrukane, więc każą je za to, co się wydarzyło. Wyraźnym sygnałem świadczącym o autentyczności krzywdy jest także izolacja społeczna – dziecko, które normalnie funkcjonowało z rówieśnikami, w pewnym momencie zamyka się w sobie. Właściwie wymazuje część siebie.

Magda mówi, że długo po tych wydarzeniach miała w głowie czarną dziurę. Ale nie lubiła, kiedy ktoś za nią stawał, a na widok mężczyzny podobnego do człowieka, którego wskazuje jako sprawcę, miała odruch wymiotny. W 2015 r. wyjawiła, że sprawca „kazał jej klękać, wchodził na nią na czworaka, podwijał jej koszulkę, obejmował ją za ramiona i poruszał się w sposób imitujący stosunek”. O tym, że doszło też do gwałtu, zaczęła sobie przypominać później. Co może być odpowiedzią na pytania, które w przekazanym mediom oświadczeniu zadaje matka tego mężczyzny: „Dlaczego Magda przypomina sobie nagle nowe szczegóły dotyczące mojego syna? Jak rozumieć »nowe wspomnienia pokrzywdzonej«, które nie były zgłaszane podczas postępowania w prokuraturze?”.
Odpowiedzią jest wyparcie. To naturalny mechanizm występujący u dzieci, które przeszły traumę. Kiedy cierpienia jest zbyt wiele, mózg chroni przed przeciążeniem wynikającym z przytłaczających emocji, bo dziecko odczuwa je jako zagrażające. Odcina się od wspomnień. Dorosłe już kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, jako kilkulatki mówią, że mają białe plamy dotyczące tego okresu w życiu. Zdarza się też, że dzieci z czasem udają przed samymi sobą, że to ktoś inny był molestowany, albo że im się to śniło. Słowem: dochodzi do wymazania tych wydarzeń z pamięci, żeby obronić się przed powrotem złych emocji i dalszym pogłębianiem się traumy.

Czy to jest mechanizm świadomy?
Nie. I ostatecznie jest niekorzystny. Mimo wyparcia występują wciąż objawy psychiczne i somatyczne, ale nie jesteśmy w stanie zlokalizować, co je powoduje. A wydarzenia mimo wszystko zostają zapamiętane i mogą się przypomnieć właśnie nagle, w najmniej oczywistym momencie.

Wyzwalaczem wspomnień dla Magdy było dostrzeżone podczas gry w scrabble słowo „szczurek”. Tak mówił do niej nie sprawca, tylko jego ojciec, który nie miał z molestowaniem nic wspólnego.
Nic w tym dziwnego. Jeżeli coś wyzwala silne emocje, człowiek zapamiętuje też ludzi, miejsca, rzeczy i wydarzenia, które działy się dookoła tej sytuacji. Ten kontekst wykracza więc poza osobę sprawcy.

Ochrona siebie nie kończy się na wyparciu

Magda najpierw powiedziała, że do molestowania dochodziło w mieszkaniu w Warszawie, później, że w leśniczówce, w której rodzice jej i 24-letniego wówczas sprawcy spędzali dni wolne. To zostało wykorzystane jako argument, że nie jest wiarygodna. Dlaczego to, co mówiła, było w tym punkcie niespójne?
Rzecz w tym, że ochrona siebie nie kończy się na wyparciu. Skoro mózg ze wszystkich sił starał się o czymś zapomnieć, to może też zniekształcać nawracające wspomnienia. Detale mogą się nie zgadzać również dlatego, że nie dopuszcza, żeby do świadomości wrócił cały obraz zdarzeń, tylko go powoli składa, żeby nie przeciążyć psychiki. Naprawdę w znakomitej większości przypadków osoby z traumą potrzebują wielu lat psychoterapii, żeby precyzyjnie odtworzyć to, co je spotkało. Mogą to zrobić dopiero, gdy nie jest to już emocjonalnie tak zagrażające.

