Społeczeństwo

Nie chce im się żyć. Program prewencji samobójstw potrzebny od zaraz

SPS ZOZ szpital Zdroje SPS ZOZ szpital Zdroje Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Prace nad Krajowym Programem Zapobiegania Samobójstwom trwają od ponad 13 lat. W tym czasie liczba samobójstw według policyjnych danych wzrosła o jedną trzecią.

Badania wskazują, że w ciągu miesiąca poprzedzającego samobójstwo do lekarza zgłasza się 40–60 proc. osób cierpiących psychicznie. Tam, gdzie opieka psychiatryczna jest słabo rozwinięta, większość z nich trafia nie do specjalisty, a do lekarza pierwszego kontaktu. Który, niewyposażony w odpowiednie umiejętności, nie wykrywa, że ma kontakt z człowiekiem w poważnym kryzysie – jak w wielu przypadkach, kiedy depresja jest maskowana, a pacjenci zgłaszają tylko dolegliwości fizyczne. Tak jest właśnie w Polsce.

0,16 psychiatry na 10 tys. dzieci

Do czterech miesięcy trzeba dziś czekać na wizytę u psychiatry w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. W Polsce pracuje ich 4 tys., a 1,6 mln Polaków leczy się psychiatrycznie. W Szwecji jest 231 lekarzy tej specjalności na milion osób, w sąsiedniej Litwie – 225, w Niemczech – 223, a w Polsce tylko 90. Jeśli przyjrzeć się psychiatrii dziecięcej, jest jeszcze gorzej: aktywnych zawodowo jest 419 specjalistów (jedna trzecia zbliża się do sześćdziesiątki), a liczbę nastolatków potrzebujących opieki psychologiczno-psychiatrycznej szacuje się na 630 tys.

Dochodzi do tego nierównomierny dostęp do psychiatrów dzieci i młodzieży. Najmniej lekarzy przypadających na 10 tys. małoletnich jest w Lubuskiem – dokładnie 0,16 psychiatry, a najwięcej w województwie łódzkim – 0,79. Mamy tylko 40 oddziałów psychiatrycznych dla nieletnich w całym kraju. Na Podlasiu – żadnego. Trzeba jechać do Warszawy.

Sto razy więcej prób niż samobójstw

Ale w stolicy nie jest dużo lepiej. Oddziały psychiatryczne są obłożone w całym kraju do ok. 150 proc. możliwości, głównie, jak podkreśla prof. Agnieszka Gmitrowicz, kierownik I Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, ze względu na wzrost nagłych przyjęć nastolatków po próbach samobójczych, z historią autoagresji w tle. Dlatego dla dzieci z innymi problemami brakuje miejsc. Czasem prowadzi to do takich patologicznych sytuacji jak w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Na oddział przyjęto 15-latkę, ale dostała łóżko na oddziale dla dorosłych. Została zgwałcona przez innego pacjenta. Prokuratura umorzyła śledztwo – rozstrzygająca okazała się zgoda, której udzieliła matka dziewczyny na umieszczenie córki wśród starszych pacjentów.

Kryzys psychiatrii dzieci i młodzieży najlepiej obrazuje wyraźny związek między zachowaniami samobójczymi a problemami psychicznymi. Uznaje się, że znaczna część – 60–90 proc. (w zależności od grupy wiekowej) – osób podejmujących zachowania samobójcze żyje z różnymi zaburzeniami. Badania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dowodzą, że ryzyko popełnienia samobójstwa u osoby z zaburzeniami nastroju, głównie depresją, wynosi 6–15 proc., z alkoholizmem 7–15 proc., a ze schizofrenią 4–10 proc.

Z samymi statystykami samobójstw w Polsce jest pewien kłopot. Oficjalne dane pochodzą z dwóch baz: Krajowego Systemu Informacji Policyjnej oraz Głównego Urzędu Statystycznego – na podstawie Kart Zgonów. Rozbieżności w ostatnich 15 latach mieszczą się w przedziale od blisko 40 proc. w 2011 do niecałych 2 proc. w 2013 r. (po drodze zmieniła się metodologia). Dopiero w 2018 r. wprowadzono obowiązek rejestrowania prób samobójczych w kartach leczenia szpitalnego. Wcześniej nie sprawozdawano samouszkodzeń z intencją odebrania sobie życia; informacje o osobach po próbach samobójczych pozostających pod opieką placówek medycznych nie były też przekazywane do Komendy Głównej Policji.

Według najaktualniejszych danych policyjnych w ubiegłym roku samobójstw było 5255 – 15 dziennie. Więcej, niż ginie w wypadkach drogowych. 13 lat temu, kiedy zainaugurowano w Ministerstwie Zdrowia prace nad stworzeniem programu prewencji samobójstw, było ich 3530, o 33 proc. mniej.

Szacuje się, że prób samobójczych w przypadku dorosłych jest dziesięciokrotnie więcej niż samobójstw dokonanych, a wśród nastolatków – sto, a nawet dwieście razy więcej. Co trzeci młody człowiek po próbie samobójczej ponawia ją w ciągu roku.

Mężczyźni, którzy nie dają sobie pomóc

W dwóch grupach – wskazują na to zarówno dane GUS, jak i policji – rośnie liczba samobójstw, co wydaje się papierkiem lakmusowym przemian ostatniej dekady. To, po pierwsze, osoby między 65. a 85. rokiem życia. W 2019 r. samobójstw w tej grupie było ponad sto więcej niż rok wcześniej. Pogorszenie stanu zdrowia psychicznego seniorów widać w rządowym dokumencie na ten temat. Z najnowszego (2018) wynika, że przybywa osób starszych leczonych w poradniach zdrowia psychicznego. Doskwiera im depresja, często wywołana samotnością i lękiem przed utratą autonomii.

Po drugie, wzrasta liczba samobójstw wśród osób w wieku 19–39 lat (wzrost o 139 względem 2018 r.). Samobójstwa dzieci i nastolatków oscylują wokół stu rocznie, ale rośnie liczba prób samobójczych, a badania wykazują, że ponad połowa uczniów starszych klas szkoły średniej przyznaje się do myśli o odebraniu sobie życia. Według Lucyny Kicińskiej, pedagożki, ekspertki Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, największym błędem jest mówienie dzieciom, że trzeba wziąć się garść, i nieokazywanie im przy tym żadnego wsparcia.

Ale samobójstwo to przede wszystkim męski problem – 80 proc. odbierających sobie życie w Polsce to właśnie mężczyźni. W wieku 40–60 lat, dotąd żywiciele rodziny, nieodnajdujący się w nowej sytuacji, najczęściej po rozwodzie, wychowani kulturowo tak, że nie umieją prosić o pomoc. Umierają, nie kontaktując się wcześniej z poradnią zdrowia psychicznego. Tak ich charakteryzuje dr Anna Baran, psychiatra, zespołu roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, pracująca od kilkunastu lat nad programami prewencji samobójstw w Szwecji. – Miałam kiedyś pacjenta, 50-latka pogrążonego w poważnym kryzysie, z myślami samobójczymi, który opisywał umówienie się na wizytę u lekarza jak ogromny, niemożliwy próg do przeskoczenia – opowiada. Rok myślał o wizycie, zanim się na nią zdecydował.

Kiedy polski program prewencji samobójstw?

A więc mijały lata, statystyki rosły, a krajowego programu czy też strategii zapobiegania samobójstwom jak nie było, tak nie ma, choć mniej więcej od 2007 r. słyszymy, że „jest negocjowany”. Jak pokazują doświadczenia innych państw, koordynacja działań w tej sferze jest potrzebna. W części krajów wskaźnik samobójstw znacząco się obniżył po wdrożeniu odpowiednich programów. W Japonii o 10 proc., w Chile o 15, w Szkocji o 18 proc.

Impas w tej sferze miał przełamać działający od czterech lat przy resorcie zdrowia zespół roboczy ds. prewencji samobójstw i depresji. W pracach grupy biorą udział m.in. przedstawicie KGP, GUS oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Zespół podjął w kwietniu tego roku uchwałę w sprawie konieczności stworzenia rejestru prób samobójczych, który pozwoli opracować i wdrażać właściwą profilaktykę. – Aby móc skutecznie zapobiegać, potrzebujemy znacznie więcej informacji na temat prób samobójczych i samobójstw. Potrzebujemy strategii obejmującej badania naukowe i działania edukacyjne – tłumaczy dr Baran, członkini zespołu.

Pomysł przypisywania przypadków prób samobójczych do numeru PESEL skrytykowało dość szybko Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. „Fakt, że Polska, w której każdego dnia 15 osób odbiera sobie życie, znajduje się w czołówce krajów Europy o największej liczbie samobójstw, musi uzmysławiać wszystkim, że z samobójstwami nie można walczyć w szpitalach psychiatrycznych, lecz poza nimi – by eliminować przyczyny, dla których nie chce się żyć. (...) Zapobieganie samobójstwom nie może sprowadzać się do personalnego ewidencjonowania każdej próby samobójczej. Taki krok może być dla tych osób szczególnym rodzajem naznaczania, specyficzną represją i urzędowym sankcjonowaniem ich słabości” – brzmi komunikat PTP. Psychiatrzy podkreślają, że rejestr może „nasilić izolację i odrzucenie, wzniecać lęki i uprzedzenia”, a „badania profilaktyczne powinny być rozwijane i wspomagane w pełni anonimową bazą danych”.

Pomysł na razie jest konsultowany i nie przybrał formy projektu. Krajowy Program Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym, będący częścią Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, według aktualnych zapowiedzi ma wejść w życie z nową edycją NPOZP, czyli w styczniu 2021 r.

Wyskoczyć z płonącego domu

Niezależnie od tego, czy i kiedy pojawi się w Polsce przemyślana strategia, z wielu kulturowych pułapek będziemy wychodzić latami. Osoby odbierające sobie życie, a więc w zdecydowanej większości mężczyźni, wcześniej długo cierpią, czują się skrzywdzeni przez innych, bezradni, osamotnieni, nie mają nadziei. Nie jest tak, jak się niektórym wydaje, że męską psychikę może naruszyć tylko wojna (bo to „prawdziwy konflikt”), a jedyne, co może im dolegać, to wynikające z niej PTSD. Jeśli koszty utrzymywania patriarchalnej utopii gdzieś wyraźnie widać, to właśnie tu.

Przyszli samobójcy, wbrew utartym mitom, przed odebraniem sobie życia mówią o tym. Dają jakiś sygnał ostrzegawczy, grożą, dlatego takie słowa należy traktować bardzo poważnie. A jeśli nie mówią nic, a my widzimy, że cierpią, zadane wprost pytanie: „nie chcesz żyć?”, nie prowokuje i nie przyspiesza samobójstwa. Daje zupełnie inny efekt: redukuje niepokój związany z odczuwanym bólem, daje ulgę, a czasem może nawet poczucie bycia rozumianym i dostrzeżonym.

Najczęstsze znaki ostrzegające o samobójstwie to, poza występowaniem zaburzeń psychicznych (głównie depresji, zaburzeń osobowości, nadużywania substancji psychoaktywnych, schizofrenii) i bezpośrednich wzmianek o śmierci, także zmiana zachowania. Przyszli samobójcy zaczynają rozdawać rzeczy wcześniej dla nich cenne, izolować się, zaniedbywać wygląd, słuchać określonej muzyki. Czasem stają się agresywni, pogłębiają dystans dzielący ich od innych.

Dr Anna Baran porównuje sytuację, w której się znajdują, do płonącego domu – nie ma właściwie czasu na decyzję, celem jest ucieczka. Ochrona siebie. Najbardziej przytłaczające wydaje się poczucie, że stan, w którym się jest, będzie trwał wiecznie. – To iluzja, która przemija. Nie należy się jej poddawać. Opracowany na taką okoliczność plan kryzysowy pozwala sobie z nią poradzić i przetrwać trudny okres. Może w jego opracowaniu pomóc nie tylko lekarz, ale także terapeuta, pielęgniarka, pracownik socjalny, czy też osoba bliska – mówi dr Baran.

***

Telefoniczne Linie Wsparcia:

800 70 2222 – bezpłatny telefon dla osób w kryzysie czynny całą dobę, 7 dni w tygodniu (także w święta). Centrum Wsparcia udziela porad dla dzieci, młodzieży i osobom dorosłym.

116 123 – bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych. Można dzwonić codziennie, w godzinach 14:00-22:00 (od poniedziałku do niedzieli, z wyjątkiem dni świątecznych). Telefon dostępny jest dla osób, które z różnych powodów nie mają możliwości bezpośredniego kontaktu z psychologiem, udziela pomocy osobom w kryzysie emocjonalnym, samotnym, cierpiącym z powodu depresji, bezsenności, chronicznego stresu oraz bliskim osób w kryzysie.

116 111 – bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, jest czynny całą dobę.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną