Społeczeństwo

Człowiek na krańcach świata

Człowiek na krańcach świata. Wyjątkowy esej Olgi Tokarczuk w „Polityce”

Człowiek chyba po raz pierwszy w swej historii przeżywa tę dojmującą skończoność świata. Wieczorami śledzi życia innych ludzi na ekranach swoich bystrych urządzeń i ogląda tych, których jeszcze sto lat temu nie miałby szans spotkać na swojej drodze.
Giuseppe Arcimboldo „Lato”.Getty Images Giuseppe Arcimboldo „Lato”.

SŁOWA KLUCZE NA NOWY CZAS

Olga Tokarczuk jest pomysłodawczynią projektu Ex-centrum. Bazuje on na idei warsztatów prowadzonych od 2019 r. przez Edwina Bendyka w czasie festiwalu Góry Literatury. Przedsięwzięcie realizują: Fundacja Olgi Tokarczuk (FOT) i Wrocławski Dom Literatury (WDL).

Jego celem jest podjęcie namysłu nad końcem świata, jaki znaliśmy, i nad światem przyszłości, jaki na gruzach tego starego może powstać. Twórcy Ex-centrum zakładają, że pandemia jest zaledwie jednym z symptomów dokonującej się obecnie cywilizacyjnej transformacji i przełomu o znacznie głębszym charakterze. Nie sposób przewidzieć przyszłości, można jednak podjąć pracę wyobraźni, by w chaosie teraźniejszości spróbować dostrzec i opisać przemiany, procesy i zjawiska, które uzyskają wpływ na kształtowanie przyszłego świata. Na tym ma polegać praca uczestników Ex-centrum. Noblistka i organizatorzy zaproponowali ją artystom, naukowcom i kuratorom, którzy zobowiązali się, że podejdą do zadania eks-centrycznie, a więc spojrzą na przyszłość z pozycji odrzucającej rutynowo stosowane ramy analizy. Zaproponują także nowe pojęcia dla zbliżającej się zmiany.

Uczestnicy projektu stworzą eseje, publikowane począwszy od 30 września w tygodniku POLITYKA. Teksty zaproszonych gości będą ogłaszane sukcesywnie, a po tygodniu od ich publikacji organizatorzy wyemitują rozmowy wideo z autorami na temat podejmowanych przez nich zagadnień. Eseistyczny cykl rozpocznie Olga Tokarczuk. Do projektu zaproszeni zostali także: Agnieszka Holland, Marian Turski, Anda Rottenberg, Ewa Bińczyk, Urszula Zajączkowska, Zbigniew Mikołejko. Zwieńczeniem literackiej fazy projektu będzie przygotowanie książki z wyborem tekstów powstałych w ramach projektu.

Kuratorami projektu są Edwin Bendyk (POLITYKA) i Irek Grin (WDL, FOT).

***

Wędrowiec

Na początek chciałabym przywołać dobrze wszystkim znaną rycinę niewiadomego autorstwa opublikowaną w 1888 r. przez francuskiego astronoma Camille’a Flammariona. Przedstawia ona wędrowca, który dotarł do granic świata i wystawiwszy głowę poza ziemską sferę, zachwyca się widokiem uporządkowanego i wielce harmonijnego kosmosu. Od dzieciństwa podziwiam ten cudownie metaforyczny obraz, który za każdym razem odkrywa przede mną nowe znaczenia i definiuje istotę ludzką zupełnie inaczej niż dobrze nam wszystkim znany nakreślony przez Leonarda wizerunek statycznego i tryumfalistycznego człowieka witruwiańskiego jako miary wszechświata i samego siebie.

 

Rycina nieznanego autora, opublikowana przez Camille’a FlammarionaAkg-Images/EAST NEWSRycina nieznanego autora, opublikowana przez Camille’a Flammariona

 

U Flammariona mamy człowieka przedstawionego w ruchu, jako wędrowca z pielgrzymią laską, w podróżnym płaszczu i czapce. Choć nie widzimy jego twarzy, domyślamy się jej wyrazu – muszą być na niej zachwyt, podziw, oszołomienie harmonią i wielkością świata poza-widzialnego. Z naszej perspektywy jesteśmy w stanie ujrzeć tylko jego fragment, lecz wędrowiec musi widzieć o wiele więcej. Mamy tam wyraźnie zaznaczające się sfery, ciała niebieskie, orbity, obłoki i promienie – trudne do wyrażenia wymiary uniwersum, które zapewne komplikują się w nieskończoność. Znakiem niepojmowalności są także koliste machiny, które kiedyś często towarzyszyły bytom anielskim na ilustracjach z wizji Ezechiela. Z drugiej strony, za plecami wędrowca, jest świat z jego naturą, przywołaną tutaj w postaci wielkiego drzewa i kilku roślin, oraz kulturą, którą symbolizują wieże miast. Wydaje się dość umowny i banalny, żeby nie powiedzieć – nudny. Możemy się domyślać, że widzimy oto na rycinie końcowy moment długiej drogi wędrowca – udało mu się to, co nie udawało się wielu przed nim – dotarł do krańców świata. I co teraz?

Mam wrażenie, że tajemnicza rycina o nieznanej proweniencji jest doskonałą metaforą momentu, w którym się wszyscy znaleźliśmy.

 

Świat jest mały

– bardzo się skurczył w ciągu poprzedniego wieku. Wydeptaliśmy w nim wiele ścieżek, zawłaszczyliśmy jego lasy i rzeki, przeskoczyliśmy oceany. Wielu z nas ma subiektywne wrażenie skończoności świata. Jest to zapewne pochodną globalizacyjnej redukcji dystansów i faktu, że niemal w każde miejsce na Ziemi można dotrzeć, jeżeli tylko ma się ku temu środki. A także jego łatwej poznawalności – wszystko właściwie można sprawdzić w sieci, z każdym szybko się porozumieć.

Z pewnością mamy tu do czynienia z nowym historycznym doświadczeniem człowieka i ciekawa jestem, kto pierwszy doznał tego uczucia – że świat jest w gruncie rzeczy niewielki i do ogarnięcia. Mógłby to być jakiś biznesmen nowej generacji, ktoś „handlujący pieczonym powietrzem”, jak mawiają Holendrzy, ten Pan Tanio-Kupić-Drogo-Sprzedać, który ciągle jest w ruchu, latając z kontynentu na kontynent z paszportem jakiegoś „dobrego państwa”. Rano w Zurychu, wieczorem w Nowym Jorku. Na weekend wyskakuje na ciepłą wyspę, gdzie śni oceaniczne sny i ostrzy zmysły kokainą. Albo przeciwnie – ktoś, kto nigdy nie ruszał się poza granice swojego powiatu, a teraz kupił dziecku zabawkę, która powstała w jakichś odległych krainach, wyprodukowana rękami ludzi, o których istnieniu jeszcze niedawno ten człowiek nie wiedział. Zabawka wygląda jednak swojsko i przyjaźnie, ukrywa swą egzotyczność w zuniwersalizowanym i uogólnionym kształcie.

Polityka 40.2020 (3281) z dnia 29.09.2020; Temat z okładki; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Człowiek na krańcach świata"

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998