Czy o wiarygodności zeznań pokrzywdzonej świadczy także sposób, w jaki mówi o swoich przeżyciach?
Nawet 15-latka to nadal dziecko. Nie można od niej wymagać, żeby potrafiła dokładnie nazwać czynności, jakim podlegała, i żeby posługiwała się językiem całkowicie seksuologicznym, takim, jakim posługują się osoby dorosłe. Kiedy małoletni zeznają, zazwyczaj mówią swoimi słowami, które wydają się niekiedy nieadekwatne. I jeśli ktoś nie jest psychologiem, może uznać, że ich relacje są tak rozmyte, że właściwie nie do końca wiadomo, o co chodzi. To swoją drogą dowodzi, jak bardzo dzieci są nieprzygotowane na ewentualność niewłaściwych zachowań seksualnych wobec nich.

Dlaczego są nieprzygotowane?
Bo nikt ich nie edukuje. Rodzice im mówią, że nikt nie może ich uderzyć na placu zabaw, bo bić się nie wolno. Ale niewiele dzieci dowiaduje się odpowiednio wcześnie, że mają też inne granice, których nikomu nie wolno przekraczać bez ich zgody. Mało tego, są raczej uczone, że nie mogą tych granic mieć i że ich ciało należy do wszystkich.

Co to znaczy?
Na przykład dziecko nie chce się przytulić do cioci albo pocałować na powitanie wujka. Nie dlatego, że oni je krzywdzą, tylko po prostu nie ma na to ochoty. Ale mama czy tata mówi, że musi to zrobić, bo cioci czy wujkowi będzie przykro. Więc dziecko się przytula i całuje. Oczywiście rodzice nie mają złych intencji, ale w efekcie dziecko myśli, że musi pozwalać innym na przekraczanie swoich granic, bo inaczej kogoś zawiedzie i nie spełni obowiązku. To są podstawowe sprawy.

Przysięga milczenia

Kiedy taką edukację powinno się rozpocząć?
Jak najszybciej, nawet od wieku przedszkolnego. Już wtedy powinno wiedzieć, co jest publiczne, a co prywatne. Że są takie miejsca w ich ciele, których w żadnym razie nie powinny dotykać osoby spoza kręgu zaufania. Trzeba oczywiście ten krąg określić: mama, tata, pani doktor, może babcia czy dziadek. I że nikt nie powinien obnażać swoich genitaliów przed nimi (bardzo częstym rodzajem nadużycia seksualnego wobec dzieci jest masturbacja w ich obecności). Później razem z rozwojem dziecka trzeba wprowadzać kolejne tematy związane z seksualnością. Stopniowo, nie wszystko na jednej lekcji.

Żeby to zrobić, trzeba intymne części ciała nazwać. A wielu dorosłych ma z tym problem. Posługują się określeniami pornograficznymi, naukowymi albo pieszczotliwymi. Czy któryś z nich jest właściwy dla małych dzieci?
Najbardziej neutralne są nazwy naukowe. Dzieci powinny wiedzieć, że mają waginę i penis, a nie muszelkę i siusiaka. Ale to zależy od rodziny – będą używały takich określeń, jakie znają od mamy i taty. Na pewno jednak nie powinno się ich uczyć określeń rodem z filmów pornograficznych.

One same się tego uczą.
To pokazuje, jaki mają dostęp do wiedzy. Powtarzają słowa używane przez rówieśników. A rówieśnicy znają je z łatwo, niestety, dostępnych w sieci filmów pornograficznych i innych materiałów, które pokazują seksualność wulgarnie i przemocowo. Raczej nie będą szukać w encyklopedii określeń na narządy płciowe czy zachowania seksualne. Stąd w ich języku cipa, ch...j, rżnięcie itd. I złe modele zachowań.

Magda o mężczyźnie, który ją krzywdził, mówi: „odbierał ode mnie »przysięgę milczenia« i groził, że w innym wypadku mój tata straci posadę u jego taty (...) oraz »zostanie zniszczony«”. Jaki takie słowa mają wpływ na ofiarę?
Rujnują poczucie bezpieczeństwa. W tym momencie dziecko czuje, że jest w sytuacji bez wyjścia, że jest zupełnie bezradne. Musi poddawać się temu, co nie jest dla niego akceptowalne, bo sprowadzi poważne konsekwencje na najbliższe osoby. Sprawcy przemocy wobec dzieci zazwyczaj stosują takie właśnie uwikłania. Druga strona tego medalu jest taka, że jeśli dziecko dowiaduje się, że ma o czymś nie mówić, to podświadomie rozumie, że to coś złego. I nabiera przekonania, że samo jest złe, brudne i zbrukane. Do braku bezpieczeństwa dochodzi więc poczucie winy i wstydu. Tym bardziej więc chce dotrzymać tajemnicy, żeby nikt się nie dowiedział, jak bardzo jest złe. I koło się zamyka: dziecko zostaje samo z sytuacją, która je przerasta, a to jest dla niego wyniszczające.

Teoretycznie powinno zaufać rodzicom.
Zaufanie jest tu absolutnie kluczowe. Im jest mniejsze, tym mniejsza szansa, że dziecko powie, co złego ktoś mu robi. Bo boi się, że zostanie ukarane, albo że rodzice nie uwierzą i nic się nie zmieni. To się niestety często zdarza, także dlatego, że oprawcami dzieci są zazwyczaj członkowie bliższej lub dalszej rodziny albo przyjaciele rodziców.

Droga do odzyskania godności

Według przywołanego już raportu FDDS to 60 proc. przypadków. Ale czy w przypadku gróźb dotyczących matki czy ojca nie dochodzi także do odwrócenia ról?
Może dojść do parentyfikacji. Dziecko dowiaduje się od oprawcy, że jego zachowanie może wpłynąć na dobrostan rodziny. Widzi więc zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla mamy czy taty. I chcąc ich chronić, przyjmuje rolę odpowiedzialnego i poświęcającego się rodzica.

Odwrócenie ról samo w sobie ma poważne konsekwencje. Stąd m.in. problem z tworzeniem zdrowych relacji.
Osoby, które spotkała przemoc seksualna, oczywiście także mają takie kłopoty. Poza tym może u nich dojść do awersji seksualnej – nie chcą mieć tego typu kontaktów, bo postrzegają je jako zagrażające. Niektóre pozwalają na to, żeby ich partnerzy przekraczali granice, bo bardziej skupiają się ich potrzebach, poświęcając własne. Są także osoby, które będą często angażować się w przygodny i nieraz ryzykowny seks, bo są nauczone, że tym, czego inni od nich oczekują, jest ich seksualność.

Można się z tego wyleczyć?
Tak, w psychoterapii lub terapii seksuologicznej. Tylko, po pierwsze, najpierw trzeba poprosić o pomoc, a osoby, które czują się bezwartościowe, rzadko to robią. Po drugie, im szybciej trafi się do specjalisty, tym lepsze prognozy na przyszłość. A w Polsce z terminami jest źle.

Jak bardzo?
Na wizytę na NFZ czeka się od pół roku do roku, a w niektórych miejscach do dwóch lat. A to oznacza, że w gabinecie pojawia się osoba będąca w zupełnie innym momencie życia niż ta, która się zapisywała. Najlepszym wyjściem jest więc zwrócenie się do fundacji, takich jak Centrum Praw Kobiet, gdzie specjaliści są dostępni bezpłatnie.

Jakie znaczenie dla pokrzywdzonej ma to, czy sprawca zostanie ukarany?
Jest kluczowe dla elementarnego poczucia sprawiedliwości. Osoba podlegająca przemocy konsekwencje odczuwa bardzo długo: musi chodzić na psychoterapię, często także na terapię uzależnień, odczuwa lęk i inne dolegliwości, słowem: ciągnie za sobą brzemię. Jej oprawca także więc powinien ponieść konsekwencje. To jest też droga do odzyskania godności. Poczucia, że jest się jednak coś wartą, skoro ktoś został ukarany za to, że jej tę godność odebrał.

