Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Jodek potasu. Nie da się kupić na zapas, nie zadziała na „wszelki wypadek”

Wojewoda podkarpacki Ewa Leniart podczas konferencji prasowej dotyczącej dystrybucji jodku potasu Wojewoda podkarpacki Ewa Leniart podczas konferencji prasowej dotyczącej dystrybucji jodku potasu Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
Jodek potasu musi być podany kilka, kilkanaście godzin przed ewentualnym zagrożeniem skażeniem radioaktywnym jodem – tłumaczy prof. Leszek Królicki z Zakładu Medycyny Nuklearnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

KATARZYNA KACZOROWSKA: Jodek potasu – jaki jest jego związek z promieniowaniem radioaktywnym?
PROF. LESZEK KRÓLICKI: Podawanie jodku potasu jest dosyć starą, powszechnie uznaną metodą, zaakceptowaną we wszystkich międzynarodowych gremiach odpowiedzialnych za ochronę radiologiczną, łącznie z WHO, czyli Światową Organizacją Zdrowia, i Agencją Atomistyki w Wiedniu. Chodzi o ochronę tarczycy przed wychwytem radioaktywnego jodu, który może, ale nie musi, co chcę podkreślić, znajdować się w chmurze radioaktywnej związanej z awarią atomową.

Jak działa jodek potasu?
W przypadku tarczycy przyjęcie odpowiedniej dawki jodu powoduje, że wypełnia on magazyny potrzebne komórkom tarczycowym do produkcji hormonów. A to oznacza, że dodatkowa dawka jodu, np. radioaktywnego, nie będzie wychwycona przez tarczycę, co zabezpieczy ją przed wchłonięciem radioaktywnej postaci pierwiastka.

Tarczyca naturalnie gromadzi jod?
Tak. I wystarczy np. podanie kontrastu jodowego w tomografii komputerowej, aby przez wiele miesięcy nie można było przeprowadzić scyntygrafii tarczycy, radioizotopowego badania pokazującego funkcję i położenie tego gruczołu.

Można zażyć jodek potasu tak na wszelki wypadek, miesiąc albo dwa przed ewentualną awarią elektrowni atomowej albo wybuchem bomby jądrowej?
Nie można.

Dlaczego?
Ponieważ jodek potasu musi być podany kilka, kilkanaście godzin przed ewentualnym zagrożeniem skażeniem radioaktywnym jodem.

Jaka jest dawka zabezpieczająca przed radioaktywnym jodem?
100 mg. I takie tabletki są w rezerwie państwowej. Nie w aptece.

Czyli nie można sobie pójść do apteki, żeby kupić jodek potasu na wszelki wypadek i na zapas?
Nie można. A poza tym nie ma to sensu. To, co teraz trafia do służb wojewódzkich odpowiadających za nasze bezpieczeństwo, to rezerwa państwowa.

To znaczy?
Chyba dwa lata temu wymieniano całą polską rezerwę jodku potasu, bo kończył się termin ważności preparatu. A to oznacza, że tabletki jodowe były przygotowane i, co więcej, systematycznie sprawdzano, czy nadają się do użycia, gdyby zaistniała taka konieczność. To z naszej rezerwy wysłano jodek potasu do Japonii po awarii elektrowni atomowej w Fukuszimie, byliśmy jednym z krajów, który pomógł wtedy w ochronie ludności przed długofalowymi skutkami radioaktywnego skażenia. Tak więc zapas jodku potasu nie powinien być czymś wyjątkowym. Czy wie pani, że nawet w warunkach pokojowych w najbliższym otoczeniu elektrowni atomowych, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, mieszkańcy mają tę tabletkę jodową w domowej apteczce?

Nie wiedziałam.
Właśnie. Nie mamy w Polsce elektrowni atomowych. A zgodnie z procedurą w razie awarii mieszkańcy okolicy dostają powiadomienie o konieczności przyjęcia tabletki z jodkiem potasu. I to jest standard postępowania.

Po co właściwie przyjmuje się ten jodek potasu?
Chroni przed ewentualnym wystąpieniem raka tarczycy. I tylko tarczycy. W dodatku za kilka, a nawet kilkanaście lat. A więc nie jutro, nie pojutrze czy za rok. Podkreślmy, chodzi o działanie profilaktyczne za kilka, kilkanaście lat.

Kto może bądź powinien przyjąć taką tabletkę?
Ta populacja, która ma statystyczne szansę dożyć te kilkanaście lat po awarii, kiedy znacznie zwiększy się ryzyko wystąpienia raka tarczycy. A to oznacza, że podawanie jodku potasu ma sens w przypadku pokolenia do 60. roku życia. U osób starszych ryzyko związane z rakiem tarczycy jest tak małe, że nie przekłada się na ryzyko wynikające z powikłań związanych z przyjęciem tej kapsułki.

A jakie są to powikłania?
Ta dawka jodu może – rzadko – wywołać zapalenie tarczycy. Dotyczy to zwłaszcza chorych na wole guzowate, któremu często towarzyszy utajona nadczynność tarczycy. Ta dodatkowa dawka jodu przyjęta w tabletce może nagle spowodować ujawnienie się choroby – nadczynność tarczycy zaś przekłada się na zaburzenia kardiologiczne. U osób w wieku powyżej 60 lat ryzyko zaburzeń akcji serca, np. migotania przedsionków wywołanych nadmierną podażą jodu, jest duże. Zaburzenia rytmu serca mogą z kolei spowodować dalsze powikłania, w tym nawet udar mózgu. Powikłania te mogą być większym obciążeniem niż rak tarczycy za kilka czy kilkanaście lat.

Jaką funkcję w organizmie pełni tarczyca?
Hormony tarczycy odpowiadają za większość procesów metabolicznych, regulują m.in. wspomnianą pracę serca, mózgu, niemal każdego narządu, więc nagłe zaburzenia czynności tego gruczołu powodują rozregulowanie całego organizmu.

W internecie pojawiły się już materiały, że jodek potasu to trucizna.
Przecież to nieprawda.

Ma zawierać ołów, rtęć i trujące toksyny, a jego podawanie w domyśle zabije Polaków pod pozorem troski o ich zdrowie. Jeden z filmików z takimi treściami obejrzało ponad 300 tys. osób, a skomentowało ponad 2 tys. widzów.
Jak ja się mogę odnieść do takich bzdur? Myślę, że nawet ich autorzy nie za bardzo wierzą w głupoty, które opowiadają. Niedawno straszono nas szkodliwymi szczepionkami, które miały zawierać nawet czipy pozwalające na kontrolę naszych zachowań. Nie zauważyłem jednak do tej pory żadnych niepokojących objawów. Domownicy nie słyszą dziwnych dźwięków. Ja również nie słyszę. Jeśli 300 tys. ludzi obejrzało filmik z takimi bzdurami, to mogę się tylko z troską pochylić nad kondycją społeczeństwa. Ale wierzę, że filmik ten jest jednak traktowany przez rodaków jako świetny dowcip.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną