Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Kuchnia nienarodowa

Robert Makłowicz: Każda nacja lepi jakieś pierogi. Na talerzu widać polskie kompleksy

„W moim rodzinnym domu przywiązywało się dużą wagę do jedzenia.” „W moim rodzinnym domu przywiązywało się dużą wagę do jedzenia.” Arkadiusz Hapka
Rozmowa z Robertem Makłowiczem, znawcą kuchni nie tylko polskiej, o tym, co się zmienia na naszych stołach i w naszych smakach.

JOANNA PODGÓRSKA: – Mamy w Polsce renesans kuchni regionalnych. Pokazuje pan, jak odróżnić bunc od bryndzy. Ale wcześniej uczył pan w swoich programach, co to gorgonzola, a co parmezan.
ROBERT MAKŁOWICZ: – Musieliśmy uczyć się niemal wszystkiego, bo skąd moglibyśmy o takich rzeczach wiedzieć, kiedy ich tu zwyczajnie nie było przez cały okres PRL. By czegokolwiek się o nich dowiedzieć, trzeba było sięgać do inseratów przedwojennych sklepów kolonialnych albo starych książek. Ćwierczakiewiczowa jako propozycję jednego z dań wigilijnych podaje makaron zapiekany z parmezanem. To połowa XIX w. Ale rzeczywiście przerwa w naszych kontaktach z kulinarnym światem była na tyle długa, że trzeba było się tego uczyć na nowo. Kto w PRL słyszał o bakłażanach? W ówczesnej mitologii pomarańcze były synonimem dobrobytu; do tego stopnia, że ludzie wkładali je do koszyczków wielkanocnych i gdzieniegdzie wkładają nadal.

Jak to się stało, że w tej szarej, zgrzebnej rzeczywistości zainteresował się pan kuchnią?
W moim rodzinnym domu przywiązywało się dużą wagę do jedzenia. Ojciec pracował jako marynarz, więc go cały czas nie było, a mnie wychowywały kobiety: mama, babunia i niania, jeszcze od czasów przedwojennych związana z naszą rodziną. Wszystkie trzy gotowały; każda inaczej. Mamie zdarzało się podróżować z ojcem po świecie, więc starała się gotować modernie. Odwiedziła m.in. Hongkong czy Afrykę. Babunia gotowała klasykę kuchni miejscowej, w której mieszały się wpływy węgierskie, czeskie czy austriackie. Zachowały się przepisy spisane odręcznie jeszcze przez moje prababcie. Jedna była Austriaczką, a druga Węgierką. Jadało się piszingera czy tort Sachera, mimo częstych braków konfitury morelowej.

A moderna kuchnia mamy?

Polityka 51.2022 (3394) z dnia 13.12.2022; Temat z okładki; s. 15
Oryginalny tytuł tekstu: "Kuchnia nienarodowa"
Reklama