Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Raport „Rzeczpospolitej” o pedofilii jest wydarzeniem. Pora otworzyć kościelne archiwa

Skala krzywdzenia nieletnich w Kościele była „ogromna”. Skala krzywdzenia nieletnich w Kościele była „ogromna”. Piotr Tumidajski / Forum
Raporty śledcze w niezależnych mediach w wielu krajach wymuszały na Kościele zmiany taktyki na tym polu. Idziemy w Polsce tym śladem, lecz dużo wolniej i napotykając na dużo silniejszy opór.

Dziennikarze „Rzeczpospolitej” Tomasz Krzyżak i Piotr Litka, korzystając z archiwów IPN, państwowych i dostępnych źródeł kościelnych, zbadali skalę kryzysu pedofilskiego w szeregach kleru w latach powojennych aż do 1989 r. Z ich ustaleń wynika, że skala krzywdzenia nieletnich w Kościele była „ogromna”. Dziennik zapowiada, że pełny raport śledczy w tej sprawie opublikuje w weekendowym dodatku „Plus Minus”. Na stronie internetowej „Rzeczpospolitej” znajdziemy listę nazwisk 121 duchownych krzywdzicieli.

Pedofilia w Kościele: wierzchołek góry

Publicysta dziennika Michał Szułdrzyński zaznacza, że nie chodzi o „atak na Kościół”, tylko o próbę ustalenia prawdy. Przyznaje, że prawda jest bolesna, ale trzeba się z nią skonfrontować i dotrzeć z pomocą do ofiar, o ile jest to jeszcze możliwe. Dodaje, że materiał wychodzi naprzeciw wezwaniu polskich biskupów, którzy apelowali podczas niedawnej dyskusji o roli Jana Pawła II w tym rozdziale powojennej historii Kościoła w Polsce o pogłębione badania historyczne.

Według ustaleń Krzyżaka i Litki co najmniej 1100 małoletnich mogło zostać wykorzystanych seksualnie przez duchownych i osoby świeckie pracujące w Kościele, a sprawców tych przestępstw było ok. 300 – księży, seminarzystów, zakonników, pracowników świeckich. 121 przypadków trafiło do sądów peerelowskich. Sądy skazały 72 osoby. Zdarzały się przypadki wycofania spraw w zamian za zgodę na współpracę z policją polityczną. Liczba 300 krzywdzicieli to suma przypadków zbadanych przez dziennikarzy i danych kościelnych, z których wynika, że przed upadkiem PRL doszło w Kościele do 177 nadużyć na tle seksualnym.

Na podstawie zbadanych dokumentów autorzy publikacji szacują liczbę skrzywdzonych na 520 osób; jeśli dodać do tego dane kościelne, liczba może sięgać 1100 osób (jeden sprawca krzywdził co najmniej cztery, pięć osób). „To wierzchołek góry lodowej, bo zgłaszany lub wykrywany jest niewielki procent takich spraw” – zaznaczają sami dziennikarze. A o. Adam Żak, delegowany przez episkopat do tego tematu, komentuje, że wyniki kwerendy rodzą pytanie, „czy nie będzie potrzebna poważna korekta obrazu Kościoła w czasach komunistycznych”, pokazująca, że „Kościół zawiódł w sprawach, które ściśle należą do misji powierzonej mu przez Jezusa”.

Czytaj też: Król Jan Paweł II. Czy odmieni oblicze tych wyborów?

Prawica: to „atak na Kościół”

Szczerze mówiąc to, że Kościół zawiódł, i to dramatycznie, wiemy od dawna. Przed ustaleniami dziennikarzy „Rzeczpospolitej” pokazały to śledztwa reporterów TVN24, braci Sekielskich czy Marcina Gutowskiego oraz innych autorów, choćby Ekke Overbeeka. Tylko że w kręgach prawicowych, w Kościele i poza nim, uznano je właśnie za „atak na Kościół” motywowany politycznie lub ideologicznie.

Ustalenia tych niezależnych dziennikarzy kwestionowano, wykorzystując m.in. ich krytyczną analizę dokonaną przez autorski duet Tomasza Królaka i Piotra Litki. Posłużyła ona do oddalenia zarzutów przeciwko linii postępowania przyjętej w kilku tego rodzaju sprawach przez Karola Wojtyłę, gdy był biskupem i metropolitą krakowskim. Jednym z argumentów było nieprofesjonalne podejście do dokumentów SB na ten temat, odnalezionych w archiwach IPN.

Rozumiemy, że tym razem dziennikarze „Rzeczpospolitej”, pracujący na dokumentach m.in. z tych samych archiwów IPN, wykorzystali je profesjonalnie i że podobnie należy traktować ich ustalenia w sprawie działań – lub ich zaniechania – metropolity Wojtyły. Tu głos powinni zabrać kompetentni historycy.

Czytaj też: Autor książki o Wojtyle nie może czuć się w Polsce bezpiecznie

Odnowa musi wyjść z Kościoła

Tak czy inaczej, raport „Rzeczpospolitej” jest wydarzeniem. Autorzy działają w interesie opinii publicznej i pamiętają o krzywdzie ofiar. Ich ustalenia potwierdzają, że przez cały czas istnienia PRL działał kościelny system tuszowania przestępstw, wielokrotnie już opisany w mediach niezależnych od Kościoła i polityków prawicy. A przestępcy w sutannach i habitach rzadko ponosili kościelne kary, za to często robili w Kościele kariery. Wszystko to działo się za długiego pontyfikatu Jana Pawła II w epoce PRL i dzieje się w wolnej Polsce. System został zdemaskowany, ale nie został zdemontowany – mimo wysiłków papieża Wojtyły, jego następców oraz licznych ludzi dobrej woli w Kościele i poza nim. Oczekują oni od Kościoła w Polsce rachunku sumienia, takiego, jaki przeprowadzili biskupi w wielu krajach demokratycznych.

Ale to nie wystarczy, by pokazać całą „górę lodową” systemowych nadużyć i przestępstw na tle seksualnym w Kościele, który mieni się nauczycielem i strażnikiem moralności publicznej oraz obrońcą najsłabszych, w tym dzieci. Raporty śledcze w niezależnych mediach w wielu krajach wymuszały na Kościele zmiany taktyki na tym polu. Idziemy w Polsce tym śladem, lecz dużo wolniej i napotykając na dużo silniejszy opór. Wszędzie przełomem było otwarcie dostępu do archiwów kościelnych – warunek podstawowy! – i powołanie niezależnych od Kościoła kompetentnych komisji badawczych, w których prace nie ingerowało państwo ani rząd. Tylko taka droga może doprowadzić do szczerego rachunku sumienia, wyrównania krzywd ofiar i odrzucenia w samym Kościele przestępczego systemu. Dziennikarskie śledztwa są potrzebnym etapem i elementem tego procesu. Odnowa musi przyjść z wnętrza instytucji kościelnych na każdym szczeblu.

Czytaj też: Polacy odchodzą z Kościoła, to już tsunami. U biskupów refleksji brak

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Kleszcz: pospolity, łąkowy, afrykański. Dlaczego nam grożą i jak się ich pozbyć

Wiktoria Romanek z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiada „Polityce” o tym, jak rozróżnić kleszcze, o Narodowym Kleszczobraniu oraz tym, co robić, gdy znajdziemy kleszcza wbitego w nasze ciało lub ciało naszego czworonożnego przyjaciela.

Maciej Jaźwiecki
16.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną