Krajobraz po zarazie
Krajobraz po zarazie. Popijanie, zajadanie, dresy. I kościoły coraz bardziej puste
Zapomniane maseczki odnajdywane w torebkach i kieszeniach, dystrybutory z płynem do dezynfekcji, z których już prawie nikt nie korzysta, podniszczone instrukcje, jak prawidłowo myć ręce w publicznych toaletach – mimo że pandemia nie została wcale formalnie odwołana, przypominają artefakty z zamierzchłej epoki. Kryzys, inflacja, a przede wszystkim wojna w Ukrainie przyniosły nowe lęki i zagrożenia. Stąd ciężko choćby ocenić wpływ pandemii na gospodarkę czy turystykę. Kataklizm przykrywał kolejny kataklizm.
„Dwa lata pandemii koronawirusa zmieniły w nas bardzo wiele, ale tylko po to, by ostatecznie nie zmienić prawie nic” – komentują redaktorzy „Pamiętników pandemii”, zbioru konkursowych wspomnień, pisanych na gorąco podczas pierwszych covidowych miesięcy, wydanych właśnie przez „Krytykę Polityczną”.
Nierówności pogłębione
– W tych pierwszych miesiącach wielu ekspertów, liderów, ale też zwykłych Polaków w codziennych rozmowach wyrażało nadzieje, że to może być czas, który pozwoli nam się zatrzymać i przemyśleć pewne relacje społeczne. Bo kiedy, jeśli nie w momencie konfrontacji z apokalipsą, z zagrożeniem egzystencjalnym, z którym musimy zmierzyć się wszyscy, bez względu na status? – mówi Mateusz Mazzini, współredaktor „Pamiętników…”. – To była nadzieja, że spłaszczą się nierówności społeczne, upowszechnią się pewne usługi i dobra, zerwiemy ze starymi blokadami. Tak się nie stało. Solidarność społeczna szybko wygasała. Sieci tworzone ad hoc nie przekształciły się w trwałe instytucje.
Można powiedzieć, że stało się wręcz przeciwnie.