Poza tym zmniejsza się poczucie zagrożenia, że spotka się tę osobę ponownie. A przecież sam widok powoduje ogromny stres. W końcu ofiara przekonuje się, że niczemu nie jest winna, niczego sobie nie uroiła, nie zinterpretowała źle zachowań sprawcy. Ale pewne zmiany w psychice pozostają i trzeba je przepracować z psychoterapeutą.

Powtórna wiktymizacja

Ofiary molestowania czy gwałtu niekiedy oskarża się o to, że żądając sprawiedliwości, de facto się mszczą. A przecież prowokowały, same się prosiły albo on ją raz czy dwa dotknął, nic się strasznego nie stało, a ona teraz rujnuje mu życie.
To wtórna wiktymizacja i ponowne zrzucanie winy na ofiarę. Nie ma takich wątpliwości, jeśli żąda się zadośćuczynienia za niewielką kradzież. Tu chodzi o takie naruszenie cielesności, które promieniuje na daleką przyszłość. Potrzeba zadośćuczynienia krzywdzie w żaden sposób nie mieści się w kategorii zemsty.

Sprawa, o której rozmawiamy, nie trafiła do sądu, została dwukrotnie umorzona przez prokuraturę. Magda stwierdziła, że wymiar sprawiedliwości ją zawiódł, więc nie będzie się już odwoływać. I poszła ze swoją historią do mediów. Jak to może jej pomóc?
To bardzo częste, że kobiety rezygnują z drogi prawnej. Również dlatego, że to trudne – muszą mówić o swoich przeżyciach, łapie się je za słówka, muszą się konfrontować z osobą, od której doświadczyły przemocy, co oznacza kolejne traumatyczne doświadczenia. A na końcu i tak mogą dostać dokumenty, że prawdopodobnie kłamały albo nie ma na ich słowa wystarczających dowodów. Umorzenia czy uniewinnienia wywołują zaś poczucie, że nieważne, co pokrzywdzone zrobią, i tak zostaną bez pomocy, więc po co się dalej starać. Z drugiej strony jest w nich złość i frustracja. I one mogą być wyrażone właśnie przez nagłośnienie sprawy. Powiedzenie światu, że konkretny człowiek zrobił coś strasznego i nie poniósł konsekwencji prawnych, więc niech przynajmniej poniesie konsekwencje społeczne.

A może to efekt nadziei, że po publikacjach mechanizm sprawiedliwości zostanie ponownie uruchomiony?
Tak się zdarza, ale nie zawsze. Ważniejsze chyba jest to, żeby głos pokrzywdzonej stał się słyszalny i być może uchronił inne osoby od jej losu. Chęć, żeby pomóc innym, jest nieraz silniejsza niż to, by pomóc samej sobie.

Na koniec: w całej rozmowie staramy się unikać słowa „ofiara”. Wyjaśnijmy, dlaczego w ogóle nie powinno się go używać?
Bo narzuca bezradność i bierność – to, że osoba skrzywdzona potrzebuje pomocy, bo sama sobie nie radzi. Zaprzecza sprawczości, do której dąży każdy człowiek. Utrudnia odzyskiwanie wiary w siebie i w to, że możliwa jest zmiana. Słowem: sprawia, że osoba po doświadczeniu nadal jest traktowana przedmiotowo, a nie podmiotowo. W języku angielskim używa się słowa survivor. W języku polskim jest słowo „ocalały”, ale kojarzy się z osobami, które przetrwały Zagładę. Dla dzieci molestowanych i gwałconych trzeba wymyślić nowe. Takie, które też określa kogoś, kto przetrwał, przeżył, ocalał. On/a sam/a włożył dużo wysiłku, żeby właśnie nie być ofiarą. Ma za sobą złe, niszczące doświadczenia, ale idzie dalej. I albo sięga po sprawiedliwość, albo podejmuje inne decyzje, żeby się wzmocnić i odzyskać zabrane w dzieciństwie życie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną