Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wanda Traczyk-Stawska. Najlepsza tradycja polskiego patriotyzmu

Wanda Traczyk-Stawska. Cmentarz Powstańców Warszawy, 1 sierpnia 2022 r. Wanda Traczyk-Stawska. Cmentarz Powstańców Warszawy, 1 sierpnia 2022 r. Rafał Trzaskowski / Facebook
Cała Pani Wanda: odważna i zdeterminowana w słusznej sprawie. Trzy ważne rzeczy, które od niej usłyszeliśmy w tym roku, łączą historię z teraźniejszością.

Wandy Traczyk-Stawskiej zawsze słucham z uwagą. I z szacunkiem, jaki trudno wykrzesać, słuchając znacznej części naszych polityków, szczególnie z obozu obecnej władzy. Słuchałem jej uważnie także podczas obchodów 78. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Dla mnie uosabia najlepszą tradycję polskiego patriotyzmu, żarliwego, wolnego od resentymentów i nacjonalizmu, poświadczonego jej drogą życiową. I tym razem miała coś ważnego do powiedzenia.

Przed mikrofonem stanęła w mundurze, bo uważa się za żołnierza wciąż w służbie Polski. Drobniutka, z kokardą w kolorach Ukrainy, w asyście rosłego harcerza. Sama dołączyła do powstania jako młodziutka harcerka Szarych Szeregów. Razem tworzyli symbol ciągłości pokoleń, którym nie jest wszystko jedno.

Wanda Traczyk-Stawska: Nie udawaj, że nie widzisz, kiedy dzieje się zło

Walczyli gołymi rękami

Pani Wanda opiekuje się pamięcią o powstaniu. Nie tylko o jego poległych uczestnikach i uczestniczkach, ale też o ludności cywilnej Warszawy, która poniosła niemal dziesięciokrotnie większe straty niż powstańcze wojsko. Na Cmentarzu Powstańców Warszawy na Woli nazwała ludność cywilną w walczącej z Niemcami stolicy głównym bohaterem powstania, a powstańców jej wojskiem. Trzy ważne rzeczy, które od Pani Wandy usłyszeliśmy, łączą historię z teraźniejszością.

Pani Wanda przypomniała, że uczestnicy powstania czekali na broń i amunicję od aliantów. Pomoc nie nadeszła. Musieli „gołymi rękami” zdobywać na przeciwniku środki walki. Jako „żołnierz, który wie, co to znaczy mieć broń w ręce”, wołała do świata o nowoczesną broń dla Ukrainy. Ktoś powie: dobrze, ale ta broń służy wojnie, a my chcemy pokoju. Pani Wandzie i pokoleniu powstańców nie trzeba wyjaśniać, że na wojnie giną ludzie. Wiedzą o tym z własnego strasznego doświadczenia. Wanda Traczyk-Stawska mówiła: „wszystkie matki na całym świecie jednakowo cierpią, gdy giną ich dzieci. Dlatego postanowiliśmy – Pani Wanda należy do obywatelskiego komitetu dbającego o cmentarz – że ten cmentarz będzie wołał o pokój na świecie, tak jak Hiroszima”.

Czytaj też: Kijów–Warszawa, ta sama sprawa

Nazwać rzeczy po imieniu

Właśnie w roli opiekuna cmentarza Pani Wanda upomniała się o krzyż mający leżeć na zbiorowej mogile mieszczącej prochy dziesiątków tysięcy ludzi, którzy zginęli podczas powstania, jego uczestników i osób cywilnych różnych wyznań, narodowości i poglądów politycznych. Weszła w spór w tej sprawie z obecnym wojewodą. Oświadczyła, że jeśli krzyż nie zostanie położony na kurhanie, to sama się na mogile położy, aby tak się stało. Już po uroczystości wojewoda zapowiedział, że krzyż będzie, choć nie podał kiedy.

Cała Pani Wanda: odważna i zdeterminowana w słusznej sprawie. Oby się jej udało zrealizować także zamysł opiekunów cmentarza, by na jego murze wyryć wojenną modlitwę Szarych Szeregów po polsku, angielsku, niemiecku, rosyjsku, hebrajsku. Na znak, że wszyscy jesteśmy rodziną człowieczą i pragniemy pokoju.

Wreszcie wątek Niemców, dziś znów wykorzystywany w politycznej rozgrywce obozu Jarosława Kaczyńskiego o poparcie wyborców. Wanda Traczyk-Stawska przestrzegła przed wpajaniem w szkołach nienawiści do Niemców, którzy dziś klękają (przed pomnikami bohaterów Getta i powstańców w Warszawie – ASzo). Przypomniała, że podczas stanu wojennego rozdzielała wraz z ks. Jerzym Popiełuszką dary napływające z Zachodu do Polski – przede wszystkim z Niemiec federalnych. Pani Wanda nie uprawia polityki, tylko nazywa rzeczy po imieniu i stara się budować mosty. Chwała jej za to.

Czytaj też: Bezcenna lekcja od weteranek

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

KUBA: Lekarze – towar eksportowy

Boliwia jest już czwartym krajem w ciągu roku, który wyrzucił kubańskich lekarzy. To poważny cios dla jednego z najlepszych programów humanitarnych na świecie, który równocześnie podtrzymuje przy życiu komunistyczny reżim na wyspie.

Maciej Okraszewski
08.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną