Społeczeństwo

Co ze szkołami specjalnymi? Pedagodzy i rodzice nie chcą zmian

Zespół szkół specjalnych w Krakowie Zespół szkół specjalnych w Krakowie Jakub Włodek / Agencja Gazeta
Latem mają się rozpocząć konsultacje projektu, który może całkowicie przeorganizować system szkół dla dzieci z niepełnosprawnościami. Nie psujmy tego, co dobrze działa, mówią jednym głosem pedagodzy, dyrektorzy i rodzice.

Ministerstwo Edukacji i Nauki chce, żeby jak najwięcej dzieci ze specjalnymi potrzebami i niepełnosprawnościami uczyło się w szkołach ogólnodostępnych zamiast w szkołach specjalnych – wynika z opublikowanego w lutym dokumentu „Edukacja dla wszystkich”. Konsultacje społeczne mają rozpocząć się latem, a pilotaż zmian ruszy już we wrześniu. Choć w projekcie podkreślono, że szkoły specjalne nie zostaną zlikwidowane, zapisano jednocześnie konieczność zmiany zasad przyjmowania do nich oraz „tworzenie możliwości i programów wspierających ich przekształcenie się w placówki ogólnodostępne”, czyli masowe.

Dla dyrektorów przedszkoli, szkół oraz placówek szkolnictwa specjalnego z Krakowa, którzy wydali wspólne oświadczenie, „Edukacja dla wszystkich” oznacza praktyczną likwidację szkół specjalnych razem z ich wieloletnim dorobkiem i doświadczeniem praktycznej pracy z dziećmi niepełnosprawnymi. „W planowanych zmianach rola szkół specjalnych zostaje zmieniona w taki sposób, że specjaliści ze szkół specjalnych są konsultantami, z założenia »gośćmi« w szkole, a nie trwałym składnikiem, na którym niepełnosprawny uczeń może się oprzeć w szkolnej codzienności” – piszą. I podsumowują, że przy „jednoczesnym zagrożeniu wystąpieniem dużego poziomu frustracji u wszystkich uczestników zmiany” koszty reformy mogą okazać się ogromne, a zyski niezauważalne.

Kolejny element, który stygmatyzuje

Praktycy obawiają się więc, że pod hasłem włączania uczniów z niepełnosprawnościami do szkół ogólnych oraz tworzenia na bazie szkół specjalnych Specjalistycznych Centrów Edukacji Włączającej dojdzie do wygaszania niektórych placówek. Wrażenie to wzmacniają zapisy „Strategii na rzecz osób z niepełnosprawnościami 2021–2030”, przyjętej niedawno przez rząd – zapisano tam, że liczba szkół specjalnych będzie się zmniejszać (2018 r. – 2239 szkół, 2025 r. – 2015, 2030 r. – 1814). Odwrotnie proporcjonalnie do liczby uczniów wymagających tzw. kształcenia specjalnego; obecnie to grupa ponad 200 tys. uczniów (4 proc. wszystkich).

„Nauczycielu, jak oceniasz plany MEiN dotyczące edukacji włączającej i zmian w kształceniu uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi?” – zapytał też w ankiecie Związek Nauczycielstwa Polskiego. Aż 88 proc. z ponad 2,3 tys. nauczycieli odpowiedziało, że negatywnie, 5 proc. pozytywnie, 4 proc. nie zapoznało się z propozycjami, a 3 proc. nie ma na ten temat zdania.

Martyna, nauczycielka wspierająca z jednej z łódzkich szkół specjalnych, mówi otwarcie: – Nie widzę tu żadnej pozytywnej motywacji dla tej reformy. Ona nie polepszy ani sytuacji uczniów, ani funkcjonowania szkół – ani tych specjalnych, ani masowych. W naszej szkole każda klasa liczy kilkoro dzieci, doskonale ich znamy, wiemy, co zrobić, żeby zmotywować ich do nauki. Jeśli te dzieci przejdą do 30-osobowych grup, to w nich zginą, nawet jeśli będą miały kogoś w rodzaju nauczyciela wspierającego – dodaje.

Szansa, by nadrobić

Różnego rodzaju głębokie niepełnosprawności u dzieci da się dostrzec bardzo wcześnie. Z lekką niepełnosprawnością jest inaczej. Bywa, że rodzice nie zauważają, że ich chodzące do pierwszej klasy podstawówki dziecko pozostaje w tyle względem rówieśników albo gorzej się uczy. W klasach I–III nie można nie zdać, więc jeśli nauczyciel sam nie dostrzeże problemu, rozmowa o przeniesieniu do szkoły specjalnej zacznie się później. – Mamy wielu uczniów, którzy przychodzą do nas na początku piątej klasy. Okazuje się, że nie potrafią ani czytać, ani pisać. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się dziecko, kiedy całą czwartą klasę nie było w stanie w ogóle korzystać z żadnego podręcznika. Często zdarza się, że dopiero w takim momencie rodzice zostają skierowani do poradni pedagogiczno-psychologicznej na badania – wyjaśnia Martyna.

W szkołach specjalnych klasy są kilkuosobowe. Do tego nauczyciel wspomagający, sale rehabilitacyjne, windy, zajęcia specjalistyczne, psycholog, logopeda, pedagog – i to nie na kilka godzin, ale na cały etat. Choć wiceszefowa MEiN Marzena Machałek, cytowana przez „Głos Nauczycielski”, próbowała przekonywać, że obecny system nie przygotowuje dzieci z niepełnosprawnościami należycie do „samodzielnego życia”, szkoły specjalne nie są odcięte od świata. – Zapraszamy gości, jeździmy do kina, poruszamy się komunikacją miejską. Nasi uczniowie z lekką niepełnosprawnością pracują, uczą się teraz dzięki unijnemu projektowi prowadzić auto. Mają szansę nadrobić różne rzeczy, a dotąd byli zawsze ostatni i niezaważani – opowiada pedagożka.

Dlatego dyrektorzy krakowskich szkół piszą wprost: „Uważamy, iż największym negatywnym skutkiem realizacji projektu jest wydłużenie drogi, którą dziecko pokonuje, aby otrzymać specjalistyczną pomoc”.

Zmiany? Tak, ale w ministerstwie

Przedmiotem zmian mają też być orzeczenia wydawane przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Zamiast dwóch orzeczeń, jak jest teraz (o kształceniu specjalnym i niepełnosprawności), miałoby być jedno, wydawane wyłącznie na podstawie rozmowy specjalnej komisji z osobą, która o orzeczenie się ubiega. Pomysł wydaje się oderwany od rzeczywistości – wielu niepełnosprawności w stopniu lekkim nie da się zdiagnozować na podstawie samej rozmowy. Niepełnosprawności nie widać np. u osób z zespołem Aspergera, które dobrze funkcjonują. Likwidacja orzeczeń i opinii o niepełnosprawności w stopniu lekkim wystawianych przez poradnie to mniej dzieci z takim orzeczeniem, co oznacza mniej dzieci w szkołach specjalnych. I mniej samych szkół w dalszej perspektywie.

Zresztą sam moment na start pilotażu projektu, zaplanowany na wrzesień 2021 r. – w czasie pandemii i po roku nauczania zdalnego – nie wydaje się strzałem w dziesiątkę. Trudno dziś określić, czy dzieci w ogóle od września wrócą do nauki stacjonarnej, a jeśli wrócą, to na jak długo. „Reforma Anny Zalewskiej jeszcze nie zdążyła do końca wejść w życie, a już szykowana jest kolejna rewolucja” – podsumowuje Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP.

Natomiast na rodzicielskich forach dominuje opinia, że jeśli powinny nastąpić jakieś poważne zmiany, to w samym ministerstwie. Personalne.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Janusz Majewski: Trzeba pokonać inteligencki wstyd

Rozmowa z reżyserem Januszem Majewskim o tym, jak się zachowywać w trudnych czasach, czy istnieje recepta na dobry film oraz o ogładzie, która była ważna nawet u czerwonoarmistów.

Martyna Bunda
09.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną