Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zostać w domu? Pięć sposobów na covidowe święta

Iluminacja bożonarodzeniowa w Grudziądzu, 2020 r. Iluminacja bożonarodzeniowa w Grudziądzu, 2020 r. Robert Woźniak / Forum
O swoich planach na spędzenie pandemicznej Wigilii opowiadają mieszkańcy pewnego bloku na warszawskich Bielanach. Moi sąsiedzi.

2020 r. wywrócił utarty porządek do góry nogami. Większość z nas zastosowała się do rządowych zaleceń i Wielkanoc spędziła tylko z domownikami, a z resztą rodziny widziała się najwyżej dzięki internetowym komunikatorom. Osiem miesięcy później, paradoksalnie, jest nam jeszcze trudniej pogodzić się z podobnym scenariuszem Bożego Narodzenia.

Andżelika i Jerzy. Rodzinny spacer

(Rozmawiamy w czasie spaceru)

To będą pierwsze święta bez twojej mamy.
Andżelika: Tak, mama zmarła dzień przed Wszystkich Świętych, miała covid. W tym roku widziałam się z rodzicami przed pandemią raz. Potem bałam się jechać, żeby czegoś im nie przywieźć, bo mama była schorowana. Pojechałam w lipcu. I koniec. Mamy już nie zobaczyłam. Tatę, brata i siostrę – dopiero na pogrzebie w kościele i na cmentarzu. Do domu nawet nie weszłam, nie było żadnej stypy, wszyscy się bali.

A na święta się spotkacie?
A: Nie, zdecydowaliśmy, że nie pojedziemy. Tato mieszka z moim bratem i jego rodziną. Tam jest dwójka dzieci chodzących do podstawówki, brat z żoną pracują w mleczarni. U siostry podobnie – pracuje na poczcie. Po prostu się boję, że się zakazimy.

Czy oni nie przeszli koronawirusa, skoro mieszkali z twoją mamą?
A: Nie wiadomo, bo nikt z nich nie miał objawów, nie robili testów. Może mają przeciwciała, a może nie. Nawet się zastanawiałam, czy by ich nie poprosić o zrobienie badań przed świętami. Gdybyśmy wszyscy mieli negatywne wyniki, moglibyśmy się spotkać. Z drugiej strony jednego dnia można nie mieć wirusa, a kolejnego spotkać kogoś zakażonego. I nikt nie ma pewności, jak długo przeciwciała się utrzymują. Nic nie wiadomo. To chyba w tym wszystkim najgorsze.

To jak spędzicie święta?
A: Wigilię spędzimy sami. Jerzy ma dwoje dorosłych dzieci w Warszawie, więc pójdziemy z nimi na spacery – z jedną rodziną w pierwszy, a z drugą w drugi dzień Bożego Narodzenia. Nie spotkamy się wszyscy razem, bo ciężko by się w tak szerokim gronie rozmawiało podczas chodzenia. Oni też mają małe dzieci, więc spotkanie pod dachem odpada.

Czy ten lęk wzmógł się po śmierci mamy?
A: Wiesz co, nie wiem. Możliwe, ale my od początku byliśmy bardzo ostrożni, zresztą moja mama też – i co z tego? Ale chyba masz trochę racji, bo dopiero po jej śmierci przestaliśmy chodzić na jogę, która bardzo nam pomagała na kręgosłup. Zajęcia są na sporej sali, jest bardzo mało ludzi, ale zrezygnowaliśmy. Chyba się wystraszyłam.

Boisz się o siebie?
A: Nie, o niego (wskazuje głową na Jerzego).

Jerzy: A ja się bardzo cieszę, że te święta będą tak wyglądały.

Że nie pojedziecie nigdzie?
J: Nie, nie. Ja jestem przeszczęśliwy, że dzięki pandemii ominą mnie te wszystkie „śledziki” i „karpiki” w pracy. Przecież to jest jakieś pomieszanie porządków: prywatnego, służbowego i religijnego. Ci ludzie to moi współpracownicy, a nie osoby, z którymi mam się ściskać i składać sobie nawzajem wymuszone życzenia. Nikt w tym roku nie będzie mnie na tego „karpika” wyciągał, bo się po prostu nie odbędzie.

