Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Urodzone na śmierć

Psycholog dr Monika Szymońska-Whiteman o terminacji ciąży

Kobiety w tak dramatycznych sytuacjach są zaprzeczeniem normy, zgodnie z którą każda ciąża jest udana, a każde nowo narodzone dziecko ładne i zdrowe. Dlaczego chcemy je krzywdzić jeszcze bardziej? Kobiety w tak dramatycznych sytuacjach są zaprzeczeniem normy, zgodnie z którą każda ciąża jest udana, a każde nowo narodzone dziecko ładne i zdrowe. Dlaczego chcemy je krzywdzić jeszcze bardziej? Mirosław Gryń / Polityka
Dr Monika Szymońska-Whiteman, psycholog, o tym, jak wygląda terminacja ciąży i z jakimi dramatami mierzą się rodziny.
Dr Monika Szymońska-Whiteman Dr Monika Szymońska-Whiteman

MONIKA SZYMOŃSKA-WHITEMAN: – Wie pani, jak to się odbywa?
KATARZYNA KACZOROWSKA: – Nie mam pojęcia, nikt o tym nie mówi, zasłaniając się stwierdzeniem, że to procedura medyczna wykonywana w szpitalu w reżimie sanitarnym.
No więc po pierwsze, nikt nożami nie wykrawa dzieciom rąk i nóg po kawałku, tak jak jest to pokazywane na filmach propagandowych czy tych strasznych plakatach i na ciężarówkach proliferów. Najczęściej kobiecie podłącza się kroplówkę z lekami i oksytocyną przyspieszającą akcję porodową. I ta kobieta musi urodzić to dziecko. Wyobraża sobie pani, jaki to jest ból, i fizyczny, i psychiczny, kiedy rodzi się dziecko, i się wie, że ono za chwilę umrze?

Nie.
Ja też. Nastawienie psychiczne do porodu niweluje uczucie bólu. Jeśli kobieta rodzi dziecko, które chce urodzić, wie, że jest zdrowe, czeka na nie, to ten poród boli mniej i szybciej zapomina się o tym, co było trudne czy dotkliwe. Ale jeśli rodzi się dziecko na śmierć, jest to najgorsze, co można przeżyć. Rodzi pani dziecko, zabierają je, zawiązują w chustę, szczelnie, w kokon. I pokazują pani to przedwcześnie narodzone, martwe maleństwo.

Nie mogę tego słuchać.
A to nie jest koniec. Pamiętam pacjentkę, która chciała odwinąć rąbek chusty, żeby zobaczyć swoją córeczkę. Ze szczelnego kokonu wystawał tylko fragment czoła. Złapałam ją za rękę, mówiąc: „proszę tego nie robić!”. Ta dziewczynka celowo miała zasłoniętą buzię, bo był to tak przerażający widok, że matka w tej dramatycznej sytuacji, po kolejnym ciosie, mogłaby sobie kompletnie nie poradzić psychicznie. Dlaczego my o tym nie mówimy, tylko budujemy jakąś fikcję, w której z jednej strony są niemoralni mordercy niewinnych dzieci, a z drugiej śliczne istoty, którym odbiera się życie.

Polityka 48.2020 (3289) z dnia 24.11.2020; Społeczeństwo; s. 29
Oryginalny tytuł tekstu: "Urodzone na śmierć"
Reklama