Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Bez happy endu

Tomasz Komenda: bez happy endu. Jego krótkie tragiczne życie to mroczna przestroga

Tomasz Komenda Tomasz Komenda Jan Bielecki / EAST NEWS
Tomasz Komenda w lipcu skończyłby 47 lat. 18 z nich spędził w więzieniu za zabójstwo, którego nie popełnił. Po uniewinnieniu i zasądzeniu na jego rzecz niemal 13 mln zł zadośćuczynienia został pozostawiony bez żadnej systemowej pomocy, stając się podwójną ofiarą polskiego wymiaru sprawiedliwości. A na koniec – choroby.
Tomasz Komenda na rozprawie 15 marca 2018 r.Krzysztof Zatycki / Zuma Press/Forum Tomasz Komenda na rozprawie 15 marca 2018 r.

O tym, że Tomasz Komenda jest chory, wiadomo było co najmniej od roku. W 2022 r. miał już mieć przerzuty do mózgu. Jeszcze wiosną 2023 r. mówił, że jest w trakcie chemioterapii, ale czuje się dobrze. I może zdecyduje się porozmawiać. Nie zdecydował się. Tej samej wiosny tajemnicą przestał być jego konflikt z matką Teresą, od której się odsunął, choć przez lata walczyła o jego uniewinnienie. I stało się jasne, że związek z Anną Walter, z którą zaręczył się na premierze filmu „Tomasz Komenda. 25 lat niewinności”, to już przeszłość. Anna ponad rok po urodzeniu ich syna Filipka podała Tomasza do sądu o alimenty. Ten zasądził ponad 4,5 tys. zł, ale Komenda odwołał się od wyroku, twierdząc, że miliony, które przyznano mu za lata spędzone w więzieniu, dostał za swoją krzywdę. A więc nie po to, by się nimi dzielić.

W grudniu już nie wychodził z domu, przykuty do łóżka, pod opieką najbliższych. Doczekał świąt. Nowego roku też. O jego śmierci 21 lutego pierwszy poinformował dziennikarz TVN Grzegorz Głuszak. Teresa Klemańska zdradziła, że zdążyła pogodzić się z synem, choć nigdy nie pogodzi się z jego śmiercią.

Gdyby nie ten sylwester

Nie byłoby historii Tomasza Komendy, gdyby nie tragedia 15-letniej Małgosi Kwiatkowskiej. Uczennica pierwszej klasy wrocławskiej handlówki ubłagała rodziców, żeby pozwolili jej pojechać z Jelcza-Laskowic do Miłoszyc na dyskotekę w klubie Alcatraz. Nie chcieli się zgodzić, ale koniec końców dali się ubłagać.

Małgosia z Miłoszyc już nie wróciła. O 6 rano matka dziewczynki zadzwoniła do jej najbliższej przyjaciółki, która do domu w Jelczu-Laskowicach przyjechała z kurtką Gosi. Miała usłyszeć od zaspanej nastolatki, że Małgosia jest w domu niedaleko dyskoteki. Zdenerwowana kobieta kazała jej się ubrać. I w trójkę, z ojcem Małgosi, pojechali rano szukać jej w Miłoszycach w tym domu.

Polityka 10.2024 (3454) z dnia 27.02.2024; Społeczeństwo; s. 37
Oryginalny tytuł tekstu: "Bez happy endu"
Reklama