A: Ale przecież będzie Wigilia pracownicza, tylko że przez internet.

J: To ja cię zostawię z komputerem i „karpikiem”, a sam pójdę z drinkiem świętować w salonie, o!

Patrycja i Szymon. Zdrowy kompromis

(Rozmawiamy na Skypie, ich córka już śpi)

Patrycja: Cały czas zastanawiamy się, jak zorganizować święta. Teściowie i szwagierka z rodziną mieszkają w Warszawie, więc spotykając się z nimi, przekroczylibyśmy limit pięciu osób. Jednak teściowa i tak wpada do nas raz w tygodniu, żeby pobyć z wnuczką. Nie posyłamy jej już teraz do przedszkola, nie ma kontaktu z innymi dziećmi, więc chociaż ma z babcią. Teściowa widuje się też ze swoją córką, więc to tak, jakbyśmy i my mieli z nią kontakt. Nie wiem, czy pojedziemy do Kielc do moich rodziców. Tam nie łamalibyśmy tego obostrzenia o pięciu osobach. Tylko że mój tata jest bardzo aktywny zawodowo.

A ty jesteś przewlekle chora.
P: Najlepsi profesorowie zajmujący się moją chorobą (reumatoidalne zesztywnienie stawów kręgosłupa) nie są zgodni, jaki mógłby być w tym przypadku przebieg covidu, szczególnie że leczy się ją lekami obniżającymi odporność. Gdy jeszcze jeździłam do biura, stanowczo poprosiłam współpracowników, aby wchodząc do mojego pokoju, mieli założone maseczki. Robili to, ale raczej z szacunku do mnie, a nie ze zrozumienia sytuacji.

A twoi rodzice rozumieją, że z obawy o zdrowie możecie nie spędzić z nimi świąt?
P: Mówią, że tak, ale mam poczucie, że mają o to trochę żal, choć nikt głośno tego nie powiedział. Problemem dla mnie jest znalezienie tej granicy między racjonalną ostrożnością a przesadą podsyconą lękiem. W końcu wielu moich znajomych spotyka się ze sobą, chodzą do siebie na imprezy urodzinowe, oczywiście bez maseczek.

A jak wyglądała wasza Wielkanoc?
P: Wszyscy w swoich domach. To były takie pierwsze święta w naszym życiu. Spotkaliśmy się tylko na Skypie.

Dopuszczasz myśl, że teraz będzie tak samo?
P: (długie milczenie) Ciężko mi sobie to wyobrazić. Z chrześcijańskiego punktu widzenia Wielkanoc jest ważniejszym świętem, ale Boże Narodzenie w naszej kulturze jest wyjątkowe. Trudniej byłoby mi je spędzić osobno, szczególnie że ta sytuacja już tak długo trwa, a ja robię się coraz bardziej zmęczona tym covidem.

A ty co myślisz o tych świętach?
Szymon: Frustruje mnie to, że chyba nie będziemy mogli pójść na nabożeństwo i musimy wybierać, z kim się spotkamy, a z kim nie, czy się testujemy, czy nie – i czy to w ogóle ma sens. Myślimy nad tym od miesiąca.

Wiara jest ważna w waszym życiu?
S: Jest istotna, choć może nie tkwimy w tym bardzo mocno. Szczególnie odkąd urodziła się córka – rzadziej bywamy na nabożeństwie. Jednak w Boże Narodzenie jesteśmy zawsze, to ważny element. Ja jestem ewangelikiem, żona katoliczką, więc czasem chodzimy do kościoła katolickiego, a czasem do ewangelickiego.

A jakbyś chciał spędzić te święta, gdyby nie covid?
S: Wystarczyłoby mi, gdyby covidu nie było.

Anna i Andrzej. Święta ze znajomymi

(Rozmawiamy u nich w mieszkaniu, obok nas szaleją ich synowie)

Anna: Moim zdaniem łatwiej będzie ludziom podjąć decyzję, co robić. U nas zawsze są dywagacje, czy jedziemy do rodziców Andrzeja do Gdańska, czy zostajemy w Warszawie z moimi. Wielkanoc spędziliśmy z moimi na tarasie, jajkiem dzieliliśmy się z daleka. Była piękna pogoda, to był bardzo miły czas. Z oczywistych względów teraz ten wariant odpada.

Więc jak spędzicie święta?
Anna: (konspiracyjnym szeptem) Może nie powinniśmy o tym mówić, bo to nielegalne…

Andrzej: Wyjeżdżamy! Nasi znajomi mają pensjonat, gdzie spędzimy święta.

Jedziecie sami?
Andrzej: Nie, jadą z nami znajomi, z którymi i tak się regularnie widujemy, bo nasze dzieci chodzą razem do przedszkola, więc zakazić się czymś od siebie możemy właściwie codziennie.

Nie jest wam żal rodzinnych świąt?
Anna: Robimy to, co zawsze chcieliśmy zrobić, ale nigdy nam się nie udało, bo się łamaliśmy, było nam głupio przed rodziną. Teraz jest konkretny powód, aby się nie spotykać z dziadkami. Z głowy mamy i rozterki, kogo zaprosić, i te wszystkie przygotowania do świąt. Jedziemy na gotowe i nic nie będziemy musieli robić. Sprawdziłam to!

Andrzej: Ja mam chyba większy problem ze świętami niż Ania. Chciałbym się spotkać z rodziną, to zawsze miłe. Przykro mi, że w tym roku świąt nie będzie.

Anna: Jak to nie będzie? Będą, ale ze znajomymi. Ja patrzę na to praktycznie – zrobimy coś, o czym od dawna marzyliśmy. Jak nie teraz, to kiedy?

Agnieszka. Święta tylko we czwórkę

(Rozmawiamy w jej mieszkaniu, mąż jest w pracy, syn w przedszkolu)

Agnieszka: My chyba mało się wpisujemy w świąteczne trendy, więc nie wiem, czy pasujemy do artykułu.

Co to znaczy, że mało wpisujecie się w świąteczne trendy?
Nie jesteśmy katolikami, ja i syn w ogóle nie jesteśmy ochrzczeni, a mąż zastanawia się nad apostazją. Święta dla nas to okazja do spotkania się, organizujemy je głównie dla dziecka, to ono oczekuje tej choinki i świętego Mikołaja.

A zanim pojawił się syn?
(Dłuższe milczenie) Dla mnie temat świąt jest ciężki. Kojarzą mi się głównie z napięciem, a nie miłym podekscytowaniem. Dobra, mówiąc wprost: święta w moim domu to był koszmar. Oznaczały tylko wielki pośpiech, spięcie, szorowanie wszystkiego na błysk lub wizyty u rodziny, gdzie trzeba było przyjąć odpowiednią pozę. No i alkohol. A ja za nic w świecie nie dopuściłabym do tego, aby moje dziecko też to przeżywało.

To jak przebiegają u was święta?
Jesteśmy ze sobą od ponad dziesięciu lat. Najpierw zawsze jeździliśmy do rodziny męża, a potem na szybko do mojej, bo przecież musisz wszystkich zadowolić. Rodzina męża miała z tym większy luz, lubiliśmy do nich jeździć. A z moją rodziną było na odwrót – nie darowaliby nam, gdybyśmy do nich nie przyjechali, bo przecież są święta i rodzina musi się spotkać, tylko że my się tam zawsze źle czuliśmy.

Mówisz w czasie przeszłym.
No tak. Nie utrzymuję już kontaktu z rodziną. Mam za sobą powtarzającą się historię zrywania relacji. Gdy pojawił się syn, chciałam, aby miał i jednych, i drugich dziadków, dlatego w zeszłym roku próbowałam naprawić te relacje. No tak, to było równo rok temu, na Boże Narodzenie...

Chciałabyś przerwać rozmowę?
(Zaciska usta, kręci przecząco głową) Nie myślałam o tym od roku, byłam pewna, że już mam to przerobione. Rok temu postanowiłam, że urządzimy u nas święta, na które ich zaprosiłam. Przedtem chciałam wyjaśnić z siostrą pewne zaszłości. Wyszło na to, że matka mówiła jedno jej, a mnie co innego, oszukiwała. Skończyło się awanturą nie tylko między mną a siostrą, ale i z rodzicami. Mnie uznano za winną. I mimo że obiecali mojemu czteroletniemu wtedy synowi, że będą na święta, to odwołali wszystko. Nikt nie przyszedł. A my z mężem powiedzieliśmy: dość. Chcę spędzać czas z ludźmi, z którymi mamy relacje i z którymi chcemy je mieć. W tym roku będziemy tylko we czwórkę – my i teściowa, która obecnie jest dla naszego syna jedyną babcią.

Zuzanna i Michał. Święta na wsi są niesamowite

(Rozmawiamy u nich w mieszkaniu, Zuzanna karmi ich trzymiesięcznego syna)

Jakie macie plany na święta?
Michał: Jak większość par mamy dwie rodziny, więc będziemy się przemieszczać. W Wigilię jedziemy do Łomianek do rodziny Zuzi, a następnego dnia do mojej, gdzie będziemy tylko z rodzicami i rodziną brata, która z nimi mieszka. Pod tym względem to będą wyjątkowe święta. Pochodzę z niewielkiej wsi mazowieckiej. Mama co roku organizowała w drugi dzień świąt spotkanie dla całej rodziny, 40 osób.

Zuzanna: Bo teściowa ma pięcioro rodzeństwa.

M: Nie, siedmioro, mama ósma.

To na ile osób robi się u was wesela?
M: Latem było jedno na 180 osób. Przedzielili salę na pół, by na wypadek kontroli mówić, że to dwa różne wesela. Ale bywają i takie na 300 osób. U nas w okolicy to norma, dlatego pewnie jest tam tyle domów weselnych. A co do świąt, to wiemy, że w innych rodzinach po sąsiedzku będą tradycyjne Wigilie, czyli nawet na 60 osób.

To czemu twoja rodzina się wyłamała?
M: Mama się chyba mocno wystraszyła koronawirusa, gdy podejrzewali go u sąsiadki. A poza tym na wsi ludzie nie boją się o dziadków, którzy mogliby nie przeżyć zakażenia, ale o małe dzieci. A mój brat ma rocznego syna. Wiele osób też myśli, że w swoim gronie nic im nie grozi. Ale przyjezdni z Warszawy są niebezpieczni, bo przecież tu już jest chore całe miasto. A że w rodzinie wiele osób ma dzieci w stolicy, to i inni będą je spędzać w mniejszym gronie.

Żal wam, że nie będzie tych świąt na 40 osób, czy czujecie ulgę?
M: No pewnie, że żal! Rodzina mamy nie spotyka się z przymusu, oni bardzo się lubią, wspierają.

Z: Ja od zawsze miałam bardzo małą rodzinę, więc gdy pojechałam tam po raz pierwszy, byłam w szoku. Święta na wsi są niesamowite. Oni naprawdę są sobie bliscy, mają kontakt nie tylko od święta. Co roku przyjeżdża ze Szwecji siostra teściowej, która nie wyobraża sobie, że mogłaby spędzić urlop czy święta gdzieś indziej. Poza rodziną zawsze zapraszani są sąsiedzi, którzy nie mają dzieci, żeby nie siedzieli sami. Oczywiście poziom hałasu przekracza tam wszelkie normy i po wyjściu jesteśmy zachwyceni ciszą w samochodzie. Jednak zawsze jeździmy tam z radością.

M: A w tym roku każdy zostanie we własnym domu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną